<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000</id><updated>2012-02-10T23:01:53.807+01:00</updated><category term='„Dżuma” Albert Camus'/><category term='„Globalia” Jean Christophe Rufin'/><category term='„Gwiazdy epoki lodowcowej” Renata Šerelyté'/><category term='„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind'/><category term='„Ostatnie historie” Olga Tokarczuk'/><category term='„Książę Mgły” Carlos Ruiz Zafon'/><category term='„Boże Narodzenie w Lost River” Fannie Flagg'/><category term='„Nim nadejdzie lato” Erich Maria Remarque'/><category term='„Dzienniki gwiazdowe” Stanisław Lem'/><category term='„To co ukryte” Laura Lippman'/><category term='„Miłość” Toni Morrison'/><category term='„Dziecko ciemności” Graham Masterton'/><category term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><category term='„Mury Hebronu” Andrzej Stasiuk'/><category term='„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen'/><category term='„Katoniela” Ewa Madeyska'/><category term='„Dopóki mamy twarze” C.S. Lewis'/><category term='„Ostatnie miejsce” Laura Lippman'/><category term='„Podręcznik do ludzi. Tom pierwszy i ostatni: Czaszka” Manuela Gretkowska'/><category term='„Zbudź się szkoda dnia” Anna Quindlen'/><category term='„Prawiek i inne czasy” Olga Tokarczuk'/><category term='„Dawid Copperfield” Charles Dickens'/><category term='„Wielki Marsz&quot; Stephen King'/><category term='„Śmieszne miłości” Milan Kundera'/><category term='„Głód i jedwab”  Herta Müller'/><category term='„Gdy kobieta ma kilku mężów. Rzecz o poliandrii” Daniel Jabłoński Helena Kurtz Lech Ostasz'/><category term='„Dom dzienny dom nocny” Olga Tokarczuk'/><category term='„O kotach” Doris Lessing'/><category term='„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow'/><category term='„Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa'/><category term='„Bezsenność” Stephen King'/><category term='„Przegryźć dżdżownicę” Katarzyna Grochola'/><category term='„Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lem'/><category term='„Siedem szkiców” Virginia Woolf'/><category term='„Na Zachodzie bez zmian” Erich Maria Remarque'/><category term='„Odette i inne historie miłosne” Eric - Emmanuel Schmitt'/><category term='„Pianistka” Elfriede Jelinek'/><category term='„To ty jesteś Daniel” Hanna Krall'/><category term='„Królowa Margot” Aleksander Dumas'/><category term='„Regulamin tłoczni win” John Irving'/><category term='„Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood'/><category term='„Solaris” Stanisław Lem'/><category term='„Obnażona” Kathryn Harrison'/><category term='„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg'/><category term='„Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera'/><category term='„Świat według Garpa” John Irving'/><category term='„Regulatorzy” Stephen King'/><category term='„Mechaniczna pomarańcza”  Anthony Burgess'/><category term='„Nostalgia Anioła” Alice Sebold'/><category term='„Bohaterka pustyni” Donya Al-Nahi'/><category term='„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde'/><category term='„W krainie kota”  Dorota Terakowska'/><category term='„Własny pokój” Virginia Woolf'/><category term='„Barykady. Kroniki obsesyjne” Bożena Keff-Umińska'/><category term='„W dżungli miłości” Beata Pawlikowska'/><category term='„Umiłowana” Toni Morrison'/><category term='„Moralny nieład” Margaret Atwood'/><category term='„Podróż ludzi Księgi” Olga Tokarczuk'/><category term='„Do Amsterdamu” Michał Olszewski'/><category term='„Joresz” Andrzej Korybut-Daszkiewicz'/><category term='„Tęskniąc za Kissingerem” Etgar Keret'/><category term='„Amatorki”  Elfriede Jelinek'/><category term='„Wrzos” Maria Rodziewiczówna'/><category term='„Połówka żółtego słońca” Chimamanda Ngozi Adichie'/><category term='„Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach” Clarissa Pinkola Estes'/><category term='„Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku&quot; Dorota Masłowska'/><category term='„Droga” Cormac McCarthy'/><category term='„Możliwość wyspy”  Michel Houellebecq'/><category term='„Marina” Carlos Ruiz Zafon'/><category term='„Tajemnice biblijnych kobiet. Ponadczasowe opowieści o miłości pożądaniu i tęsknocie” Naomi Harris Rosenblatt'/><category term='„Misery” Stephen King'/><category term='„Gra Anioła” Carlos Ruiz Zafón'/><category term='„Fioletowy hibiskus” Chimamanda Ngozi Adichie'/><category term='„Pani Dalloway”  Virginia Woolf'/><category term='„Tego lata w Zawrociu&quot; Hanna Kowalewska'/><category term='„Medea i jej dzieci” Ludmiła Ulicka'/><category term='„ROK 1984” George Orwell'/><title type='text'>A Room of My Own</title><subtitle type='html'>subiektywno-selektywny blog literacki</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>87</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3117414238834921862</id><published>2011-12-19T22:54:00.002+01:00</published><updated>2011-12-19T22:57:49.567+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Fioletowy hibiskus” Chimamanda Ngozi Adichie'/><title type='text'>„Fioletowy hibiskus” Chimamanda Ngozi Adichie</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Amber, Warszawa 2004&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9qNRc8-geog/Tu-zKXcsRQI/AAAAAAAAAio/5S9b_RFY80Y/s1600/70250_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 287px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9qNRc8-geog/Tu-zKXcsRQI/AAAAAAAAAio/5S9b_RFY80Y/s320/70250_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687961845066646786" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Zaczynam coraz bardziej wkręcać się w afrykańskie klimaty. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo wciągnie mnie Czarny Ląd, jego kultura, krajobrazy i ludzie. Dzięki trzem przeczytanym w tym roku książkom częściej zaglądam na Discovery Travel, przenoszę się w upalne krainy, gdzie zajadają zupełnie mi nieznane potrawy, bujają się do energetycznej muzyki i mówią językami, których nigdy na żywo nie będzie mi dane usłyszeć.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160A zaczęło się od "Połówki żółtego słońca" pani Adichie, która mną wstrząsnęła, zachwyciła i na stałe zagościła w mojej pamięci. Potem moja wyobraźnia powędrowała na Czarny Kontynent za sprawą "Pożegnania z Afryką" Karen Blixen, o którym, za racji obecnej aury, gęsto myślę.  Kusi, oj kusi, by przeczytać kolejny raz. :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160We "Fioletowym hibiskusie" na szczęście nie ma już wojny, głodu, gwałtów, które zasmucają w „Połówce żółtego słońca". Nie oznacza to jednak, że autorka zaserwowała lekturę łatwą, lekką i przyjemną. Tematyka jest również cięższego kalibru, ociera się nieznacznie o sytuację polityczną w Nigerii, która, mimo kilkudziesięciu lat niepodległości, nie potrafi stanąć na własne nogi i zbudować silnego państwa, które nie zostanie zawłaszczone poprzez następny przewrót oraz nową skorumpowaną ekipę. Te wątki są jedynie na dalszym planie, gdyż "Fioletowy hibiskus" to przede wszystkim historia pewnej rodziny, a dokładnie pewnej wyjątkowej dziewczynki, która dorastała w bardzo trudnych warunkach. W tej rodzinie bynajmniej nie brakowało pożywienia, pieniędzy, dóbr wszelakich. W ich domu się wręcz przelewało, aż trzeba się było dzielić z innymi, a nawet należało, gdyż tak nakazuje katolicki obowiązek. W tym domu nie było jednak miłości, radości, wolności ani szacunku. Było za to dużo Boga. Dużo dyscypliny, ba, despotycznego rygoru, modlitw, nauk, kar za grzechy, cierpienia oraz strachu, strachu, strachu...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na naszych oczach 15-letnia Kambili z naiwnej, nieświadomej, zatrwożonej córki despoty i fanatyka staje się mądrą i silną kobietą, która wreszcie potrafi odczuć smaki życia, zabawę, spokój, miłość i młodość. Droga do tego jest długa oraz okupiona bólem, rozczarowaniem i tragedią.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Fioletowy hibiskus" to naprawdę bardzo dobra i mocna książka, szczególnie, że jest to debiut Adichie, którą śmiało mogę zaliczyć do grona autorów, po których zawsze będę sięgać, gdy tylko będzie okazja.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3117414238834921862?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3117414238834921862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/12/fioletowy-hibiskus-chimamanda-ngozi.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3117414238834921862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3117414238834921862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/12/fioletowy-hibiskus-chimamanda-ngozi.html' title='„Fioletowy hibiskus” Chimamanda Ngozi Adichie'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9qNRc8-geog/Tu-zKXcsRQI/AAAAAAAAAio/5S9b_RFY80Y/s72-c/70250_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5440062822137697212</id><published>2011-12-07T23:15:00.007+01:00</published><updated>2011-12-08T00:22:50.102+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde'/><title type='text'>„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde</title><content type='html'>&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;"Ganiąc siebie samych, czujemy, że nikt już do tego nie ma prawa. Spowiedź, nie kapłan, daje nam przebaczenie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Gdy jesteśmy szczęśliwi, zawsze jesteśmy dobrzy, ale gdy jesteśmy dobrzy, nie zawsze jesteśmy szczęśliwi."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-s0dkwbBBW2o/Tt_mYyAOHWI/AAAAAAAAAiE/3pRfk1iKSWQ/s1600/352x500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-s0dkwbBBW2o/Tt_mYyAOHWI/AAAAAAAAAiE/3pRfk1iKSWQ/s200/352x500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683514568178802018" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Portret Doriana Graya" przeczytałam dość dawno temu. Zabierałam się za napisanie notki tak mozolnie i ślamazarnie, jak do samej książki, aż w końcu nic z tego nie wyszło. Może i dobrze, bo fajerwerków by nie było. Co jest zresztą u mnie normą, gdy zbytnio się nakręcę nazwiskiem autora. Zachwyt bywa odwrotnie proporcjonalny do renomy pisarza. Jednak "Portretowi Doriana Graya" daję mocną 4. Chciałam dziś napisać kilka słów o filmie opartym na książce. Odnoszę się do najnowszego z 2009 roku. Swoją drogą, bardzo jestem ciekawa, jak prezentują się inne wersje, a jest w czym wybierać.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-UxaK-YB5GRw/Tt_mflWd3lI/AAAAAAAAAiQ/4iyGDNXvNdE/s1600/Dorian2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 271px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-UxaK-YB5GRw/Tt_mflWd3lI/AAAAAAAAAiQ/4iyGDNXvNdE/s320/Dorian2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683514685041532498" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film znacznie odbiega od książki, śmiem twierdzić, że Oscar Wilde przewraca się w grobie. Ja jednak nie czuję się wcale zawiedziona. Twórcy widocznie uznali, że wierne odtworzenie wersji pisanej będzie zbyt nudne i mało efekciarskie na dzisiejsze czasy. Cóż, o widza trzeba zabiegać na różne sposoby, a nie każdy potrafi sobie pewne rzeczy dopowiedzieć. Te mianowicie, które autor ukrywa między słowami, nie daje na tacy, gdyż wierzy w inteligencję swoich czytelników. A ci powinni rozszyfrować pewne dyskretnie przemycane wątki.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film nie będzie raczej kiepski dla kogoś, kto nie zetknął się z książką. Dla mnie jest widowiskowym dodatkiem do lektury. Podobało mi się zestawienie życia arystokratycznego z rynsztokowym. Tu salon, tam nędza. A w tym salonie ten sam obrzydliwy smrodek, co na brudnej ulicy.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ben Barnes jako Dorian mile mnie zaskoczył. Świetnie zagrał zepsucie głównego bohatera, którego seksualne rozpasanie zobrazowano szokująco, lecz nie gorsząco. Natomiast Colin Firth - jak zawsze - boski :), aczkolwiek zrobiono z niego diabła wcielonego, którego spojrzenie przeszywało na wylot. Błędnie mniemałam, że nie będę w stanie go kupić w roli szowinisty i zdemoralizowanego cynika. Sprawdził się wzorowo.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-6wKW3f2Hi6A/Tt_mlnym_tI/AAAAAAAAAic/Lc7AIZNg800/s1600/Dorian1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-6wKW3f2Hi6A/Tt_mlnym_tI/AAAAAAAAAic/Lc7AIZNg800/s320/Dorian1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683514788775657170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5440062822137697212?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5440062822137697212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/12/portret-doriana-greya-oscar-wilde.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5440062822137697212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5440062822137697212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/12/portret-doriana-greya-oscar-wilde.html' title='„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-s0dkwbBBW2o/Tt_mYyAOHWI/AAAAAAAAAiE/3pRfk1iKSWQ/s72-c/352x500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7744184935383356937</id><published>2011-11-22T22:14:00.007+01:00</published><updated>2011-11-25T18:47:50.842+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Tęskniąc za Kissingerem” Etgar Keret'/><title type='text'>„Tęskniąc za Kissingerem” Etgar Keret</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;"Są dwa rodzaje ludzi, tacy, co lubią spać od ściany, i tacy, którzy lubią spać z innymi, co ich zepchną z łóżka."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Rqg44gk1yqU/TswSPJEyTII/AAAAAAAAAh4/4Hqat-0STfo/s1600/Keret.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Rqg44gk1yqU/TswSPJEyTII/AAAAAAAAAh4/4Hqat-0STfo/s200/Keret.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677933281550683266" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Pierwszy raz miałam przyjemność przeczytać książkę Etgara Kereta. Moja psiapsiółka wetknęła mi ją w ręce, mówiąc: "spodoba ci się". Zna mnie, skubana. :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Zabawna, błyskotliwa, inteligentna. I pomyśleć, że się przed nią początkowo wzbraniałam, jako że nie przepadam za opowiadaniami. Ba, do tej pory twierdziłam, że ich nie lubię. Zmieniłam zdanie. Dotąd wydawało mi się, że nie sposób umieścić czegoś wielce wartościowego w tak krótkiej formie literackiej. Ledwo się zacznie czytać i już koniec. W jakim głupim błędzie tkwiłam.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Etgar Keret nazwany został mistrzem krótkiej formy. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Szacunek wobec niesamowitej wyobraźni, pomysłowości i czarnego humoru. Zbiór tych kilkudziesięciu opowiadań jest jak zwierciadło życia, wachlarz tematów jest ogromny: wartości rodzinne, trudne związki i wybory, rozczarowania, tęsknoty, marzenia, psychologiczne zawiłości. A także wątki historyczne nawiązujące do tradycji Żydów oraz ich losów wojennych i powojennych. Etgar Keret, operując całkiem prostym językiem, czasami metaforami, wykłada ponadczasowe prawdy. Z pozoru błahe migawki z życia przemycają masę treści i refleksji. Poznajemy rozmaite historie, a najciekawszy jest w tym mini dreszczyk, co będzie dalej, co nowego nam zaserwuje, kto będzie tym razem bohaterem. To też jest urzekające, iż bohaterowie są tak przeróżni, obok dorosłych także dzieci. Moim ulubionym bohaterem jest anioł, czyli kłamca ze skrzydłami w opowiadaniu "Dziura w ścianie". Rozbawiła mnie najbardziej opowieść o wichurze, która się rozchorowała, bo zmieszała stuff z piwem. :) Poza tym, ogromny plus za opowiadanie "Buty" i o leku na samotność.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Muszę jednak przestrzec, że nie jest to lektura dla dzieci. Wiele opisów jest przesiąkniętych erotyką, śmiałymi seksualnymi opisami, również wulgaryzmami. Nie dziwota, że Keret wywołał w Izraelu skandal obyczajowy, obruszając moralizujące środowiska prawicowe. W sumie wystarczyłaby mi tylko ta informacja na jego temat, by zapoznać się z twórczością Kereta. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7744184935383356937?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7744184935383356937/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/teskniac-za-kissingerem-etgar-keret.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7744184935383356937'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7744184935383356937'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/teskniac-za-kissingerem-etgar-keret.html' title='„Tęskniąc za Kissingerem” Etgar Keret'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Rqg44gk1yqU/TswSPJEyTII/AAAAAAAAAh4/4Hqat-0STfo/s72-c/Keret.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-58990069319985008</id><published>2011-11-13T22:15:00.008+01:00</published><updated>2011-11-14T10:47:16.660+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„W krainie kota”  Dorota Terakowska'/><title type='text'>„W krainie kota”  Dorota Terakowska</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;u&gt;Co godzinę wiadomości&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Radio podaje co godzinę wiadomości.&lt;br /&gt;
Spikerzy widzą wszystko; niemożliwe,&lt;br /&gt;
Zdawałoby się, żeby każda godzina&lt;br /&gt;
Zabijała, kradła i oszukiwała. A jednak&lt;br /&gt;
Tak jest, godziny jak lwy pożerają&lt;br /&gt;
Zapasy życia. Rzeczywistość przypomina&lt;br /&gt;
Sweter przetarty na łokciach. Kto&lt;br /&gt;
Słucha wiadomości, nie wie, że&lt;br /&gt;
W pobliżu, po ogrodzie mokrym od deszczu&lt;br /&gt;
Spaceruje mały szary kot i bawi się,&lt;br /&gt;
Mocuje z twardymi łodygami traw.&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Adam Zagajewski

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-skoeYHTX0JI/TsA0q9gzsVI/AAAAAAAAAg8/W2zvt18lNWQ/s1600/wkrainiekota.jpeg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 204px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-skoeYHTX0JI/TsA0q9gzsVI/AAAAAAAAAg8/W2zvt18lNWQ/s320/wkrainiekota.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674593443158143314" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Dorota Terakowska urzekła mnie swoją twórczością kilka lat temu. Jednak po lekturze "Tam, gdzie spadają anioły" zbyt długo czekałam z kolejną książką. Zdecydowanie zbyt długo. "W krainie kota" sama mnie wywołała z bibliotecznej półki cudownym tytułem, obok którego nie mogłam oczywiście przejść obojętnie. Zwłaszcza po przeczytaniu pierwszego zdania: "Około trzeciej zbudziła mnie nagląca myśl: Muszę iść do ogrodu, wykopać ten korzeń i zjeść." :)&lt;br /&gt;
&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Ewa jest pisarką, żoną lekarza i świeżo upieczoną mamą bobasa o oryginalnej urodzie, rudowłosego (nie wiadomo po kim), z uroczym bałaganem w oczach, w dodatku dwukolorowym. Nie na tym kończy się wyjątkowość Jonyka. Już po kilkunastu dniach żywota przemawia on do swojej mamy, po czym do rodzinki dołącza kocisko niczym Bułhakowski Behemot. Od tego momentu zaczyna się zabawa. Cała trójka ma do spełnienia misję w innym wymiarze.&lt;br /&gt;
&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160"W krainie kota" to przemiła książka, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Zaskakująca dla wybrednej wyobraźni dorosłego, który - jeśli tylko zechce - może poczuć się jak dziecko. Zarówno młodsi, jak i starsi mogą wynieść z tej książki trochę wartości i mądrości. Może następnym razem, spotykając na drodze kogoś chorego czy obłąkanego, pomyślimy dwa razy, zanim zaszufladkujemy go jako wariata?&lt;br /&gt;
&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Chociaż w książce nieraz uderzała mnie przewidywalność lub nachalne tłumaczenie (w końcu to lektura też dla dzieci), to wszystko to znika dzięki cudownemu klimatowi, wzruszeniu i baśniowemu rozczuleniu, które mnie ogarnęło. Jest to idealna książka dla kociarzy na długie jesienne wieczory. I nie ma się co czepiać, że noworodek zajada zupkę, a kot zbyt często wątróbkę. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-58990069319985008?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/58990069319985008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/w-krainie-kota-dorota-terakowska.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/58990069319985008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/58990069319985008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/w-krainie-kota-dorota-terakowska.html' title='„W krainie kota”  Dorota Terakowska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-skoeYHTX0JI/TsA0q9gzsVI/AAAAAAAAAg8/W2zvt18lNWQ/s72-c/wkrainiekota.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8907632103138682613</id><published>2011-11-03T22:37:00.008+01:00</published><updated>2011-11-03T23:41:18.735+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Misery” Stephen King'/><title type='text'>„Misery” Stephen King</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-on9LL6IW2Ps/TrMJ-lUekpI/AAAAAAAAAgU/ODoRYpBedZg/s1600/misery_5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 219px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-on9LL6IW2Ps/TrMJ-lUekpI/AAAAAAAAAgU/ODoRYpBedZg/s320/misery_5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670887326564127378" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160 2:2 - tak rozkładają się moje oceny odnośnie przeczytanych przeze mnie książek Kinga. Nie mogę się nadziwić, że spod pióra jednego autora wychodzą dzieła tak skrajnie odmienne w moim mniemaniu. "Bezsenność" - 600 nudnych jak flaki z olejem stron, "Regulatorzy" - książka, którą upokorzyłam, wertując strony, gdyż nie mogłam znieść dłuższego z nią obcowania. A obok tego perełki. "Wielki Marsz" - wciągający od pierwszej do ostatniej strony oraz "Misery" - coś tak mocnego, że niemal wbija w fotel.&lt;br /&gt;
&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Powoli dochodzę do tego, co powinno być moim kryterium w dobrze książek Kinga. Dwie pierwsze były czysto fantastycznymi bajeczkami. Ludzie ze wstążkami życia nad głową, ludziki z innego wymiaru czy jakieś sadystyczne To w głowie autystycznego dziecka, które wyżyna w pień Bogu ducha winnych mieszkańców pewnej amerykańskiej ulicy. Świat realny, chyba o to chodzi. Może coś musi być prawdopodobne teraz lub w pewnej przyszłości, by mnie przekonało. Psychofanka wielce poczytnego pisarza, której życie toczy się od jednego do kolejnego tomu obyczajowego tasiemca z ubóstwianą bohaterką, Misery. Psychofanka, która więzi swojego ukochanego pisarza, odurza lekami, maltretuje psychiczne i fizycznie, by wyciągnął z grobu jej guru, Misery. O tak, to jest możliwe. Może nawet wśród nas - moli książkowych - jest taka. :D&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_lnTOrjmuAc/TrMKEdEpMTI/AAAAAAAAAgg/i4eEZWD411A/s1600/MiseryFilm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 265px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_lnTOrjmuAc/TrMKEdEpMTI/AAAAAAAAAgg/i4eEZWD411A/s320/MiseryFilm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670887427429445938" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Oczywiście nie omieszkałam obejrzeć filmu, który jest równie rewelacyjny, co książka. Wspaniała rola Kathy Bates, która wybornie potrafiła przemienić się ze słodkiej pielęgniarki w okrutnego oprawcę. Jej zdolności mimiczne powalają. Oscar przyznany jak najbardziej słusznie. James Caan jako dręczony pisarz i bezradna ofiara również spisał się na medal.&lt;br /&gt;
&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160I książka, i film trzymają w napięciu, budzą emocje i ogromną ciekawość, co dalej? Czytelnicza rozkosz.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8907632103138682613?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8907632103138682613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/misery-stephen-king.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8907632103138682613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8907632103138682613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/11/misery-stephen-king.html' title='„Misery” Stephen King'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-on9LL6IW2Ps/TrMJ-lUekpI/AAAAAAAAAgU/ODoRYpBedZg/s72-c/misery_5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2363947151688311664</id><published>2011-10-10T19:42:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T22:57:19.767+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Podróż ludzi Księgi” Olga Tokarczuk'/><title type='text'>„Podróż ludzi Księgi” Olga Tokarczuk</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1998&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-bfGZjxbdstI/TpMuzXNjiXI/AAAAAAAAAgE/3ugUl5XAc-M/s1600/podroz-ludzi-ksiegi-b327795.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-bfGZjxbdstI/TpMuzXNjiXI/AAAAAAAAAgE/3ugUl5XAc-M/s320/podroz-ludzi-ksiegi-b327795.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661920616473921906" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Jeżeli kiedykolwiek molu książkowy zwątpiłbyś w swój zapał do czytania, jeżeli kiedykolwiek zadałbyś sobie pytanie, po co czytasz, po co aż tyle czytasz? Wystarczy sięgnąć po "Podróż ludzi Księgi". Tam znajdziemy odpowiedź. Dlatego tym razem nie będzie recenzji. Obawiam się, że mogłabym napisać za mało lub za dużo. Przytoczę jedynie fragment "Podróży", który chcę zapamiętać, gdyż jest jednym z najpiękniejszych, jakie dane mi było spotkać w literaturze.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160"Każda książka jest odbiciem Księgi i stanowi jej odblask. Jest symbolem ludzkich prób osiągnięcia Absolutnej Prawdy i w pewien sposób wszystkie pisane przez ludzi książki są zbliżaniem się do tej prawdy krok po kroku. Ludzie bowiem zostali obdarzeni przeczuciem, że każda rzecz, która wyda im się warta opisania, ma jakiś kosmiczny czy boski wymiar. Dlatego właśnie cierpliwie, jak mrówki, zbierają słowa, żeby to nazwać. (...) Ludzie przeczuwają, że kiedy zbierze się te mniej i bardziej doniosłe zdarzenia i złoży w jedną całość, niby porozrzucane kamyki wielkiej mozaiki, życie i śmierć ukażą swoje prawdziwe oblicze. &lt;b&gt;Dlatego każda książka jest trochę jak człowiek.&lt;/b&gt; Zawiera w sobie pewną niezależną, żywą i dramatycznie osobną część prawdy, jest pewną wersją prawdy, heroicznym wyzwaniem rzuconym Prawdzie, żeby się ukazała i objawiła, i pozwoliła nam istnieć dalej już w błogości całkowitego poznania. A jednocześnie każda książka napisana przez człowieka wychodzi poza niego. Człowiek, który pisze książkę, przekracza siebie, bo czyni odważną próbę określenia siebie i nazwania. (...) Jeżeli wiec Bóg napisał Księgę to także przekroczył w niej sam siebie i swoje dzieło stworzenia. Zawierając w Księdze całą swoją mądrość, swój brak początku i końca, prawa świata - opisał sam siebie. Odbił się w niej jak w lustrze i zobaczył, kim jest. Księga stanowi więc rozszerzenie boskiej świadomości i jest bardziej boska niż sam Bóg."&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2363947151688311664?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2363947151688311664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/10/podroz-ludzi-ksiegi-olga-tokarczuk.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2363947151688311664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2363947151688311664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/10/podroz-ludzi-ksiegi-olga-tokarczuk.html' title='„Podróż ludzi Księgi” Olga Tokarczuk'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-bfGZjxbdstI/TpMuzXNjiXI/AAAAAAAAAgE/3ugUl5XAc-M/s72-c/podroz-ludzi-ksiegi-b327795.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7839242219918917241</id><published>2011-10-02T00:39:00.009+02:00</published><updated>2011-10-10T22:56:57.433+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Podręcznik do ludzi. Tom pierwszy i ostatni: Czaszka” Manuela Gretkowska'/><title type='text'>„Podręcznik do ludzi. Tom pierwszy i ostatni: Czaszka” Manuela Gretkowska</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Beba Mazeppo &amp; Company, Warszawa 1996&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-KFH4TGX8LY4/ToeXHB6wtpI/AAAAAAAAAfs/K_KCfPgChRQ/s1600/b48823160b071e1e46c61a1be90cce2d4293.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 117px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-KFH4TGX8LY4/ToeXHB6wtpI/AAAAAAAAAfs/K_KCfPgChRQ/s200/b48823160b071e1e46c61a1be90cce2d4293.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5658657603844093586" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160&amp;#160&amp;#160&amp;#160Zachęcona prowokacyjnym obrazkiem (poniżej), wypożyczyłam "Podręcznik do ludzi" w przeświadczeniu, że wcześniej tej książki nie czytałam. Kilka pozycji Gretkowskiej mam już za sobą, dlatego ze zdziwieniem doszłam do wniosku, że  "Podręcznik do ludzi" również. Musiała minąć chyba z dekada, skoro zapomniałam. Skleroza? A może po prostu nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, bo coś czuję, że i tym razem prędko wyrzucę ją z pamięci. Książka jest dziwna, choć może powinnam napisać - inna. Nie porwała mnie niestety, nie moje klimaty. Dostałam jednak po części to, na co liczyłam. Soczysty język, zadzior, oryginalną tematykę. Ciężko mi określić, o czym jest "Podręcznik do ludzi". Dominuje w nim chaos. To taki miszmasz o wszystkim i o niczym. Czasami wydawało mi się, że autorka zebrała rozsypane notatki, poprawiła je na kolanie, skleciła książkę i oddała do druku. Trochę w "Podręczniku" wątków autobiograficznych, trochę rozważań na przeróżne tematy, od religijnych, po filozoficzne i historyczne. Dla przykładu refleksje nad pewnym szczególnym obrazem czy polemika między Słowackim, Kordianem i Frankensteinem, którą uważam za najciekawszą z całej książki. Na koniec dodam, iż dzięki pornograficznym wstawkom słowo "ocipiały" nabrało dla mnie nowego znaczenia. Z rozwagą, o ile, będę z niego korzystać w przyszłości. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-mLUH6gOABoA/Toecc81RZ6I/AAAAAAAAAf8/JRJNGqcneG0/s1600/Gretkowska1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 312px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-mLUH6gOABoA/Toecc81RZ6I/AAAAAAAAAf8/JRJNGqcneG0/s320/Gretkowska1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5658663477994153890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7839242219918917241?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7839242219918917241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/10/podrecznik-do-ludzi-tom-pierwszy-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7839242219918917241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7839242219918917241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/10/podrecznik-do-ludzi-tom-pierwszy-i.html' title='„Podręcznik do ludzi. Tom pierwszy i ostatni: Czaszka” Manuela Gretkowska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KFH4TGX8LY4/ToeXHB6wtpI/AAAAAAAAAfs/K_KCfPgChRQ/s72-c/b48823160b071e1e46c61a1be90cce2d4293.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3881746232989671592</id><published>2011-09-19T21:17:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T22:55:59.394+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Regulatorzy” Stephen King'/><title type='text'>„Regulatorzy” Stephen King</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-TtIhwDNYOZk/TneWO3bjQuI/AAAAAAAAAfk/g27ak5Qeem0/s1600/Regulatorzy.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-TtIhwDNYOZk/TneWO3bjQuI/AAAAAAAAAfk/g27ak5Qeem0/s200/Regulatorzy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654153039328789218" /&gt;&lt;/a&gt;


&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Panie i Panowie, poległam. Poddałam się. Moja molowa zasada została złamana. Zawsze powtarzałam sobie: jak zaczęłaś, to czytaj, czytaj, choćby nie wiem co. Nie dałam rady. Szkoda mi już czasu na takie rzeczy.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Sam początek i tyle trupów, tyle krwi... I jeszcze biedne, autystyczne dziecko. Uwzięli się na te chore dzieci czy jak? Dlaczego kojarzą mi się ze strachem? Podobnym jaki ogarnia człowieka na widok złowieszczo śmiejącego się klauna tudzież zimnej lalki z wielkimi, czarnymi oczami, której żadne normalne dziecko nie odważyłoby się przytulić.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dobiłam do setki, gdy poczułam, że tracę czas. Walczyłam jednak ze sobą i ostatecznie zrobiłam rzecz karygodną, którą ostatnio uczyniłam razem z moją mamą w III klasie Podstawówki, gdy wieczorem dzień przed pierwszym sprawdzianem z lektury fotograficznie ogarniałyśmy "Awanturę o Basię". Mama zła, ja zapłakana, skarcona. Przy "Regulatorach" omijałam co nudniejsze fragmenty, przystawałam, gdy coś wzbudziło moją ciekawość. Tak dobiłam do końca z nieczystym sumieniem, lecz poczuciem, że - do licha - wszystko co trzeba wiem, a książkę należałoby okroić o połowę i nic by nie straciła. Cóż, interesujący pomysł na książkę, trochę zaprzepaszczony. Niepotrzebne wątki, głupie dialogi i denerwujący bohaterowie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przeczytałam gdzieś, że niemalże do końcówki czytelnik nie wie, co zmieniło sielankowe życie mieszkańców amerykańskiego miasteczka w koszmar. Dziwne, ja wiedziałam to już po kilkudziesięciu stronach, potem nic mnie już nie zaskoczyło. Nie jestem jednak odosobniona w swojej krytyce, nawet wśród miłośników Kinga są tacy, którym "Regulatorzy" nie przypadli do gustu. Nie polecam więc, choć kto wie, może wam się spodoba.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3881746232989671592?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3881746232989671592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/09/regulatorzy-stephen-king.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3881746232989671592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3881746232989671592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/09/regulatorzy-stephen-king.html' title='„Regulatorzy” Stephen King'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-TtIhwDNYOZk/TneWO3bjQuI/AAAAAAAAAfk/g27ak5Qeem0/s72-c/Regulatorzy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4432621116867599715</id><published>2011-09-06T23:06:00.011+02:00</published><updated>2011-09-07T16:57:32.031+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Droga” Cormac McCarthy'/><title type='text'>„Droga” Cormac McCarthy</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Literackie, Karków 2008&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;"Przywołaj rytuały. Gdy nie zostało już nic innego, upleć ceremoniał z pustki i tchnij w niego życie."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-svFlt2gjHok/TmaOeW1nLeI/AAAAAAAAAfc/G9Jt24iV2XM/s1600/DrogaKsi%25C4%2585%25C5%25BCka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-svFlt2gjHok/TmaOeW1nLeI/AAAAAAAAAfc/G9Jt24iV2XM/s200/DrogaKsi%25C4%2585%25C5%25BCka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649359434760531426" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 Zwykle nie doceniamy jak wielkim darem i błogosławieństwem każdego dnia są tak przyziemne sprawy, jak woda w kranie, światło w żarówce, ciepła pościel czy talerz pożywnej zupy. Często zapominamy, że nie raz w historii ludziom brakowało najbardziej podstawowych do życia rzeczy. Nas to jeszcze nie dotknęło ani nikogo w dziejach ludzkości w tak gigantycznym stopniu, jak ludzi w postapokaliptycznym świecie, który stworzył Cormac McCarthy. Lektura tej książki przypomniała mi, by cieszyć się, że siedzę w bezpiecznym domu, z napełnionym żołądkiem i spokojem, że nikt nie chce mnie wrzucić na ruszt.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Droga" jest oczywiście fikcją, ale czy niemożliwą do spełnienia? Oj, biada nam, bo nie znamy dnia ani godziny. Czy zdarzy się wojna, już ostatnia, czy odwiedzi nas jakieś ciało niebieskie i doszczętnie zniszczy naszą planetę. Opcji jest kilka, aż strach pomyśleć.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Cormac McCarthy przedstawił przerażającą i przygnębiającą wizję opustoszałej i wyjałowionej Ziemi po upadku cywilizacji. Wokoło tylko ruiny, kołki drzew i popiół. I cisza, złowieszcza cisza, przeszywana hukiem pioruna lub na okrągło lejącym deszczem. W tych ekstremalnych warunkach każdego dnia o przetrwanie walczą ojciec i syn. Połączeni ogromną miłością i wyjątkową więzią, dzięki której zapewne zachowali dobro i ludzkie wartości. Niosą ogień.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160A żeby nie było tak słodko z mojej strony: po pierwsze, denerwował mnie chłopiec; po drugie, język, czy raczej to, o czym czytamy. Już nawet nie chodzi o to, że idą, idą i idą, lecz ciągłe zdania w stylu "Mężczyzna otworzył puszkę" lub "Mężczyzna umył rondel" są po prostu nudnawe. Film zrobił na mnie większe wrażenie. Niemniej, polecam także książkę.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
 
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-IrqgUkBDiHA/TmaMd29EV7I/AAAAAAAAAfM/GyYDSZCo78I/s1600/droga.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-IrqgUkBDiHA/TmaMd29EV7I/AAAAAAAAAfM/GyYDSZCo78I/s320/droga.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649357227178612658" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Każde przywołane wspomnienie jest niechybnie aktem przemocy wobec pierwowzoru."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcemy zapomnieć."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Czym się różni to, czego nigdy nie będzie, od tego, czego nigdy nie było?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Wszystkie rzeczy pełne wdzięku i piękna, które są bliskie sercu człowieka, mają wspólne źródło w cierpieniu. Rodzą się w żałości i popiele."&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4432621116867599715?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4432621116867599715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/09/droga-cormac-mccarthy.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4432621116867599715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4432621116867599715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/09/droga-cormac-mccarthy.html' title='„Droga” Cormac McCarthy'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-svFlt2gjHok/TmaOeW1nLeI/AAAAAAAAAfc/G9Jt24iV2XM/s72-c/DrogaKsi%25C4%2585%25C5%25BCka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4544020163496500704</id><published>2011-08-29T20:24:00.004+02:00</published><updated>2011-08-31T19:35:32.414+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Mury Hebronu” Andrzej Stasiuk'/><title type='text'>„Mury Hebronu” Andrzej Stasiuk</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;"Żyją w piekle, które zrobiono specjalnie dla nich, więc stali się diabłami. I żrą się między sobą, niszczą słabych, gwałcą wystraszonych, bo sami nie chcą być gwałceni, słabi i wystraszeni. Tak, małolat, bo więzienie to piekło i ściek, śmietnik i dżungla i nikogo nie obchodzi, co się tutaj dzieje, nikogo nie obchodzi, że morderca siedzi z dzieciakiem skazanym za kradzież roweru."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-t6N7KndK3MM/TlvbZ7lpU4I/AAAAAAAAAfE/YyqwdjaGTdc/s1600/MuryHebronu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-t6N7KndK3MM/TlvbZ7lpU4I/AAAAAAAAAfE/YyqwdjaGTdc/s320/MuryHebronu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646347796377850754" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Powyższy cytat jest tylko delikatną, jakby przez cenzurę przepuszczoną próbką języka, którym posłużył się Andrzej Stasiuk do zobrazowania życia za kratami. Wolałabym w ogóle nic o tej książce nie pisać i czym prędzej o niej zapomnieć. Mimo tego, nie ulega wątpliwości, że autor ma niebywały talent, który w pełni bym doceniła, gdyby nie moje łzy. Przez nie wszystko blednie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Lubię wyraziste książki, ale ta przerosła moje przypuszczenia odnośnie spodziewanej patologii, wypaczenia zasad i wszelkich wartości. Kodeks moralności w świecie przedstawionym przez Stasiuka jest na totalnym deficycie. Ktoś, kto tu trafi, ma nikłe szanse, by reguły gry wymiaru sprawiedliwości umożliwiły mu jakąkolwiek resocjalizację. Może być już tylko gorzej. Proces zezwierzęcenia i upodlenia ludzkiej natury jest nieodwracalny.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nigdy nie czytałam tak brutalnej książki, przesiąkniętej porażającym złem, zepsuciem i okrucieństwem. Przestrzegam wrażliwych miłośników kotów, obdarzonych plastyczną wyobraźnią. Nie czytajcie fragmentu o kocie! Nie wiem, co za czort mnie podkusił. Czułam, że to może być za mocne na moje nerwy. W życiu jednak nie przyszłoby mi do głowy, że człowiek może być zdolny do tak obrzydliwego i nieludzkiego czynu.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4544020163496500704?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4544020163496500704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/mury-hebronu-andrzej-stasiuk.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4544020163496500704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4544020163496500704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/mury-hebronu-andrzej-stasiuk.html' title='„Mury Hebronu” Andrzej Stasiuk'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-t6N7KndK3MM/TlvbZ7lpU4I/AAAAAAAAAfE/YyqwdjaGTdc/s72-c/MuryHebronu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6993542069662398107</id><published>2011-08-22T23:06:00.006+02:00</published><updated>2011-08-25T10:39:57.711+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„To ty jesteś Daniel” Hanna Krall'/><title type='text'>„To ty jesteś Daniel” Hanna Krall</title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo a5, Kraków 2001&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;""Człowieka poucza jego własna dusza. Nie ma człowieka, którego dusza nie pouczałaby bezustannie. Dlaczego więc człowiek jej nie słucha? Dlatego, że dusza uczy bezustannie, ale wszystko mówi jeden raz i nie powtarza."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-d-Ynj1bwdi0/TlLGphgBoDI/AAAAAAAAAes/_rR8S6z5YB4/s1600/to-ty-jestes-daniel.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-d-Ynj1bwdi0/TlLGphgBoDI/AAAAAAAAAes/_rR8S6z5YB4/s200/to-ty-jestes-daniel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643791699718283314" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Gdy ponad dekadę temu czytałam "Zdążyć przed Panem Bogiem", obiecałam sobie, że niebawem sięgnę po kolejne książki Hanny Krall. Jak widać to "niebawem" nie bardzo mi wyszło, ale lepiej późno niż wcale. "To ty jesteś Daniel" to bardzo cieniutka książeczka, która na swoich skromnych stu stronach mieści więcej życia, prawdy i emocji niż niejedno opasłe tomisko. Szkice literackie Hanny Krall mają wspólny element, który jest źródłem wszystkich przedstawionych historii. A są to II wojna światowa i Holocaust, których skutki odnajdujemy w losach bohaterów (nawet tych urodzonych długo po wojnie) ukazanych niechronologicznie od 2000 do 1990 roku. Ten lekki chaos zmusza do sporego skupienia przy czytaniu. Nie wiem, czy taki by zamiar autorki, ale jeżeli tak, to się jej to udało. Zgodnie z sugestią jednego recenzenta przeczytałam dwa razy. Przy drugim podejściu od końca do początku, by ułożyć sobie wszystko w głowie i jeszcze raz przemyśleć. A jest co. Problem dziedzictwa, sumienia, samotności i cierpienia. Hanna Krall dobitnie pokazuje, że przeszłość jest niczym żółwia skorupa, która ciąży na grzbiecie jak balast. Nie można jej zrzucić, pozbyć się, zapomnieć. Jest nierozerwalną częścią. To historia. To dom. Ciężki i przytłaczający, ale swój. Polecam wszystkim wrażliwcom, którym nie są obojętne trudne tematy.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6993542069662398107?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6993542069662398107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/to-ty-jestes-daniel-hanna-krall.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6993542069662398107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6993542069662398107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/to-ty-jestes-daniel-hanna-krall.html' title='„To ty jesteś Daniel” Hanna Krall'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-d-Ynj1bwdi0/TlLGphgBoDI/AAAAAAAAAes/_rR8S6z5YB4/s72-c/to-ty-jestes-daniel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-9059910173186700733</id><published>2011-08-16T23:44:00.010+02:00</published><updated>2011-08-17T11:30:41.128+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind'/><title type='text'>„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind</title><content type='html'>Świat Książki, Warszawa 2005

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-nuPUVwKyLMU/TkroWtXslWI/AAAAAAAAAdU/TZjRXNSDMxg/s1600/63440.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 118px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nuPUVwKyLMU/TkroWtXslWI/AAAAAAAAAdU/TZjRXNSDMxg/s200/63440.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641576960068719970" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Kilka lat temu po obejrzeniu skądinąd świetnego filmu "Pachnidło" obiecałam sobie, że raczej nie sięgnę po książkę. Byłam tak zszokowana, i nawet zniesmaczona, że chciałam się uchronić przed nadmierną bulwersacją. A także zawodem, który jest u mnie normą przy kolejności oglądanie - czytanie. Jednak, gdy w bibliotece z kilku metrów moje dramatycznie kiepskie patrzałki dojrzały te literki P&amp;#160A&amp;#160C&amp;#160H&amp;#160N&amp;#160I&amp;#160D&amp;#160Ł&amp;#160O, nie mogłam się powstrzymać i zajrzałam do środka. Gdy na samym początku przeczytałam ów fragment:&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;"Śmierdziało od rzeki, śmierdziało na placach, śmierdziało w kościołach, śmierdziało pod mostami i w pałacach. Chłop śmierdział tak samo jak kapłan, czeladnik tak samo jak majstrowa, śmierdziała cała szlachta, ba - nawet król śmierdział, śmierdział jak drapieżne zwierzę, a królowa śmierdziała jak stara koza, latem i zimą. Albowiem w osiemnastym wieku..."&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;nie byłam w stanie odłożyć książki z powrotem na półkę. Zaśmiałam się w sposób we wspomnianym miejscu niedozwolony, a później śmiałam się już w domu. Z całą świadomością morderczej końcówki nie potrafiłam myśleć o tej książce bez banana na twarzy. Wspaniały, ekspresyjny język, humorystyczna narracja, malownicze opisy. Zapachy aż buchają z kartek, czy to kupa kota, czy jaśmin. :) Podaruję sobie odniesienia do fabuły, gdyż większość z was z pewnością ma już lekturę za sobą. A jeżeli nie, to czym prędzej czytajcie, oglądajcie, wąchajcie, niuchajcie! Arcydzieło. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-BxU3eR8iJjM/Tkrlksj9r_I/AAAAAAAAAdM/yqz2SNkf7sA/s1600/Pachnid%25C5%2582o.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-BxU3eR8iJjM/Tkrlksj9r_I/AAAAAAAAAdM/yqz2SNkf7sA/s320/Pachnid%25C5%2582o.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641573901835022322" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-9059910173186700733?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/9059910173186700733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/pachnido-historia-pewnego-mordercy.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/9059910173186700733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/9059910173186700733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/08/pachnido-historia-pewnego-mordercy.html' title='„Pachnidło. Historia pewnego mordercy” Patrick Süskind'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-nuPUVwKyLMU/TkroWtXslWI/AAAAAAAAAdU/TZjRXNSDMxg/s72-c/63440.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5670178283609462755</id><published>2011-07-13T22:56:00.006+02:00</published><updated>2011-07-14T00:05:17.923+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen'/><title type='text'>„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen</title><content type='html'>Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-RSxN2vPgWlU/Th4HhUW0yBI/AAAAAAAAAcI/jhOZOnTEhJM/s1600/Po%25C5%25BCegnanieZAfryka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-RSxN2vPgWlU/Th4HhUW0yBI/AAAAAAAAAcI/jhOZOnTEhJM/s200/Po%25C5%25BCegnanieZAfryka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628944853241219090" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wiele miesięcy temu na którymś z blogów przeczytałam recenzję "Pożegnania z Afryką", której autorka wypowiadała się tak pochlebnie o książce, że nie mogłam o niej zapomnieć. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że taka książka została w ogóle napisana. Ekranizację oczywiście kojarzyłam, ale - o dziwo! - do tej pory nie miałam okazji jej zobaczyć. I dobrze się złożyło. Właściwa kolejność została zachowana.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Pożegnanie z Afryką” - ten wymowny tytuł podziałał na mnie od samego początku. Ja już z pierwszym zdaniem chciałam płakać. Dobrze wiedziałam, co mnie czeka. Moja wyobraźnia popłynęła tak daleko do przodu, że nie mogłam wyzbyć się przytłaczającej &lt;i&gt;wartości utraty&lt;/i&gt;. Nad wyraz empatycznie i łapczywie chłonęłam emocje autorki, jej przygody i perypetie. Imponowała mi swoją odwagą, zaradnością, przedsiębiorczością i chęcią pomocy innym. Pokochałam ją tak, jak Afryka i jej mieszkańcy, o których Karen Blixen pisze niezwykle barwnie, ciekawie, i z szacunkiem. Nawet ktoś, kto nie jest zafascynowany Czarnym Lądem może zostać oczarowany jego kulturą, a także florą i fauną, bo w tej magicznej książce lwy, kameleony, antylopy, góry i drzewa są równie ważnymi bohaterami, co ludzie.

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-tHaP_pDp2vM/Th4Hxt0ihQI/AAAAAAAAAcQ/-Dk3TAECs4k/s1600/Wju2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 211px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-tHaP_pDp2vM/Th4Hxt0ihQI/AAAAAAAAAcQ/-Dk3TAECs4k/s400/Wju2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628945134954644738" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160To właśnie krajobrazy i przepiękne widoki w filmie można uznać za idealne dopełnienie książki. No, może jeszcze ujmującą muzykę. Jedno i drugie należy traktować jak odrębne byty. Rzecz jasna, w iście hollywoodzki sposób wyeksponowano romans, którego w książce po prostu nie ma. I całe szczęście, gdyż tego bym nie zniosła. Karen Blixen niesłychanie dyskretnie przedstawia swą znajomość z filmowym amantem. Ciężko jest się domyślić, że łączyło ich coś więcej niż wielka i wyjątkowa przyjaźń. Aczkolwiek, brawa dla Meryl Streep i Roberta Redforda. Zresztą pal sześć film. Książka jest znakomita. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

PS Na koniec zdjęcie z filmu, które mnie tak rozczuliło, że musiałam je tu zamieścić, by poprawiać sobie humor od czasu do czasu. Urocza sówka. Przypomina mi moją kotkę. A jak stoi na tych swoich nóżkach...kochana. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-yJ2Jt9-irSs/Th4H4tycAxI/AAAAAAAAAcY/aidDKbovSWk/s1600/S%25C3%25B3wka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 211px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-yJ2Jt9-irSs/Th4H4tycAxI/AAAAAAAAAcY/aidDKbovSWk/s400/S%25C3%25B3wka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5628945255204913938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5670178283609462755?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5670178283609462755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/07/pozegnanie-z-afryka-karen-blixen.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5670178283609462755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5670178283609462755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/07/pozegnanie-z-afryka-karen-blixen.html' title='„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-RSxN2vPgWlU/Th4HhUW0yBI/AAAAAAAAAcI/jhOZOnTEhJM/s72-c/Po%25C5%25BCegnanieZAfryka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1384662396149721590</id><published>2011-07-04T18:23:00.004+02:00</published><updated>2011-07-04T18:35:12.742+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Wielki Marsz&quot; Stephen King'/><title type='text'>„Wielki Marsz" Stephen King</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;CIA-BOOKS - SVARO, Ltd., Poznań 1992&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-fswBRneR4A4/ThHpO4w4GFI/AAAAAAAAAcA/BfxaKsWLpCU/s1600/WielkiMarsz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 115px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-fswBRneR4A4/ThHpO4w4GFI/AAAAAAAAAcA/BfxaKsWLpCU/s200/WielkiMarsz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5625533851527288914" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Cóż za cudowne uczucie ogarnia człowieka, gdy czytając książkę nagle słyszy trzask własnej szczęki rozbijającej się o podłogę. :D Chyba zacznę czytać recenzje po łebkach, szukając tylko &lt;i&gt;warto/nie warto&lt;/i&gt; lub &lt;i&gt;rewelacja&lt;/i&gt; (dzięki Basiu:)), by nie psuć sobie niespodzianki. Jakież było moje zdziwienie, gdy odpadł pierwszy uczestnik marszu...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Rzecz dzieje się w USA, w nieokreślonej przyszłości i niezdefiniowanym systemie politycznym, w którym pewną i znaczącą rolę odgrywa Major, jawiący się jako wojskowy dyktator. Choć brakuje odniesień autora do obowiązującego ustroju, praw obywatelskich i wolności, nie jest to do końca wadą. Dzięki temu cały czas czytając można snuć domysły. Do licha, o co chodzi? Dlaczego taka liczba dzieciaków zgodziła się wziąć udział w samobójczej misji? Jeżeli nikt im nie przyłożył do głowy gnata przed startem, to jednak jakaś wolność jednostki istniała.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Start. Stu śmiałków zaopatrzonych w prowiant i wodę wyrusza w długą drogę. Pierwsza mila, druga, pięćdziesiąta, setna, dwusetna... Każdy, kto zwolni lub opadnie z sił, odpada z gry. Każdy z nich jest świadom brutalnej kary, każdy idzie tak długo jak może, ale czy każdy po nagrodę? King po mistrzowsku portretuje bohaterów marszu, ich osobowość, determinację oraz sens przyjaźni i rywalizacji w obliczu ekstremalnej sytuacji. Ciągle jednak moja dociekliwość nie pozwalała mi uwierzyć, że kiedykolwiek, ktokolwiek byłby na tyle dumny, pyszny, pewny siebie, a nawet durny, by zgodzić się na udział w tych nieludzkich igrzyskach. Nawet najlepsi sportowcy by się na to nie zdecydowali, a co dopiero niedoświadczeni i nieobyci chłopcy, którzy ostatecznie snuli się nad ziemią jak "duchy potępieńców, które jedynie przez pomyłkę zachowały materialną postać". To pozostaje dla mnie zagadką. Aczkolwiek wierzę, iż ludzka ciekawość, żądza potu i krwi, mogłaby doprowadzić do ziszczenia tak przerażającej wizji chorego społeczeństwa, które w zaspokajaniu własnej potrzeby rozrywki zatraca zupełnie humanitaryzm i człowieczeństwo.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Muszę przyznać, że pan King zrehabilitował się z nawiązką. Nie mogłam się oderwać od książki. To lubię. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1384662396149721590?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1384662396149721590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/07/wielki-marsz-stephen-king.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1384662396149721590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1384662396149721590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/07/wielki-marsz-stephen-king.html' title='„Wielki Marsz&quot; Stephen King'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-fswBRneR4A4/ThHpO4w4GFI/AAAAAAAAAcA/BfxaKsWLpCU/s72-c/WielkiMarsz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7143652405253942783</id><published>2011-06-21T22:24:00.007+02:00</published><updated>2011-12-15T14:40:54.907+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Bezsenność” Stephen King'/><title type='text'>„Bezsenność” Stephen King</title><content type='html'>Wydawnictwo PRIMA, Warszawa 1996

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;"&lt;i&gt;&lt;b&gt;...samotność z bezsennością - obie jednakowo ciche i zdradzieckie, obie z czasem coraz silniejsze, obie dzielą zamiast łączyć, obie towarzyszki rozpaczy, przeciwniczki miłości."&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-hDOFgLSgtyk/TgD--pmzdWI/AAAAAAAAAbg/tv2gbtJGmcM/s1600/KingBezsenno%25C5%259B%25C4%2587.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hDOFgLSgtyk/TgD--pmzdWI/AAAAAAAAAbg/tv2gbtJGmcM/s200/KingBezsenno%25C5%259B%25C4%2587.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620772687232333154" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160To moje pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem. Zdecydowanie nieudane, jednakże nie tak przykre, jak moje zeszłoroczne podejście do Mastertona i jego fatalnego "Dziecka Ciemności". Kinga znałam tylko z ekranizacji, które zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie, dlatego się na niego nie obrażam i nie raz sięgnę po jego książkę. Tym bardziej, iż wiem, że nawet wśród jego wielbicieli "Bezsenność" ma niskie noty.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Bohaterem książki jest Ralph Roberts (na skrzydełku książki czytamy - Ralph Peters sic!), sędziwy staruszek, który przeżywszy siedem dekad zostaje wplątany w niewiarygodną przygodę, mającą odmienić losy świata. Po śmierci żony, osamotniony i zdołowały, wpada w szpony bezsenności. Po jakimś czasie zaczyna widzieć cudowne rzeczy, aż wkracza w "hiperrzeczywistość" niedostępną dla zwykłych ludzi. Jego stan w bezpośredni sposób łączy się z wydarzeniami w jego miasteczku, w którym tematem numer jeden jest aborcja i planowany występ naczelnej feministki kraju, na którą ostro polują zwolennicy pro-lifu. Tyle wyjawię. Nie będę bezczelnie zdradzać istotnych faktów, jak to mają w zwyczaju wydawnictwa, podające niemal wszystko, niby w ramach zachęty, psując czytelnikowi zabawę. A skoro czepiam się wydawnictwa, to dodam, że okładka jest beznadziejna. Po co ta obrzydliwa czacha?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przyznam, że bałam się tematu bezsenności, gdyż jest ona moją zmorą od pewnego czasu, i wiem, że im więcej się o niej myśli, tym gorzej się na tym wychodzi. Autor na szczęście nie skupia się na niej na tyle, ile sugerowałby tytuł. I chwała mu za to, a pochwała za głównego bohatera, który mimo wieku epatuje wigorem, dziarskością, ba chucią. Miło jest zobaczyć taki obraz starych ludzi, którzy nie tylko narzekają na młodzież, polityków i hemoroidy. Żeby nie było, wcale nie tak postrzegam emerytów. Sama zazdroszczę im wieku, doświadczeń, przeżytych emocji, a nawet zmarszczek, które są historią ludzkich uśmiechów. Starość mnie nie przeraża...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Książkę mogłabym polecić młodzieży lub osobom starszym, którym może się podobać taki bohater-rówieśnik. Niestety dla mnie jest trochę infantylna, nudna i niepotrzebnie długa.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Sen to zapomniany bohater, to lekarz ubogiego."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Pomiędzy tymi, którzy mogą spać, a tymi, którzy spać nie mogą, rozciąga się przepaść. To jeden z najgłębszych podziałów ludzkości."  
przytoczony Iris Murdoch "Zakonnice i żołnierze"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7143652405253942783?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7143652405253942783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/06/bezsennosc-stephen-king.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7143652405253942783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7143652405253942783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/06/bezsennosc-stephen-king.html' title='„Bezsenność” Stephen King'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hDOFgLSgtyk/TgD--pmzdWI/AAAAAAAAAbg/tv2gbtJGmcM/s72-c/KingBezsenno%25C5%259B%25C4%2587.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1863237356573924851</id><published>2011-06-04T23:31:00.006+02:00</published><updated>2011-06-21T22:42:12.781+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Solaris” Stanisław Lem'/><title type='text'>„Solaris” Stanisław Lem</title><content type='html'>Interart, Warszwa 1995

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Każdy z nas wie, że jest istotą materialną, podlega prawom fizjologii i fizyki i że siła wszystkich razem wziętych naszych uczuć nie może walczyć z tymi prawami, może ich tylko nienawidzić."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic."&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-kXqxt20e3rU/TeqlShlOh0I/AAAAAAAAAag/KaulgUuZyto/s1600/Solaris.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-kXqxt20e3rU/TeqlShlOh0I/AAAAAAAAAag/KaulgUuZyto/s200/Solaris.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614481623141484354" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Po "Opowieściach o pilocie Pirxie", które nie wzbudziły mojego zachwytu, z lekką obawą sięgałam po kolejną książkę Stanisława Lema. Raczkując od jakiegoś czasu w SF, wiedziałam, że jeżeli "Solaris", czyli klasyka gatunku, mi się nie spodoba (lub nie zrozumiem), krucho będzie z moim romansem z Lemem. Uczucie jednak rozkwita dalej. :) Książka wciągnęła mnie niesamowicie, nawet kilkustronicowe techniczne wywody mnie nie zraziły. Kolejny raz były dla mnie dowodem potęgi wyobraźni pisarza.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorzy kilku przeczytanych przeze mnie recenzji zdradzali bardzo wiele istotnych wątków z fabuły. Ja, zaczynając lekturę, nie miałam pojęcia, o czym jest, dlatego wam też nie będę psuć niespodzianki i ograniczę się do minimum. A więc, na planetę Solaris, przez dziesięciolecia badaną przez ludzi, przybywa solarysta i psycholog - Kris. Stację badawczą zastaje w kompletnym chaosie. Jeden pracownik popełnia samobójstwo, pozostali zachowują się dziwacznie i niezrozumiale. Okazuje się, że jego wizyta, która miała być rutynową pracą, przemienia się w tajemniczą, sentymentalno-psychologiczną przygodę. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, Krisa odwiedza niesamowity gość z przeszłości. Ktoś, kto nie ma prawa w ogóle istnieć.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Solaris" pokazuje nam małość człowieka wobec zagadkowej planety, której jedynym mieszkańcem jest ocean. Nie jest on jednak zwykłą wodą, jest twórcą i niepojętym bytem. W nosie ma ludzką potrzebę Kontaktu, płata więc figle, nie daje się okiełznać ani wpisać w logiczne ziemskie teorie. Jest niewdzięcznym obiektem wszelkich eksperymentów. A może ostatecznie to człowiek nim był?&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Q59HeGf29lU/Teqmnyx6epI/AAAAAAAAAaw/qByAXDKPlak/s1600/SolarisFilm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 168px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Q59HeGf29lU/Teqmnyx6epI/AAAAAAAAAaw/qByAXDKPlak/s200/SolarisFilm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614483088046979730" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Usilnie odradzam film osobom, które dotąd nie czytały książki lub nie polubiły się z Lemem. Ta wpadka w kinematografii na pewno ich nie zachęci do lektury. Wręcz przeciwnie. Ślubny przespał większość. Bardzo słaba ekranizacja. Przede mną jeszcze radziecka wersja A. Tarkowskiego z 1972 roku, może będzie lepsza.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1863237356573924851?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1863237356573924851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/06/solaris-stanisaw-lem.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1863237356573924851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1863237356573924851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/06/solaris-stanisaw-lem.html' title='„Solaris” Stanisław Lem'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-kXqxt20e3rU/TeqlShlOh0I/AAAAAAAAAag/KaulgUuZyto/s72-c/Solaris.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1123561735378543911</id><published>2011-05-24T12:32:00.002+02:00</published><updated>2011-06-21T22:43:51.068+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Własny pokój” Virginia Woolf'/><title type='text'>„Własny pokój” Virginia Woolf</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-9t-vtE7lRc8/TdrUolI3wbI/AAAAAAAAAaU/fa46uy1XxG8/s1600/W%25C5%2582asnyPok%25C3%25B3j.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-9t-vtE7lRc8/TdrUolI3wbI/AAAAAAAAAaU/fa46uy1XxG8/s200/W%25C5%2582asnyPok%25C3%25B3j.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610030079472550322" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dziś mijają dwa lata od mojego pierwszego wpisu. Jestem z siebie bardzo zadowolona, zwłaszcza, że nieraz chciałam przestać pisać i ograniczyć się tylko do czytania. Recenzje początkowo nie były moim zamysłem. Blog miał być tylko moim notatnikiem. Chciałam tu zamieszczać ciekawe cytaty i fragmenty książek. Kiedyś miałam w zwyczaju zakreślać je w książkach, później szukałam tych mądrości, wertowałam, często zapominałam, skąd coś pamiętam. Stąd pomysł, by stworzyć swój własny zbiór złotych myśli. W końcu, po długiej i anonimowej obecności na blogach moli książkowych, zapragnęłam dla siebie "własnego pokoju", który byłby moim azylem i miejscem, gdzie to ja o wszystkim decyduję. Tymi słowy zbliżam się do książki, o której dziś napiszę. Mój pierwszy post dotyczył Virginii Woolf. Dziś też tak będzie. A książka szczególna, gdyż bezpośrednio związana z tytułem mojego bloga.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Własny pokój" (w oryginale A Room of One's Own) to zbiór esejów, który stanowi studium o twórczości kobiet i o społecznych czynnikach ograniczających ich intelektualną aktywność. Rozprawa ów jest swego rodzaju manifestem, który mógłby być idealną ripostą dla wszystkich niedouczonych krzykaczy, którzy często pytają, gdzie były kobiety, gdy mężczyźni wprawiali w ruch ziemię, pisali Makbeta, formułowali teorię względności. Ano były tam, gdzie przypisano im miejsce, w kuchni, sypialni lub bawialni. V. Woolf snuje refleksje na temat wielowiekowego podcinania kobietom skrzydeł, czyli wszelakich powodów historycznych lub psychologicznych wykluczających kobiety z wkładu w kulturę. Autorka skupia się przede wszystkim na literaturze. Analizuje znaczną liczbę dzieł literackich autorstwa obu płci pod kątem tematyki dotyczącej kobiet. Co ciekawe, przestrzega przed pisaniem typowo kobiecym lub męskim, a także agresywnym i oskarżycielskim. Każde z nich uważa za ubogie, jedynie androgyniczne połączenie obu pierwiastków - kobiecego i męskiego - jest drogą do sukcesu.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przesłanie V. Woolf w tej cienkiej książeczce jest ponadczasowe i bardzo budujące.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Ważne jest tylko, byście pisały to, co chcecie pisać; czy zaś owa ważność przetrwa stulecia, czy tylko kilka godzin, tego nikt Wam nie powie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Kiedy więc każę Wam zarabiać pieniądze i zdobyć własny pokój, w istocie proszę Was o to, byście żyły świadome rzeczywistości, a więc wiodły żywot fascynujący, niezależnie od tego, czy uda Wam się przekazać innym jego treść."&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Każda z nas potrzebuje własnego pokoju, dosłownie i w przenośni. Pięknie napisała o nim we wstępie Izabela Filipiak: &lt;i&gt;"Własny pokój jest miejscem, do którego się wraca, albo które jak żółw nosi się na własnym grzbiecie... Brak własnego pokoju, pisanie w cudzych pokojach, to szczególny rodzaj bezdomności... Stwarzanie własnego pokoju, owo najbardziej konkretne, jest tym właśnie, &lt;b&gt;aktem twórczym&lt;/b&gt; i zarazem najbardziej osobistym... W stwarzaniu własnej przestrzeni wielką rolę odgrywają przedmioty bezużyteczne. Znalezione na ulicy, kupione na domowych "wystawkach", straganach ze starociami, w egzotycznych sklepikach, przywiezione z podróży. Muszle. Kolorowe kamyki, które, jeśli zajrzeć do podręcznika, mają swoją utajoną energię, cichą, ale skuteczną, &lt;b&gt;magiczną moc&lt;/b&gt;... Własny pokój to także muzyka. Własny pokój to także ściany, podłoga, okno, sufit. W pewnym sensie własnym pokojem są także ptaki za oknem i dziecko płaczące za ścianą, i odgłosy miłości za ścianą. &lt;b&gt;Własny pokój to także spokój. Nocą najgłębszy, nie do naruszenia.&lt;/b&gt;"&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1123561735378543911?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1123561735378543911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/2-lata-virginia-woolf_24.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1123561735378543911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1123561735378543911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/2-lata-virginia-woolf_24.html' title='„Własny pokój” Virginia Woolf'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-9t-vtE7lRc8/TdrUolI3wbI/AAAAAAAAAaU/fa46uy1XxG8/s72-c/W%25C5%2582asnyPok%25C3%25B3j.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8735374690913645185</id><published>2011-05-16T18:27:00.006+02:00</published><updated>2011-05-16T18:45:00.214+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Na Zachodzie bez zmian” Erich Maria Remarque'/><title type='text'>„Na Zachodzie bez zmian” Erich Maria Remarque</title><content type='html'>&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;"Jakże pozbawione sensu jest wszystko, co kiedykolwiek zostało napisane, uczynione, pomyślane, jeśli coś podobnego jest możliwe. Widocznie wszystko było skłamane i puste, jeśli kultura wielu tysięcy lat nie zdołała temu zapobiec, przelaniu tych strumieni krwi, istnieniu setek, tysięcy tych więzień udręki."&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-4s5kmLNZPN0/TdFQ0YwFOqI/AAAAAAAAAZ0/YAsUankJjLc/s1600/NaZachodzie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4s5kmLNZPN0/TdFQ0YwFOqI/AAAAAAAAAZ0/YAsUankJjLc/s320/NaZachodzie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607351871980518050" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160To jedna z najpiękniejszych książek, jakie w życiu przeczytałam. Dzieło poruszające i niezapomniane. Nigdy jednak nie byłabym w stanie wpisać "Na Zachodzie bez zmian" na listę ulubionych. Niespotykana to sytuacja, gdy czytając w zachwycie, chce się jednocześnie, by książka jak najprędzej się skończyła. Co za paradoks. Remarque jest naprawdę wyjątkowym pisarzem. Jego język jest godny podziwu, każde zdanie jest jak muzyka dla uszu. Jakkolwiek sadomasochistycznie by to nie zabrzmiało, ten język jest piękny, nawet gdy mowa o roztrzaskanych miednicach, popalonych gazem płucach czy kiszkach lejących się w rękach żołnierzy. Mistrzostwo pióra.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160"Na Zachodzie bez zmian", ten manifest pacyfizmu, uzmysławia nam, jak potężną wartością, o której zapominamy, jest życie w pokoju. Dzięki 1-osobowej narracji bohatera, i zarazem ofiary wydarzeń, poznajemy okrucieństwo i bezsens wojny. Jego relacje i refleksje są jeszcze bardziej wiarygodne, gdy przypomnimy sobie, że sam Remarque przez to przeszedł. Dostrzec go można w opowiadającym Pawle oraz jego towarzyszach niedoli, którym wojna odebrała młodość, świeżość, optymizm i radość życia. Zostali oszukani, omamieni propagandą. Mimo tego nie raz potrafili cieszyć się małymi szczęściami. Gdy można było najeść się do syta, zapalić papierosa, przespać z kobietą. O dziwo, dopisuje im humor, czytając można się szczerze uśmiechać.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Remarque często kładzie nacisk na aspekt skutków wojny, która doprowadza do wyniszczenia i złamania jednostki. Front to piekło, w którym wszystkie ideały sięgają bruku. Pomimo tego, zdarzają się jednostki nie pozbawione człowieczeństwa. I, co ważne, dotyczy to obu stron barykady, gdyż we wrogim okopie są takie same nieboraki, wprzęgnięte w mechanizm wojny, tak samo bezradni, samotni, kochający. Zabijają, by nie dać się zabić.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przytoczę fragment, który wywarł na mnie największe wrażenie.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;"Jestem młody, mam dwadzieścia lat; ale z życia nie znam nic poza rozpaczą, śmiercią, trwogą i spojeniem w jeden łańcuch najniedorzeczniejszej płaskości z całą otchłanią cierpienia. Widzę, iż popędzono jeden naród przeciw drugiemu i że mordują się, milcząc, nieświadomi, ogłupieni, posłuszni, niewinni. Widzę, iż najmędrsze mózgi świata wynajdują oręż i słowa, aby wszystko to przedłużyć i uczynić bardziej jeszcze wyrafinowanym. (...) Naszym zajęciem przez całe lata było robienie trupów: to był pierwszy zawód w naszym istnieniu. Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

"Każdy żołnierz pozostaje przy życiu tylko przez tysiąc przypadków."&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-2XRTKqK3kAo/TdFQ91Q82SI/AAAAAAAAAZ8/mXBR1JDSrFo/s1600/WesternFront.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 249px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-2XRTKqK3kAo/TdFQ91Q82SI/AAAAAAAAAZ8/mXBR1JDSrFo/s400/WesternFront.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607352034253396258" /&gt;&lt;/a&gt;


&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film wstrząsający, chyba nawet bardziej niż książka. Co innego wyobrażać sobie piekło, co innego zobaczyć ten koszmar prawie na własne oczy. Widzów o słabych nerwach, a zarazem miłośników zwierząt,  przestrzegam, by nie patrzyli i zatkali uszy przy scenie z końmi.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8735374690913645185?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8735374690913645185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/na-zachodzie-bez-zmian-erich-maria.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8735374690913645185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8735374690913645185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/na-zachodzie-bez-zmian-erich-maria.html' title='„Na Zachodzie bez zmian” Erich Maria Remarque'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4s5kmLNZPN0/TdFQ0YwFOqI/AAAAAAAAAZ0/YAsUankJjLc/s72-c/NaZachodzie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4417909145335495827</id><published>2011-05-09T22:53:00.009+02:00</published><updated>2011-05-09T23:07:50.212+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood'/><title type='text'>"Opowieść Podręcznej" Ekranizacja</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-nYv-Bn0Fkro/TchUt1_BVVI/AAAAAAAAAZc/73n_pLrAmQM/s1600/6946821.3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 228px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nYv-Bn0Fkro/TchUt1_BVVI/AAAAAAAAAZc/73n_pLrAmQM/s320/6946821.3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604822882824836434" /&gt;&lt;/a&gt;


&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160W zeszłym roku zamieściłam na blogu recenzję "Opowieści Podręcznej" (można przeczytać &lt;a href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/opowiesc-podrecznej-margaret-atwood.html'&gt;&lt;u&gt;poniżej, tu&lt;/u&gt;&lt;/a&gt;), którą uważam za jedną z najciekawszych książek, jakie miałam okazję dotąd przeczytać. Niektórzy mogliby stwierdzić, że gatunkowo nie dorównuje Orwellowi, bo jak tu przebić "Rok 1984" czy "Folwark zwierzęcy"? Ja doceniam ją przede wszystkim za oryginalny pomysł i umiejętne wplątanie w fabułę problematyki kobiecej.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dziś napiszę kilka słów o ekranizacji powieści, którą wreszcie udało mi się obejrzeć. Cieszyłam się jak dziecko, kiedy dowiedziałam się, że w ogóle nakręcono ten film. Całe szczęście się nie zawiodłam. Obsada aktorska doborowa. Śp. Natasha Richardson (Podręczna), Robert Duvall (Komendant), Faye Dunaway (Serena) - sprawdzili się bardzo dobrze w swoich rolach. Klimat totalitarnego państwa nie przytłacza tak mocno jak w książce, ale nie jedna scena budzi wielkie emocje. Zachęcam gorąco do filmu. Oczywiście po wcześniejszym przeczytaniu książki, gdyż nie gwarantuję, że bez niej wrażenia będą tak pozytywne jak moje.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-p3LKTgyqmik/TchU8ZV5miI/AAAAAAAAAZk/tVUgh1iBTDg/s1600/mod%25C5%2582y.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 209px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-p3LKTgyqmik/TchU8ZV5miI/AAAAAAAAAZk/tVUgh1iBTDg/s400/mod%25C5%2582y.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604823132834208290" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Z75sGdScIg0/TchVEY3xsaI/AAAAAAAAAZs/ueIKvTfvj2w/s1600/bryuch.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 209px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Z75sGdScIg0/TchVEY3xsaI/AAAAAAAAAZs/ueIKvTfvj2w/s400/bryuch.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604823270146814370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4417909145335495827?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4417909145335495827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/opowiesc-podrecznej-ekranizacja.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4417909145335495827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4417909145335495827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/opowiesc-podrecznej-ekranizacja.html' title='&quot;Opowieść Podręcznej&quot; Ekranizacja'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-nYv-Bn0Fkro/TchUt1_BVVI/AAAAAAAAAZc/73n_pLrAmQM/s72-c/6946821.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1699040973025672246</id><published>2011-05-01T22:07:00.003+02:00</published><updated>2011-05-01T22:12:55.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Śmieszne miłości” Milan Kundera'/><title type='text'>„Śmieszne miłości” Milan Kundera</title><content type='html'>Wydawnictwo „ALFA”, Warszawa 1990


&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„...wartość człowieka mieści się w tym, czym sam siebie przerasta, w tym, czym jest poza samym sobą, czym jest w innych i dla innych.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-wEokG6KtnNk/Tb29-0UqsxI/AAAAAAAAAZU/j--zfjTJv6g/s1600/Image14.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-wEokG6KtnNk/Tb29-0UqsxI/AAAAAAAAAZU/j--zfjTJv6g/s320/Image14.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601842398413632274" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdy zabierałam się za „Śmieszne miłości” nie miałam pojęcia, jak ta książka jest odbierana przez czytelników. Nie spotkałam się wcześniej z żadną recenzją ani opiniami. Bez grama tendencyjnego podejścia przebrnęłam przez nią od niechcenia. I jakież było moje zdziwienie, gdy po wszystkim poczytałam recenzje i żadna z nich nie pokrywała się z moim nieprzychylnym zdaniem. No cóż, są różne gusta, a nazwisko robi swoje.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Śmieszne miłości” to zbiór opowiadań o – z pozoru – błahej tematyce. Moim zdaniem tytuł powinien brzmieć „Śmieszne miłostki”, bo miłości próżno szukać na kartach książki. Zacznę jednak od zalet. Nie brakuje typowych dla Kundery złotych myśli, które zamieszczę poniżej. Nie brakuje humoru, dowcipnych dialogów, błyskotliwych fragmentów. Autor sprawnie analizuje charaktery bohaterów, ich motywacje, myśli, zachowania. Całość zdefiniowałabym jako elementarz uwodzenia dla panów, przestrogę dla pań. Kundera pisze dobrze, ale nie dla mnie te klimaty.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Śmieszne miłości” to przede wszystkim rozważania o miłości, zazdrości, zdradzie, pożądaniu w każdej postaci. Spotykamy się ze znanymi damsko-męskimi relacjami, ujętymi w bijące po oczach schematy i stereotypy. Każde opowiadanie ukazuje mechanizmy łączące kochanków, ich gry i manipulacje, dążące do zaspokojenia seksualnych potrzeb lub własnego ego. W tym światku wszyscy tylko o jednym myślą, mówią, marzą. Erotyzm jest wszechobecny. Wszystko jest zachętą, podtekstem, zaproszeniem. Mężczyźni wtórują w głupocie, aż boli. „Śmieszne miłości” przedstawiają bardzo negatywny obraz płci brzydkiej, wynika z nich, że każdy facet to pies na baby, myśli tylko o jednym, a każda go chce, a jak nie chce, to coś z nią nie tak. Ostatecznie i tak zechce, ale wtedy - już naruszona - jest do odstawki. Bardzo blado wypada męska natura w oczach Kundery. Dla mnie przesłanie jest proste: mężczyźni są puści, powierzchowni, pyszni, zbyt pewni siebie, a przede wszystkim traktują kobiety przedmiotowo. Nadzieję upatruję jedynie w tym, że sam narrator miejscami dosłownie nabija się z bohaterów, którzy - niejednokrotnie jako postaci tragikomiczne - budzą się z ręką w nocniku.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Najbardziej spodobały mi się momenty nawiązujące do życia w totalitarnym państwie, przesiąkniętym ideologią, gdzie publiczne przeżegnanie się przed krzyżem było hańbą dla urzędnika państwowego. Minimalne refleksje o Bogu Niespółkowania, typu religia a seks lub komunizm a wiara były najciekawsze. Szkoda, że jest ich niewiele.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;


&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„...sensem życia jest bawić się życiem, a jeśli życie jest zbyt leniwe, nie pozostaje nic innego jak dać mu lekkiego szturchańca.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Gdyby człowiek ponosił odpowiedzialność tylko za to, czego jest świadom, głupcy byliby z góry rozgrzeszeni z każdej winy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„...miłość ma tylko jedną miarę, a tą miara jest śmierć. Prawdziwa miłość kończy się śmiercią, i tylko ta miłość, która kończy się śmiercią, jest miłością.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„...radość, jaką dają dzieci, nie może zastąpić innych radości, nie mówiąc już o tym, że radość obciążona obowiązkiem zastąpienia innych radości szybko staje się radością zbyt znużoną.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nawet radość z obecności ukochanego mężczyzny najlepiej przeżywa się w samotności. Gdyby jego obecność trwała bezustannie, istniałaby właściwie jedynie poprzez swoje ustawiczne przemijanie. Zatrzymać ją można tylko w chwilach osamotnienia.”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1699040973025672246?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1699040973025672246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/smieszne-miosci-milan-kundera.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1699040973025672246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1699040973025672246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/05/smieszne-miosci-milan-kundera.html' title='„Śmieszne miłości” Milan Kundera'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wEokG6KtnNk/Tb29-0UqsxI/AAAAAAAAAZU/j--zfjTJv6g/s72-c/Image14.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4447939796570555581</id><published>2011-04-18T22:33:00.010+02:00</published><updated>2011-04-20T13:56:43.009+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Połówka żółtego słońca” Chimamanda Ngozi Adichie'/><title type='text'>„Połówka żółtego słońca” Chimamanda Ngozi Adichie</title><content type='html'>Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-2dP8zvrkpII/Tayg1UmpAYI/AAAAAAAAAZE/puObYiwp3e8/s1600/biafra.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 182px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2dP8zvrkpII/Tayg1UmpAYI/AAAAAAAAAZE/puObYiwp3e8/s320/biafra.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597025274838974850" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;b&gt;„Czerwień reprezentowała krew braci zamordowanych na Północy, czerń była znakiem żałoby po nich, zieleń oznaczała czekający Biafrę dobrobyt, wreszcie połówka żółtego słońca symbolizowała wspaniałą przyszłość."&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Długo zabierałam się do przeczytania tej książki. Brałam do ręki, odkładałam i tak przez całą zimę. Czekałam na odpowiedni moment, który nastał wraz z wiosną. Czułam, że zatopienie się w tak smutną tematykę mogłoby być zbyt przytłaczające w połączeniu z najbardziej depresyjną porą roku. Na szczęście zimę mam już za sobą i tę książkę, co do której miałam tyle obaw, choć niepotrzebnie. Wiadomo, jak wojna, to walki, plemienne porachunki, masakry całych wiosek, gwałty, głód i choroby. Nie można o tym zapomnieć. Autorka nie stworzyła jednak sensacyjnych zapisków mordów tysięcy ludzi, dzieci z brzuszkami, skrzywdzonych kobiet. Wszystkie te okrutne wątki nie dominują, przedstawiane są w spokojny, wyważony sposób, tak by nie prowokować, lecz dawać do myślenia. Autorka nie ocenia, nie podsyca emocji, one dopadają nas same. Chimamanda Ngozi Adichie, mimo tak młodego wieku, stworzyła niezapomniane dzieło, ciekawie skomponowane i wciągające od pierwszej do ostatniej strony.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdy w 1960 roku dotychczasowa brytyjska kolonia - Nigeria uzyskała niepodległość, przed bohaterami książki malowała się obiecująca przyszłość. Nie wszystkim żyło się lekko, ale w pokoju. Istniało oczywiście rozwarstwienie społeczne oraz różnice kulturowe, plemienne, językowe i bytowe. Nasi bohaterowie pochodzą z różnych szczebli społecznej drabiny. Z salonów wywodzą się bliźniaczki Olanna i Kainene. Niepodobne do siebie ani fizycznie, ani z charakteru. Pierwsza jest niezwykle piękna i wykształcona, odrzuca bogactwo, by u boku swego rewolucyjnego mężczyzny oddać się pracy naukowej na uniwersytecie. Druga o oryginalnej urodzie, bizneswoman, jest niezależna, tajemnicza i ostra jak osa. Tworzy ciekawy związek z białym, angielskim dziennikarzem, który - zauroczony kulturą ludu Ibo - postanawia na długo osiąść na czarnym lądzie. Obie siostry, mimo genetycznej bliskości, są sobie całkiem obce. Ich rodzinna więź wystawiona będzie na niejedną próbę.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Poznajemy też bohaterów z nizin społecznych, jak służący Olanny Ugwu, dorastający chłopak, później zbyt młody żołnierz, ostatecznie ktoś więcej dla swoich „panów” niż przyjaciel rodziny.&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-lFe1n8tezV4/Tayg9SUuhpI/AAAAAAAAAZM/4FogIJsR0eA/s1600/polowka_zoltego_slonca.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 176px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-lFe1n8tezV4/Tayg9SUuhpI/AAAAAAAAAZM/4FogIJsR0eA/s320/polowka_zoltego_slonca.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597025411665921682" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Mamy okazję, by zagłębić się w afrykańską kulturę, zwyczaje, kuchnię, zabobony, a także zwykłe ludzkie sytuacje, jak rodzinne problemy, seks, zdrada, śluby, dzieci czy problemy z teściową. :) Okazuję się bowiem, że ci tak odlegli od Europejczyków ludzie, pół wieku temu, wcale wiele się od nas nie różnili. Ich spokój został jednak brutalnie zakończony. Losy wszystkich postaci łączą się z chwilą nastania wojny. Długiej, okrutnej i wyniszczającej, która pochłonęła milion ofiar.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Polówka żółtego słońca” to historia państwa, które upadło nim na dobre zdążyło powstać. W 1967 roku zamieszkujący południe Nigerii lud Ibo ogłosił secesję, proklamował Republikę Biafry. Nowe państwo nie zostało uznane przez społeczność międzynarodową oraz Nigerię, która nie godziła się na podział i rozpoczęła krwawą wojnę. Decydenci międzynarodowi państw odpowiedzialnych za kolonializm, które wcześniej korzystały z wewnętrznych konfliktów etnicznych i chaosu w Nigerii, w obliczu wojny i masakry cywilów w Biafrze uspokajali swoje sumienia marną pomocą humanitarną. W bardzo wymowny sposób autorka nam o tym przypomina, często powtarzając zdanie, które - według mnie - byłoby idealnym tytułem dla tej książki: „Świat milczał, kiedy myśmy umierali.” Biafrańczykom nigdy nie było dane żyć we własnym państwie w pokoju.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4447939796570555581?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4447939796570555581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/04/poowka-zotego-sonca-chimamanda-ngozi.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4447939796570555581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4447939796570555581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/04/poowka-zotego-sonca-chimamanda-ngozi.html' title='„Połówka żółtego słońca” Chimamanda Ngozi Adichie'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2dP8zvrkpII/Tayg1UmpAYI/AAAAAAAAAZE/puObYiwp3e8/s72-c/biafra.png' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5917463117135851201</id><published>2011-04-04T21:52:00.006+02:00</published><updated>2011-04-05T22:09:58.338+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Książę Mgły” Carlos Ruiz Zafon'/><title type='text'>„Książę Mgły” Carlos Ruiz Zafon</title><content type='html'>Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2010

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-k48ttEpqh-A/TZoh0pNCKaI/AAAAAAAAAYE/uAcWHx-YevI/s1600/zafon1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-k48ttEpqh-A/TZoh0pNCKaI/AAAAAAAAAYE/uAcWHx-YevI/s320/zafon1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591819075631327650" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Złych wspomnień nie musisz brać ze sobą. I bez tego będą cię prześladować.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie będę oczywiście oryginalna, gdy przyznam, że „Książę Mgły” to najsłabsza książka Carlosa Ruiza Zafona. Między nią a „Cieniem wiatru” jest przepaść, ale już w „Księciu Mgły” czuć, że autor zaczyna się rozkręcać, nabiera wiatru w żagle i zaserwuje w przyszłości wiele niepowtarzalnych dzieł. Jak na pierwszą książkę jest bardzo dobra, dla młodzieży jak znalazł. Porusza wyobraźnię, zaskakuje, czasami straszy. Cały Zafon. Szkoda tylko, że „Książę Mgły” to tak króciutka książeczka. W jednej chwili akcja nabiera tempa i ani się obejrzysz a już koniec. Bohaterów, jak to u Zafona w zwyczaju, spotykają niesamowite sytuacje, staje przed nimi zagadka, przygoda i niebezpieczeństwo. Jest tajemniczo i złowieszczo. Za to właśnie lubię Zafona. :) Myślę, że na podstawie książki mógłby powstać świetny film dla nastolatków, taki niezapomniany i wyjątkowy, jak niektóre filmy fantasy z mojego dzieciństwa czasami powtarzane w telewizji w święta lub ferie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Niedosyt jednak pozostaje. Dlatego tym bardziej nie mogę się już doczekać kolejnej książki. Mam nadzieję, że będzie to opasłe, tysiącstronicowe tomisko, z ciekawymi postaciami, Cmentarzem Zapomnianych Książek i kolejnymi łamigłówkami. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Aha, rozbawiło mnie pewne zdanie z książki, którego nie mam zamiaru nawet komentować, ekhm:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Jacob wniósł nowe światło w życie bezdzietnego przez tyle lat małżeństwa, zmienił ich dotychczasowy, samotniczy i zgorzkniały styl życia.” :/&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5917463117135851201?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5917463117135851201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/04/ksiaze-mgy-carlos-ruiz-zafon.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5917463117135851201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5917463117135851201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/04/ksiaze-mgy-carlos-ruiz-zafon.html' title='„Książę Mgły” Carlos Ruiz Zafon'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-k48ttEpqh-A/TZoh0pNCKaI/AAAAAAAAAYE/uAcWHx-YevI/s72-c/zafon1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1431614441256449635</id><published>2011-03-23T22:50:00.010+01:00</published><updated>2011-03-24T00:06:52.738+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Świat według Garpa” John Irving'/><title type='text'>„Świat według Garpa” John Irving</title><content type='html'>Prószyński i S-ka

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Gwałt to grzech, którego nawet Bóg nie rozumie.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-9pB5YZJjW9g/TYp8ReBOkzI/AAAAAAAAAX8/xM1HrwdYeuI/s1600/garp.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9pB5YZJjW9g/TYp8ReBOkzI/AAAAAAAAAX8/xM1HrwdYeuI/s320/garp.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587414927264355122" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Och, jakże długo męczyłam tę książkę. Nie tylko przez niewygodne kieszonkowe wydanie i maleńką czcionkę. Nie wiem, czy mam ja kochać, czy nie. Zaczęło się tak obiecująco. Jest „seksualnie podejrzana” Jenny Fields i jej oryginalnie poczęty syn Garp, który zapowiada się na dobrego pisarza. W trakcie dochodzą inni bohaterowie, bardzo interesujący i osobowościowo zróżnicowani. Prostytutki, żona Garpa, ich dzieci i cała reszta. Robi się ciekawie. Jednak w pewnym momencie zaczęłam kręcić nosem, dopatrywać się niewiarygodności i naciągania. Przyznam nawet, że nie polubiłam głównego bohatera, wręcz nie mogłam go znieść. Przez co autora, czy raczej narratora, też. Po słowach: „..w ciągu pierwszych pięciu lat małżeństwa tylko raz zdradził Helen - z resztą na krótko.” -  przestało mi się podobać i myślałam, że nie dotrwam do końca. Nie lubię czytać o głupich zdradach, czworokątach małżeńskich i wszelakich innych. Razi mnie to, aczkolwiek miło było poznać hermafrodyty czy osoby zmieniające płeć. Dziwaków w świecie Garpa nie brakuje. A świat ten to całkiem wyjątkowa saga z beznadziejnymi bohaterami, gdyż - trzeba to podkreślić - w świecie według Garpa wszyscy jesteśmy przypadkami beznadziejnymi.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Powieść byłaby idealna, gdyby nie dwa lub trzy rozdziały, które najchętniej bym z książki wydarła. Niepotrzebne, nieprawdopodobne sytuacje, jednocześnie przewidywalne, aż skręcało. Gdy przebrnęłam przez te denerwujące momenty było już tylko dobrze. Być może natłok przygnębiających wydarzeń sprawił, że zaczęłam się utożsamiać z tymi beznadziejnymi przypadkami. W każdym bądź razie pod koniec ogarnął mnie żal, że to już. Chciałam więcej. Nawet mnie zatykało w środku. Jak to, wszyscy przeminęli? Śmierć?&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;„Między mężczyzn i kobiety jedynie śmierć została równo rozdzielona.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;


&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Smaczku całości dodają wątki feministyczne, z pewnym przymrużeniem oka, z jednej strony humorystyczne, z drugiej tragiczne. To coś w stylu karykatury, która jest policzkiem dla ideologicznych radykałów. Nie jest to bynajmniej książka o feminizmie tudzież związkach damsko-męskich. To przede wszystkim książka o życiu (trochę niesamowitym), dorastaniu, ludzkich błędach i sukcesach, a także lękach i żądzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-EHzMZLEa5p4/TYpstLn3hsI/AAAAAAAAAX0/ftQ5-mXyd7A/s1600/Garp3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-EHzMZLEa5p4/TYpstLn3hsI/AAAAAAAAAX0/ftQ5-mXyd7A/s400/Garp3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587397811176441538" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jeżeli ktoś lubi Robina Williamsa, to z pewnością spodoba się mu też film. Ja za tym panem nie przepadam, a do tej roli nie pasuje mi w ogóle. Jako aktor nadaje się do grania przygłupów, ciepłych kluch i ciap. Garp powinien być męski pod każdym względem. O R. Williamsie nie potrafię tego powiedzieć. Natomiast  John Lithgow w roli potężnej Roberty powalił mnie na kolana. Genialny. O filmie mogę rzec jedynie, iż jest godny uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

PS Osoby, które mają lekturę przed sobą przestrzegam, by nie czytały przedmowy autora!! Co za ludzie pracują w tym wydawnictwie? Jak można zdradzać, co stanie się z bohaterami? Całe szczęście po pierwszej stronie przestałam czytać, inaczej dalsza lektura nie miałaby sensu.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1431614441256449635?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1431614441256449635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/03/swiat-wedug-garpa-john-irving.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1431614441256449635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1431614441256449635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/03/swiat-wedug-garpa-john-irving.html' title='„Świat według Garpa” John Irving'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-9pB5YZJjW9g/TYp8ReBOkzI/AAAAAAAAAX8/xM1HrwdYeuI/s72-c/garp.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3880091746819789265</id><published>2011-03-09T23:45:00.008+01:00</published><updated>2011-03-09T23:53:55.216+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Pianistka” Elfriede Jelinek'/><title type='text'>„Pianistka” Elfriede Jelinek</title><content type='html'>Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-UFG4IGpNwl8/TXgEcv4QkDI/AAAAAAAAAXk/3ZHg0CiPsoI/s1600/pianistkajelinek.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 332px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-UFG4IGpNwl8/TXgEcv4QkDI/AAAAAAAAAXk/3ZHg0CiPsoI/s400/pianistkajelinek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582216630061010994" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Kilka razy miałam wielką ochotę rzucić tą książką o ścianę i już do niej nie wracać. Tak by się właśnie stało, gdyby nie niezwykły język, którym została napisana. Na skrzydełku książki można przeczytać o Jelinek: „Ona przez język analizuje procesy społeczne, polityczne, np. demaskuje ukrytą zawartość utartych zwrotów czy porzekadeł.” Autorka bawi się słowami, żongluje nimi jak sprawny cyrkowiec i wprawia w zdumienie. Język jest prosty, niby prosty. Pod tą prostotą kryje się wiele znaczeń, ale też policzków zadanych czytelnikowi i społeczeństwu. Ten sam język miejscami bywa obrzydliwy i odpychający. Jest przesiąknięty fizjologią i seksem. Wywołuje smutek oraz zgorszenie.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Matka i babka, kobieca brygada, stoją z bronią u nogi, aby chronić ją przed myśliwym-mężczyzną czyhającym pod drzwiami, a w razie potrzeby udzielić myśliwemu czynnego ostrzeżenia. Obie starsze panie z zarośniętymi, wyschłymi genitaliami zastępują drogę każdemu mężczyźnie, aby nie mógł dobrać się do ich maleństwa. Nie wolno dopuścić, by maleństwu zaszkodziła miłość, zaszkodziło pożądanie. Kwaso-krzemowo stężałe wargi sromowe obydwu starszych pań kłapią przy akompaniamencie suchego zgrzytu jak szczypce umierającego jelonka rogacza, lecz nic nie wpada w ich macki...”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;W jakiś dziwny jednak sposób wciąga dalej i dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Pianistka” to ciężka lektura, wstrząsająca i poruszająca do głębi. Między innymi dlatego myślę, że mogłaby być zdecydowanie krótsza. Wiele razy wydawało mi się, że czytam ciągle o jednym i tym samym. Bohaterką książki jest dobiegająca czterdziestki Erika, nauczycielka gry na fortepianie, niedoszła sława pianistycznego środowiska, a przez to zakała swojej matki, z którą mieszka. Ale nie tylko, bo także z nią dzieli łoże. Możny by rzec małżeńskie łoże! Erika jest wyjątkową osobą, jej matka również jest niebanalna. Erika jest własnością matki, od której nigdy nie odcięła pępowiny. Eriki matka nigdy by na to nie pozwoliła. Erika nie wie, co to wolność.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chora relacja matka – córka odmalowana zostaje już na pierwszych stronach, reszta to wwiercanie się w to patologiczne piekiełko. Ich wzajemne uzależnienie, toksyczna miłość, przepełniona nienawiścią, rękoczyny budzą niesmak. Nie mogę uwierzyć, że tacy ludzie istnieją, że matczyna miłość może być tak apodyktyczna, katastrofalna i egoistyczna. A przede wszystkim niebezpieczna, wywołująca autodestrukcyjne zachowania. Zdominowana córka nie może odnaleźć się w relacjach damsko-męskich, jej seksualność, tłumiona całe życie prze matkę, chce wybuchnąć. Z jednej skrajności w drugą.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Pianistka” to dobitna lekcja – nie wszyscy ludzie powinni mieć dzieci! Czasem wydaje mi się, że powinny być obowiązkowe testy predyspozycji do rodzicielstwa. Jak to jest, że państwo wymaga od obywateli egzaminów na prowadzenie pojazdów mechanicznych, a pozwala złym, nieodpowiedzialnym, nienormalnym ludziom się rozmnażać, by potem wychowywali potworki o okaleczonej duszy?&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-3E4n4WW2LqM/TXgDl0HGL4I/AAAAAAAAAXc/s1MXZNANaz8/s1600/pianistka1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 284px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-3E4n4WW2LqM/TXgDl0HGL4I/AAAAAAAAAXc/s1MXZNANaz8/s400/pianistka1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582215686304182146" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film na podstawie książki jest naprawdę, naprawdę dobry. Nie tylko ja go doceniłam, ale także decydenci w konkursach filmowych i publika. Choć z tą - jak wiadomo - różnie bywa, ale to samo dotyczy ocen wobec książki. W jednym i drugim przypadku uderza przytłaczający klimat oraz krzywda i samotność człowieka. Po tak kontrowersyjnej i szokującej lekturze pani Jelinek kolejny raz sięgnę po jej książkę za parę lat. Nie wcześniej.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3880091746819789265?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3880091746819789265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/03/pianistka-elfriede-jelinek.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3880091746819789265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3880091746819789265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/03/pianistka-elfriede-jelinek.html' title='„Pianistka” Elfriede Jelinek'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-UFG4IGpNwl8/TXgEcv4QkDI/AAAAAAAAAXk/3ZHg0CiPsoI/s72-c/pianistkajelinek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2195727675088061119</id><published>2011-02-27T22:49:00.008+01:00</published><updated>2011-02-28T00:11:17.647+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Ostatnie miejsce” Laura Lippman'/><title type='text'>„Ostatnie miejsce” Laura Lippman</title><content type='html'>Wydawnictwo Amber, Warszawa 2009

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Prawdziwe szczęście to mieć szczęście, a nie rozum.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-mMcjXm0HKqM/TWrHAjLKlVI/AAAAAAAAAW8/vSHUzTBALk8/s1600/ostatnie-miejsce.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-mMcjXm0HKqM/TWrHAjLKlVI/AAAAAAAAAW8/vSHUzTBALk8/s320/ostatnie-miejsce.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578489900707779922" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Oj, bida z nędzą! Przebrnięcie przez tę książkę było jak droga przez mękę. Jakiś czas temu czytałam dziełko tej autorki, które, choć nie było rewelacyjne, miało w sobie „coś”. W &lt;a href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/to-co-ukryte-laura-lippman.html'&gt;&lt;u&gt;&amp;#8222;To, co ukryte&amp;#8221;&lt;/u&gt;&lt;/a&gt; zaciekawił mnie pomysł: porwane niemowlę, dziewczynki-morderczynie, ich portrety psychologiczne i dociekanie, jak do tego doszło. „Ostatnie miejsce” znalazłam w antykwariacie, kosztowało parę zł, więc sobie powiedziałam, a co tam, jakiś kryminał od czasu do czasu nie zaszkodzi. Zaszkodził. A to miała być lektura łatwa, lekka i przyjemna.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Po cholerę piszą wszystko na ostatniej stornie? Nie zostawili czytelnikowi nic do odkrycia. Nie dość, że czuć miernotę od pierwszej strony, to na dokładkę nic nas nie czeka. Żadnego zaskoczenia, kombinowania, analizowania. Mamy kilka nierozwiązanych spraw o morderstwo i panią prywatną detektyw, która łączy je z jednym sprawcą, by ostatecznie stać się jego ofiarą. Nie ma nic ponad to, co zdradza wydawca. Całość można by sklecić do kilkudziesięciu stron, a nie ok. 350. Litości! Pierwsza setka to nic nie wnoszące pierdoły, zapychacz. Reszta – nudy na pudy. Dopiero po 200 stronie coś zaczyna się dziać.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie wiem, czy jestem zbyt wymagająca, czy po prostu nie jest to książka dla mnie. Cały czas miałam wrażenie, że oglądam jakiś sensacyjny, kiepski, typowo amerykański film. Nie kupować byłe czego za grosze!!! Cóż z tego, że mój portfel nie uszczuplał, skoro straciłam bezcenny czas :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

A na koniec dla osłody moje kochane miziaki. Dzień Kota przegapiłam, więc chwalę się teraz, a co! :D&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-XzYecWrASGI/TWrZy_MECNI/AAAAAAAAAXM/PuYvKxnbDbE/s1600/M%2526A.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 246px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-XzYecWrASGI/TWrZy_MECNI/AAAAAAAAAXM/PuYvKxnbDbE/s400/M%2526A.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578510558430496978" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Biegniesz po schodach lat – ku drzwiom,&lt;br /&gt;
Szukając gorączkowo kluczy...&lt;br /&gt;
Mruczenie kota to jest dom&lt;br /&gt;
Bo zawsze kot o domu mruczy.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2195727675088061119?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2195727675088061119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/02/ostatnie-miejsce-laura-lippman.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2195727675088061119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2195727675088061119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/02/ostatnie-miejsce-laura-lippman.html' title='„Ostatnie miejsce” Laura Lippman'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mMcjXm0HKqM/TWrHAjLKlVI/AAAAAAAAAW8/vSHUzTBALk8/s72-c/ostatnie-miejsce.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2630843097854135324</id><published>2011-02-10T23:18:00.005+01:00</published><updated>2011-02-10T23:23:00.461+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa'/><title type='text'>„Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa</title><content type='html'>Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Są ludzie, których jedynym zadaniem jest służyć innym za pośredników; przechodzi się po nich jak po mostach i idzie dalej.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-MZJy66SG-2E/TVRknztjGkI/AAAAAAAAAWs/jyyEVwtuj3A/s1600/Pantalony.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 186px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-MZJy66SG-2E/TVRknztjGkI/AAAAAAAAAWs/jyyEVwtuj3A/s320/Pantalony.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572189274023074370" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chociaż nie jestem pewna, czy Mario Vargas Llosa zasłużył na Nobla, gdyż to moje pierwsze z nim spotkanie, to jednak z całą pewnością za tę książkę należą mu się brawa. Dawno się tak nie bawiłam przy czytaniu. Mimo poruszanych dość gorzkich tematów, nie sposób się nie śmiać. Humor miesza się z powagą, pikanteria z etyką, satyra z groteską. A do tego całość ujęta w bardzo oryginalny sposób. Brakuje typowej narracji, za to mamy raporty wojskowe, listy, artykuły prasowe i audycje radiowe. Jeżeli pojawiają się dialogi, są wymieszane, co na samym początku, przy nieuważnym czytaniu, może wprowadzić nie lada chaos. Generalnie, ciekawa fabuła, świetny pomysł, płynny język i plastyczność.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Rzecz dzieje się w latach 50-tych XX wieku w Peru. Kapitan Sił Lądowych Pantaleon Pantoja dostaje nietypowe zadanie do wykonania. Ma zorganizować w amazońskiej dżungli, którą zalała plaga żołnierskich gwałtów i napaści seksualnych, Służbę Wizytantek przy Garnizonach, Posterunkach Granicznych i innych Obiektach (SWGPGO). Pod tą iście eufemistyczną nazwą kryje się zwyczajny dom publiczny lub - jak kto woli - burdel. Chociaż może nie zwyczajny bo „na kółkach”, dostępny dla wojaków, których niesforna męska chuć może zostać ujarzmiona tylko poprzez regularne, satysfakcjonujące stosunki seksualne z - co należy dodać - kobietą (bo i małpy się napatoczyły). W ten sposób wzorowy żołnierz, dobry mąż, ukochany syn, przykładny sąsiad i dżentelmen, jakich mało, staje się sutenerem, stręczycielem, burdeltatą. Ta cicha woda, w ścisłej wojskowej tajemnicy, organizuje najsprawniej działające przedsiębiorstwo w całej Ameryce Południowej. Rozwija machinę erotycznego zaspokajania, opartą na skrupulatnych wyliczeniach usług, czasu i częstotliwości. Ku uciesze rozpasanych wojaków, nasz perfekcjonista, budzący mimo wszystko sporą sympatię, zatraca się w swojej misji całkowicie. Pod znakiem zapytania stają jego zasady, wierność, moralność. Nie tylko jego życie osobiste wywraca się do góry nogami, ale także dobre imię armii wisi na włosku.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Obok rozgrywa się wątek religijny z popularną i niebezpieczną sektą, która upodobała sobie krucyfikacje, zaczynając od zwierząt. Jesteśmy świadkami głupoty tłumów, które jak te owce czy też muchy do gnoju, lepią się do charyzmatycznych, acz wątpliwych, autorytetów. Ostatecznie losy tej ciemnej masy połączą się z SWGPGO.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Pantaleon i wizytantki” to prześmieszna książka, wciągająca, a przede wszystkim inna. Autor wykpiwa ludzką hipokryzję, bezmyślne powierzanie swojego losu innym; skłania do zadumy na temat prostytucji, która – jak wiadomo – jest ponadczasowa.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ilJniFf2btE/TVRkwJZS8QI/AAAAAAAAAW0/GkqoFUAuEZY/s1600/pantaleon.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 234px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ilJniFf2btE/TVRkwJZS8QI/AAAAAAAAAW0/GkqoFUAuEZY/s320/pantaleon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572189417282662658" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160W 2000 roku na podstawie książki powstał film, który wyreżyserował Francisco J. Lombardi. Nie zrobił na mnie niestety pozytywnego wrażenia. Aktorstwo i sceneria – w porządku, zabrakło jednak wszechobecnego w książce humoru. Może twórcy pod tym względem się starali, ale mnie to nie przekonało. Ponadto, zraziło mnie parę rzeczy. Czułam niesmak – w związku z delikatną tematyką – który nie pojawił się ani na moment podczas czytania.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2630843097854135324?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2630843097854135324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/02/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2630843097854135324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2630843097854135324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/02/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas.html' title='„Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-MZJy66SG-2E/TVRknztjGkI/AAAAAAAAAWs/jyyEVwtuj3A/s72-c/Pantalony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6792126737341335960</id><published>2011-01-31T23:56:00.006+01:00</published><updated>2011-02-01T00:17:40.324+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lem'/><title type='text'>„Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lem</title><content type='html'>Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;„Logika opuszcza nas dużo wcześniej niż życie. Wtedy każdy zaczyna postępować bezsensownie...”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TUc_VpDKaNI/AAAAAAAAAWg/eEhlhXJHoyA/s1600/opowiesci-o-pilocie-pirx_2275.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TUc_VpDKaNI/AAAAAAAAAWg/eEhlhXJHoyA/s320/opowiesci-o-pilocie-pirx_2275.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5568489105295829202" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Mogłabym powtarzać swoje wcześniejsze, przy „Dziennikach gwiazdowych” wyrażone, achy i ochy o Stanisławie Lemie, jego geniuszu, wyobraźni, pomysłowości, nie będę się jednak powtarzać. „Opowieści o pilocie Pirxie” są tylko tego potwierdzeniem. Także tego, jak ogromne w tym temacie mam braki, o wiedzy fizycznej, matematycznej i informatycznej nie wspominając. Nie są to zagadnienia mi bliskie. A utrudniały mi czytanie, podobnie jak przykre wspomnienia ze szkoły podstawowej, kiedy zmuszano nas do czytania tej książki, co uważam za kompletne nieporozumienie. Co za mądra głowa, tam na górze, wymyśliła, by dzieci w podstawówce obarczać taką lekturą? Przez lata wymazałam to z pamięci, pozostała mi tylko awersja do SF i Lema, którą całe szczęście mam już za sobą.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie będę jednak zachwalać „Opowieści o pilocie Pirxie” przede wszystkim dlatego, że nie są dla mnie tak fascynujące jak „Dzienniki gwiazdowe”. Nie porwały mnie, nie pochłonęły. Czasami byłam na siebie zła, że mój humanistyczny umysł nie wszystko w mig przyjmuje. „Opowieści o pilocie Pirxie” są zbyt fachowe, co dla mnie - początkującej - było oporne do ogarnięcia. Dlatego nie polecam osobom, które zraziły się już to Lema (a są tu takie) ani raczkującym w gatunku.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Zabrakło mi obcych cywilizacji, ale jest co nieco w zamian. Pilot Pirx to mądry, rozważny, sympatyczny i poczciwy bohater, którego przygody śledzimy od stopnia kadeta po komandora. Miłośnicy kosmosu odwiedzą szkołę pilotów rakietowych; wyobrażą sobie lot statkiem małym i dużym; poczują się jak na Księżycu i Marsie; pojmą zawiłości robotów, które kiedyś będą dla nas ludzi równie naturalne, jak w tych wszystkich niesamowitych historiach. Do moich ulubionych należy „Ananke” (gr. Bogini przeznaczenia, także „przymus”), wtajemniczeni może się domyślą dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;„... człowieczeństwo jest to suma naszych defektów i mankamentów, naszej niedoskonałości, jest tym, czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura między ideałem a realizacją – czy nie tak?”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Charakterystyczne dla „Opowieści o pilocie Pirxie” jest to, iż nie tylko nasz pilot (jako człowiek) gra w nich pierwsze skrzypce. Jest oczywiście niezastąpiony w rozwiązywaniu zagadek, ale podkreślić należy także rolę zbiorowego bohatera, czyli maszyn, ich wkład w eksploatację kosmosu, zalety i wady oraz zaskakujące podobieństwo do ludzi, z wszelkimi tego konsekwencjami.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na koniec chciałabym przytoczyć cytat Jerzego Jarzębskiego, który do opowiadań napisał posłowie:&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Ludzkość i nieludzkość pozostają u Lema w związku paradoksalnym: jedna na drugiej pasożytuje, jedna drugą się żywi, choć obydwie nie zawsze o sobie nawzajem wiedzą. (...) Bohater Lema nie może „wybrać” między tymi dwoma biegunami, podobnie jak nie może wybrać między nimi autor: czciciel rozumu i logiki, który jednak nigdy nie zapomina, że ostatecznie żyć może tylko w świecie kultury i wartości – a te tworzy człowiek, obarczając je własną nielogicznością i niedoskonałością. Chyba takiemu człowiekowi właśnie, uwikłanemu w Innych, a rozdwojonemu w sobie, wiecznie wychylonemu ku nieziszczalnym marzeniom – i zarazem chroniącemu miłośnie swe obalone złudzenia, buduje w Opowieściach Lem apoteozę.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6792126737341335960?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6792126737341335960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/opowiesci-o-pilocie-pirxie-stanisaw-lem.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6792126737341335960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6792126737341335960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/opowiesci-o-pilocie-pirxie-stanisaw-lem.html' title='„Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lem'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TUc_VpDKaNI/AAAAAAAAAWg/eEhlhXJHoyA/s72-c/opowiesci-o-pilocie-pirx_2275.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1992071021150282370</id><published>2011-01-18T23:25:00.005+01:00</published><updated>2011-01-20T00:22:49.579+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Wrzos” Maria Rodziewiczówna'/><title type='text'>„Wrzos” Maria Rodziewiczówna</title><content type='html'>Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„W klęsce poniesionej człowiek mniej cierpi, gdy znajdzie winowajcę.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TTYWQV0i1aI/AAAAAAAAAWQ/K0-uqfUvytU/s1600/Wrzos.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TTYWQV0i1aI/AAAAAAAAAWQ/K0-uqfUvytU/s320/Wrzos.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563658859654075810" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdy byłam mała wielokrotnie z wielkim zaciekawieniem zwiedzałam biblioteczkę mojej mamy. Jako że była dla mnie najukochańszym autorytetem, każda jej książka wydawała mi się cudowna, interesująca i pożądana. Miałam w planach przeczytanie wszystkich. Nie do końca mi się to udało, gdyż w międzyczasie moje gusta poszły w inną stronę. W trakcie mojej ostatniej przeprowadzki, pomieszkując w rodzinnym domu, wróciłam do dzieciństwa. Znowu wodziłam po znajomych półkach, by zdobyć się na przeczytanie tej, która zawsze kojarzyła mi się z tajemnicą. Okładka ma w sobie coś magicznego i magnetycznego. Nie jestem w stanie powiedzieć nic złego o tej książce. Nie tylko dlatego, że szanuję mamę i autorkę, ale jest po prostu dobra.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wbrew temu, co można gdzieniegdzie przeczytać, nie jest to romans. Pojawia się wątek miłości, lecz jest ona jakby w tle, niespełniona, nienamacalna, niedościgniona. Nie o nią w książce chodzi. „Wrzos” umiejscowiłabym gdzieś koło „Moralności Pani Dulskiej”; jako lekturę szkolną, traktującą o zwyczajach przedwojennej, jeszcze pod zaborami, Warszawy. Można posmakować tamtych czasów, wyobrazić sobie panny w pięknych sukniach, konie na ulicach, zapełnione gwarem salony, ale także rynsztokową nędzę dla kontrastu.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Bohaterką książki jest Kazimiera, ziemianka, zwana przez mieszkańców stolicy wieśniaczką, która godzi się poślubić warszawskiego bawidamka, Andrzeja. Małżeństwo z rozsądku to mało powiedziane. Ona usuwa się z rodzinnego domu, w którym była zwadą. On kocha swoją kochankę, z której oficjalnie nie rezygnuje; dodatkowo ma w tym korzyść materialną. Kazia – delikatna i piękna jak wrzos, nie może odnaleźć się w dużym mieście. Jest przytłoczona i załamana. Jednocześnie bardzo dzielna, wygadana i pracowita. Zamiast tracić czas na wizytowanie, zakupy i włóczenie się po mieście pod publiczkę, udziela się charytatywnie. Nie znosi swego nowego środowiska, w którym panuje wszechobecne wścibstwo, obłuda i fałsz. Wszyscy żyją skandalami, plotkami, balami i modą. Kazia dusi się w tym obrzydliwym siedlisku pozorów i hipokryzji.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Wrzos” niektórym może się wydać staroświecką, a nawet nudnawą lekturą. Mnie ona jednak bardzo wciągnęła. Autorka sprawnie rozwija fabułę, by móc samemu snuć domysły co do dalszego rozwoju sytuacji. Miałam w głowie dwa zakończenia. Pod koniec wyczulam jeszcze inne. Nie myliłam się. Czy stety, czy niestety, nie zdradzę.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
 
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TTdyOV4Q72I/AAAAAAAAAWY/uR0KUZFhMxY/s1600/WrzosFilm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TTdyOV4Q72I/AAAAAAAAAWY/uR0KUZFhMxY/s400/WrzosFilm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564041455356407650" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na podstawie książki w 1938 roku nakręcono film o tym samym tytule, należący do klasyki polskiego kina przedwojennego. Chociaż to dość nietypowa pozycja, jak dla mnie, mam w planach. Będzie miło. :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1992071021150282370?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1992071021150282370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/wrzos-maria-rodziewiczowna.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1992071021150282370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1992071021150282370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/wrzos-maria-rodziewiczowna.html' title='„Wrzos” Maria Rodziewiczówna'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TTYWQV0i1aI/AAAAAAAAAWQ/K0-uqfUvytU/s72-c/Wrzos.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8168932454310708966</id><published>2011-01-06T22:25:00.005+01:00</published><updated>2011-01-07T11:07:42.338+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Boże Narodzenie w Lost River” Fannie Flagg'/><title type='text'>„Boże Narodzenie w Lost River” Fannie Flagg</title><content type='html'>&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYze5LYXoI/AAAAAAAAAV4/tt5Rsskw9zE/s1600/flagg.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYze5LYXoI/AAAAAAAAAV4/tt5Rsskw9zE/s320/flagg.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559187395873103490" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorka ukochanych przez czytelników „Smażonych zielonych pomidorów” tym razem pisze o Bożym Narodzeniu. Zapowiada się ciepła lektura, wprowadzająca w niepowtarzalny klimat świąt oraz odległego i uroczego miasteczka w Alabamie. Tymczasem, Bożego Narodzenia jest jak na lekarstwo, zaś określenie amerykańska wersja „Opowieści Wigilijnej” to gruba przesada.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Pewien nieszczęśnik w średnim wieku dowiaduje się, że jego płuca są w fatalnym stanie i zostało mu niewiele czasu. By oddalić niechybny koniec, udaje się do Lost River, gdzie korzystne dla zdrowia powietrze działa lepiej niż jakiekolwiek sanatorium. Okazuje się, że dopiero tutaj jego życie zaczyna się naprawdę. Spotyka tu życzliwych, serdecznych i zawsze gotowych do pomocy ludzi (dopowiedziałabym wścibskich). Wtapia się w tę harmonijną i przyjazną społeczność, jak każdy, kto tu trafi. Bo w Lost River nie sposób się nie zakochać. Wystarczy zasmakować tej arkadii, by nigdy nie wrócić do dużego miasta.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Tutaj śmiertelnie chorzy (łojący papierochy) zdrowieją, nienawidzący się godzą, rozdzieleni kochankowie łączą, przeciętniacy odkrywają talenty... Dobrze, że zdechłe zwierzęta nie powstają z martwych. A może jednak? Jest słodko, wzruszająco, optymistycznie. Nadzieja wisi w powietrzu.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ale od tego lukru można nabawić się niestrawności. Za dużo tych przypadków, okoliczności, szczęśliwych rozwiązań. Jeżeli cud goni cud, to nawet bajka dla dorosłych staje się niepoważna i banalna. Przyznam, iż na początku nie miałam zastrzeżeń. Zaczęłam czytać dzień przed Wigilią, by poddać się temu typowemu dla autorki klimatowi, w połączeniu z grudniowo-świątecznym rozckliwieniem. Dokończyłam po świętach, po ptokach, że tak powiem, ale nie sądzę, by to wpłynęło na moją ocenę. Na temat Bożego Narodzenia jest w książce bodajże kilkanaście stron. Niestety. Do tego sknocone zakończenie, szybkie, proste i przewidywalne. Całe szczęście na końcu są przepisy :) m.in. na: placek limonkowy, Bożonarodzeniowe ambrozje, Tajną Broń Groszków, placek z Kentucky na bourbonie, pudding bananowy. Dlatego warto dobrnąć do końca.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8168932454310708966?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8168932454310708966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/boze-narodzenie-w-lost-river-fannie.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8168932454310708966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8168932454310708966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2011/01/boze-narodzenie-w-lost-river-fannie.html' title='„Boże Narodzenie w Lost River” Fannie Flagg'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYze5LYXoI/AAAAAAAAAV4/tt5Rsskw9zE/s72-c/flagg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8125149311343798655</id><published>2010-12-28T23:08:00.009+01:00</published><updated>2011-04-29T13:26:33.442+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dopóki mamy twarze” C.S. Lewis'/><title type='text'>„Dopóki mamy twarze” C.S. Lewis</title><content type='html'>Wydawnictwo Esprit, Kraków 2010

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„W duszy śmiertelnika istnieje coś wspaniałego, bez względu na to, czy bogowie chcą o tym wiedzieć czy też nie. Albowiem chociaż cierpienie zdaje się nie mieć końca, nasza zdolność pokonywania go nie zna granic.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TRpgiF_486I/AAAAAAAAAVg/-UvxuVtjtBM/s1600/Dopoki%2Bmamy%2Btwarze%2Blewis.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 295px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TRpgiF_486I/AAAAAAAAAVg/-UvxuVtjtBM/s320/Dopoki%2Bmamy%2Btwarze%2Blewis.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555859229156897698" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na dworze mróz, prószy śnieg, ciemno. W ciepłym domu ja, przykryta grubym kocem, popijająca herbatę z aronią i czytająca książkę. Taką książkę jak ta. To coś, co w czytaniu kocham najbardziej. Kilkaset stron, w których zatopienie się jest jak miód dla duszy. Dzięki takim lekturom jak „Dopóki mamy twarze” my dorośli mamy szansę pozostać dziećmi na zawsze. A więc...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dawno, dawno temu w starożytnej, pogańskiej krainie rządził zły król. Miał trzy córki: jedna była ładna, druga brzydka, trzecia zaś tak piękna, że swym urokiem zjednywała tłumy, doprowadzając jednocześnie do gniewu lokalną boginię Ungit. Gdy na królestwo spada pasmo nieszczęść, żąda ona krwawej ofiary, której poświęcenie zakończyłoby okres niepowodzeń. Śliczna Istra (Psyche) zostaje złożona w ofierze owianej tajemnicą bestii. Jednak to nie ona jest główną bohaterką tego opowiedzianego na nowo mitu o Psyche i Kupidynie. C.S. Lewis na pierwszym planie umieścił jej siostrę, Orual; rozbudował znaną już opowieść o nowe wartości i znaczenia. Dzięki temu stworzył coś świeżego, żywego, a przede wszystkim bardzo wiarygodnego. Czułam się tak, jakby to nie było fantasy, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Często, czytając niektóre książki, myślę, że mają tyle interesujących postaci i wątków, iż można by spokojnie napisać na ich podstawie kolejne dzieła. I tym razem właśnie tak jest. W „Dopóki mamy twarze” to Orual ma swoje „pięć minut”, ona jest narratorem, jej osobę poznajemy najbardziej. Ale mit zawiera więcej postaci, chociażby Lis, mądry Grek, który wiele w życiu widział; oczywiście Psyche, nawet pusta Rediwal ma swój punkt widzenia.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nam dane jest czytać wspomnienia Orual, które odmalowują portret kobiety o dwóch twarzach. Z jednej strony Orual/Maja - troskliwa, delikatna, szpetna i samotna. Z drugiej strony Królowa - silna, odważna, charyzmatyczna, odgrodzona od swej brzydoty welonem. Ta targana wątpliwościami i emocjami kobieta poddana zostaje niejednej próbie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Dopóki mamy twarze” to świetnie napisana historia o ponadczasowym rozdarciu między bezwarunkową wiarą, którą podpowiada serce i wewnętrzna potrzeba, a racjonalizmem i logiką, wszelką wiedzą, która żąda dowodów, odpowiedzi, a w ostateczności oskarża. To także książka o pięknej i czystej miłości, od której jest bardzo cienka granica do miłości zaborczej i pożerającej. Dzięki ukrytym znaczeniom tematów do refleksji jest mnóstwo. A to lubią wszystkie mole książkowe.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;„Bogowie nigdy nie wysyłają nam owej zachęty do radosnego uniesienia równie ochoczo i usilnie, jak wówczas gdy szykują nam nowe udręki. Jesteśmy dla nich niczym mydlane bańki, które nadmuchują, aż urosną wielkie, zanim wbiją w nie szpilkę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czy myślisz, że marzenie nie odczuwałoby nieśmiałości, jeśli ktoś mógłby je zobaczyć na jawie?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czy można odczuwać swoją szpetotę, jeśli serce napotyka taką radość.”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8125149311343798655?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8125149311343798655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/12/dopoki-mamy-twarze-cs-lewis.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8125149311343798655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8125149311343798655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/12/dopoki-mamy-twarze-cs-lewis.html' title='„Dopóki mamy twarze” C.S. Lewis'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TRpgiF_486I/AAAAAAAAAVg/-UvxuVtjtBM/s72-c/Dopoki%2Bmamy%2Btwarze%2Blewis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2043770868079404908</id><published>2010-12-12T14:51:00.035+01:00</published><updated>2011-08-18T21:24:22.841+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dzienniki gwiazdowe” Stanisław Lem'/><title type='text'>„Dzienniki gwiazdowe” Stanisław Lem</title><content type='html'>Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTU04BjpGI/AAAAAAAAAUk/oxPLmvvD6M8/s1600/image_func.php.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTU04BjpGI/AAAAAAAAAUk/oxPLmvvD6M8/s200/image_func.php.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549794645684495458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wow!!! Oj, ja głupia, głupia! Całe życie wzbraniałam się przed science fiction rękami i nogami. Kręciłam nosem, odkładałam książki na półki, przełączałam kanał, a jak nie mogłam, to strzelałam fochy. Urazy z dzieciństwa mogą tkwić w nas długo, lecz czasem wystarczy mały, niewinny krok i zły czar pryska. :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jeżeli wszystkie książki Stanisława Lema są takie, to nie wiem kiedy i jak, ale stanę na rzęsach, by je przeczytać. „Dzienniki gwiazdowe” to fantastyczna książka, w każdym tego słowa znaczeniu. Pełna akcji, przygód, niespodzianek, humoru i wieloznaczności. Lem jest geniuszem z nieprawdopodobną wyobraźnią; prekursorem, który wyprzedził swe czasy o dekady. Czymże są chociażby sterowane zewnętrznie maszyny, z ludzką świadomością i własnym życiem, jak nie matrixem?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na „Dzienniki gwiazdowe” składają się relacje z podróży po kosmosie oraz wspomnienia Ijona Tichego. Można by rzecz, że ten szczęściarz miał okazję widzieć w życiu wszystko. Jesteście w błędzie, jeśli myślicie, iż przyszłość jest niewiadomą. Wszystko już się kiedyś wydarzyło, no może prawie. Tichy próbował, co prawda, wiele w XXVII wieku naprawić, ale z taką bandą nieudaczników i egoistów popełniono karygodne błędy. A może ciągle ktoś zmienia historię? Może już dziś naukowcy przenoszą się w czasie na chronocyklach? Dzięki dziennikom Tichego wiemy, że już w średniowieczu dla zabawy latały na nich bezwstydnice z XXVII wieku. Czarownice oczywiście :) Leonardo Da Vinci tak naprawdę jest zesłańcem, którego wynalazki to żałosne i nieudolne próby powrotu do swojego czasu. Wiadomo też, kto odpowiada za nasze gołe pośladki, o wyborze i wyglądzie miejsc miłości nie wspominając. Czysty sabotaż. Dlaczego wyginęły dinozaury? Dlaczego Żydzi myślą, że są narodem wybranym? Kto wymyślił monoteizm i po co?&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTZjF5mbVI/AAAAAAAAAVU/IIoY9yRbdG4/s1600/LemStacja.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 250px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTZjF5mbVI/AAAAAAAAAVU/IIoY9yRbdG4/s400/LemStacja.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549799837729713490" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ijon Tichy przemierza galaktyki, swobodnie odwiedzając planetę po planecie  i poznając obce cywilizacje. Jedne są  przyjazne, inne mniej. Nasz bohater co rusz wpada w tarapaty, z których zawsze wychodzi cało, zdrowo i mądrze. Poznajemy np. wielobarwne osobniki, które świecąc okazują emocje, kolejne chcą za wszelką cenę żyć pod wodą, inne osiągnęły wiedzę i technologię zdolną do nieograniczonej manipulacji genami. O zgrozo! Sterowana ewolucja dotarła również do sfery seksualnej.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;i&gt;„.. dawne uciechy żołądka czy płci to głupie dłubanie w nosie w porównaniu z rypceniem i chędaniem; w mózgi wprawiano, oczywiście, ośrodki ekstatycznego doznania, zaprogramowane specjalnie przez inżynierów dróg nerwowych, przy czym urządzono  je piętrowo. Tak powstał popęd chędańczy i rypceniowy (...) można było chędać i rypcić na zmianę lub jednocześnie, solo, w duetach, triadach, a potem, po dosztukowaniu cucanek, także w grupach kilkudziesięcioosobowych.”&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTVePhk2AI/AAAAAAAAAU8/qZORtLKbDX8/s1600/Image1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:30px 10px 10px 0px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 181px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTVePhk2AI/AAAAAAAAAU8/qZORtLKbDX8/s320/Image1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549795356367443970" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTVlIn2_LI/AAAAAAAAAVE/Mv0i93mOKDc/s1600/Image2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0px 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 234px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTVlIn2_LI/AAAAAAAAAVE/Mv0i93mOKDc/s320/Image2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549795474773834930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p align="justify"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Każdy rozdział czyta się z niegasnącym zaciekawianiem, każdy z nich może posłużyć do wielogodzinnych dyskusji, zmusza do myślenia. Bowiem „Dzienniki gwiazdowe” wypełnione są licznymi aluzjami do historii, filozofii, polityki, ludzkości jako takiej, z której autor się naigrywa. Rozważa również kwestię Boga, religii i wiary. Może nawet ironizuje i wykpiwa, np. misjonarstwo. Ale jest tez przerażony wizją nieśmiertelnej duszy, którą nakreśla jako istny koszmar. Pustka, nicość, bezradność na zawsze.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie mogę powstrzymać się przed przytoczeniem jednego z najbardziej interesujących fragmentów.&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Tysiąc lat temu Kościół nasz bronił macierzyństwa, a wiedza zlikwidowała pojęcie matki, najpierw rozcinając akt macierzyństwa na dwoje, potem wynosząc je z ciała na zewnątrz, potem dokonując syntezy zarodka, tak że po trzech wiekach obrona straciła wszelki sens; musiał tedy Kościół przystać na zapłodnienie zdalne i na poczęcie w laboratorium, i na poród w maszynie, i na ducha w maszynie, i na maszynę, dostępującą sakramentów, i na zniknięcie różnicy pomiędzy naturalnie stworzonym i sztucznym bytem. Gdyby obstawał przy swoim, to musiałby jednego dnia uznać, że nie ma innego Boga prócz Szatana.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;p/&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Fantazja Lema nie znała granic. Kimże jesteśmy my szaraczki przy tak wybitnym umyśle, który stworzył nowe, nieistniejące światy od samego początku. Nie tylko osobniki człekopodobne, również zwierzęta i rośliny, jak wściekłoja, echoń pyskatek czy fetorówka obrzydlnica, która potrafi wytwarzać 5 tys. cuchów (jednostka odorowa) na sekundę, ale tylko, gdy ją ktoś fotografuje. :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Mam dobrą passę w tym roku przy wyborze książek. Znalazłam kolejną, która dołączy do grona ulubionych.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTYd0GVlcI/AAAAAAAAAVM/Nx45MPEtTb8/s1600/LemPlanetki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTYd0GVlcI/AAAAAAAAAVM/Nx45MPEtTb8/s400/LemPlanetki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549798647540323778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2043770868079404908?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2043770868079404908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/12/dzienniki-gwiazdowe-stanisaw-lem.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2043770868079404908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2043770868079404908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/12/dzienniki-gwiazdowe-stanisaw-lem.html' title='„Dzienniki gwiazdowe” Stanisław Lem'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TQTU04BjpGI/AAAAAAAAAUk/oxPLmvvD6M8/s72-c/image_func.php.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5336647988771860315</id><published>2010-11-28T22:33:00.012+01:00</published><updated>2010-12-01T19:32:30.403+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Miłość” Toni Morrison'/><title type='text'>„Miłość” Toni Morrison</title><content type='html'>Świat Książki, Warszawa 2005&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„...wojna służy samotnym, a jest istną uciechą dla stukniętych.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TPaUr9IABKI/AAAAAAAAAUc/2jqTEdZ3IaA/s1600/morrison.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TPaUr9IABKI/AAAAAAAAAUc/2jqTEdZ3IaA/s320/morrison.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545783474016748706" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Nienawiść, tak jak przyjaźń, wymaga czegoś więcej niż fizycznej obecności; wymaga inwencji i usilnych starań, inaczej zwiędnie.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przyznam, że gdyby nie nazwisko noblistki, w życiu bym po tę książkę nie sięgnęła. Tytuł, nie tylko dla mnie, wygląda raczej odpychająco, śmierdzi romansidłem lub pseudointelektualnymi wywodami na temat relacji damsko-męskich. Nic bardziej mylnego. Jak już sugerują powyższe cytaty w książce „Miłość” na próżno szukać tego uczucia. A może jednak? Po lekturze wiem, że pozory mogą być bardzo mylące.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Miłość” to powieść psychologiczno-obyczajowa, z mistrzowsko odmalowanymi portretami bohaterów. Autorka poświęca każdemu „5 minut”, byśmy mogli go poznać i sami ocenić. Początkowo nic nie podpowiada, tylko opowiada. Reszta należy do nas. Na pierwszym planie dwie staruszki – Heed i Christine – zamieszkujące duży, opustoszały dom. Obie zacietrzewione, zgorzkniałe i pałające do siebie niespotykaną nienawiścią. Zdolne wydrapać sobie oczy, złe baby, które doprowadziły do upadku „dobrego człowieka”. Kimże był ten gagatek, niewiniątko?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Początki powieści sięgają czasów przedwojennych. Wtedy to pan Cosey zaczął gromadzić pokaźny majątek. Jako właściciel świetnie prosperującego kurortu nadmorskiego był szanowany, choć przez niektórych znienawidzony. Czarnoskórzy rodacy z niechęcią patrzyli na jego rosnącą potęgę, chociaż niejednemu pomógł bardziej niż powinien. W książce jest też wiele wątków nawiązujących do historii wyzwolenia ludzi czarnej rasy z niewolnictwa w USA i ich dalszej walki o należyte miejsce w społeczeństwie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Pan Cosey był panem swojego losu. Podstarzałym panem swojego losu. Jego jedna decyzja zaważyła na całym życiu dwóch jedenastoletnich dziewczynek. Zmieniała je w piekiełko. A może one same do tego doprowadziły? Dotąd nierozłączne przyjaciółki wstąpiły na ponad półwieczną drogę wojny. Jedną poślubił, drugą, swoją wnuczkę, usunął ze swego życia. Obie musiały zbyt szybko dojrzeć. Odebrano im dzieciństwo, dom, niewinność. Stały się zazdrosne, zaborcze, chciwe, gotowe do zemsty i walki o swoje. Zalazły za skórę wszystkim, winiąc tylko siebie nawzajem. Po latach, schorowane i jedną nogą w grobie, gdy z kurortu została ruina, dalej toczyły batalię o testament po Cosey’u, który nawet długo po śmierci stał się przyczyną ich zguby.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Powieść „Miłość” to smakowity kąsek, któremu towarzyszy ciągła ciekawość. Autorka powoli rozkłada karty przeszłości, by dobrnąć do ostatecznego punktu w teraźniejszości. Rozpatrywanie motywacji obydwu bohaterek, ich bolączek, dobrych i złych stron, było zajmujące. Szkoda, że to tylko 230 stron.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5336647988771860315?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5336647988771860315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/11/miosc-toni-morrison.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5336647988771860315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5336647988771860315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/11/miosc-toni-morrison.html' title='„Miłość” Toni Morrison'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TPaUr9IABKI/AAAAAAAAAUc/2jqTEdZ3IaA/s72-c/morrison.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2772260163134890133</id><published>2010-11-13T17:07:00.026+01:00</published><updated>2010-11-25T23:39:42.293+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dawid Copperfield” Charles Dickens'/><title type='text'>„Dawid Copperfield” Charles Dickens</title><content type='html'>Książka i Wiedza, Warszawa 1989&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN7AfraudSI/AAAAAAAAARc/DUqbZM6jdYI/s1600/DawidCopp.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 30px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN7AfraudSI/AAAAAAAAARc/DUqbZM6jdYI/s200/DawidCopp.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539076242175587618" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN7A8ZrQjQI/AAAAAAAAARs/dpIIK3J0PVg/s1600/DawidCopp1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 30px 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN7A8ZrQjQI/AAAAAAAAARs/dpIIK3J0PVg/s200/DawidCopp1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539076735629298946" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
 &lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Charles Dickens uważał „Dawida Copperfielda” za swoje najukochańsze dziecko i w cele się mu nie dziwię. Dla mnie będzie to także jedna z najcudowniejszych i niezapomnianych książek. Ta dwutomowa podróż przez życie Dawida była jak wycieczka do dzieciństwa. Ciepła, wciągająca, odrywająca od rzeczywistości lektura. Czułam się bardzo związana z bohaterem, przeżywałam wszystko, co go spotykało. A jest tego sporo. Od wód płodowych po dorosłość dzieje się tyle, że nie sposób się nudzić. Ileż emocji: sieroctwo, odrzucenie, osamotnienie, bieda, żałoba, ale także zakochanie, spokój, sukcesy. To się śmiałam, to smuciłam, raz nawet beczałam, co chyba nigdy mi się nie zdarzyło nad książką. Moment, w którym mały, obdarty, jakże srogo doświadczony przez los chłopiec dociera do swojej jedynej krewniaczki i wypłakuje swą dolę, tak mnie ujął, że łkałam razem z nim. Aż mi głupio :/&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Dawid Copperfield” nie tylko wzrusza i rozśmiesza, ale także naucza, bo trzeba podkreślić, iż doceniony wielce za życia autor pisał na bieżąco dla swoich czytelników. Ta literacka tuba była idealnym sposobem na uwrażliwianie ówczesnego społeczeństwa (szczególnie oderwanej, nieświadomej elity)  na drażliwe problemy tamtych czasów. Nędza, choroby, ciężka praca, również dzieci, chytrzy, zawistni ludzie, hipokryzja, znieczulica... Autor nakreśla świetną charakterystykę społeczeństwa wiktoriańskiej Anglii. Zaś jego bohaterowie to szeroka paleta ludzi od rynsztoka po salony.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Mnogość postaci to jedna z największych zalet książki. Smaczku całości dodaje fakt, że wielu z nich to osoby z życia autora, podobni, z tymi samymi zaletami lub wadami. Sam Dawid jest uosobieniem Charlesa Dickensa, który w perypetiach swojego ulubionego bohatera zawarł najważniejsze wątki ze swego życiorysu. „Dawid Copperfield” jako autobiograficzny szkic był dla autora próbą zmierzenia się z przeszłością, a nawet próbą jej „naprawienia” czy też wymarzenia sobie alternatywnej historii dla siebie, np. rozgarniętej żony :)&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN64igOkvSI/AAAAAAAAARM/hjgy2ajLZVI/s1600/CopperfieldPiano.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 281px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN64igOkvSI/AAAAAAAAARM/hjgy2ajLZVI/s320/CopperfieldPiano.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539067494618414370" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chyba nie będzie niespodzianką, gdy przyznam, iż moją ulubioną postacią jest Agnieszka. Wspaniała kobieta, bliska Dawidowi jak siostra, oddana przyjaciółka, zawsze gotowa do pomocy i wsparcia. Ciepła, mądra, i choć z dobrego domu to nie roztrzepana jak inne arystokratyczne gąski, dla których najważniejsze były dobrze zawinięte papiloty, herbatka o 17, piesek do towarzystwa czy śpiewy przy harfie. Moja imienniczka od razu podbiła moje serce, gdy tak młodziutka i szczera rzuciła się w ramiona Dawida przy pierwszym spotkaniu. Ach, to dziecięce rozczulenie :) towarzyszyło mi do ostatniej strony, gdy z dotkniętego nieszczęściami dziecka wyrósł znany i podziwiany pisarz, z tak poukładanym i udanym życiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film, z trudem przeze mnie zdobyty, jest idealnym dopełnieniem książki. Oglądałam wersję z 1999 roku w reżyserii S. Curtisa, z młodym Danielem Radcliffem. Jestem bardzo zadowolona z ekranizacji. Czuć to, co na kartach książki najistotniejsze, a dobór aktorów kapitalny.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN64pxBmIpI/AAAAAAAAARU/WrR9juNpZLw/s1600/copper.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN64pxBmIpI/AAAAAAAAARU/WrR9juNpZLw/s200/copper.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539067619386466962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2772260163134890133?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2772260163134890133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/11/dawid-copperfield-charles-dickens.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2772260163134890133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2772260163134890133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/11/dawid-copperfield-charles-dickens.html' title='„Dawid Copperfield” Charles Dickens'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TN7AfraudSI/AAAAAAAAARc/DUqbZM6jdYI/s72-c/DawidCopp.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3021382782995093139</id><published>2010-10-30T01:35:00.008+02:00</published><updated>2010-10-30T01:49:24.489+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dżuma” Albert Camus'/><title type='text'>„Dżuma” Albert Camus</title><content type='html'>Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2002

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Przyzwyczajenie się do rozpaczy jest gorsze niż sama rozpacz.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TMta-_3Zj0I/AAAAAAAAARE/S7OguaBK-Ao/s1600/dzuma.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TMta-_3Zj0I/AAAAAAAAARE/S7OguaBK-Ao/s320/dzuma.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533616605496971074" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Dżuma” nie była moją lekturą szkolną, pamiętam, że ją jednak czytałam i bardzo mi się spodobała. Pozostało mi w głowie o niej mgliste wspomnienie, dlatego też postanowiłam sobie przypomnieć co nieco z klasyki. Starsza o kilkanaście lat zmieniłam, jak widzę, swój gust, gdyż tym razem nie zachwycałam się jak poprzednio. Już na samym wstępie rozdrażniła mnie narracja. Narrator opowiada wydarzenia w dotkniętym chorobą Oranie z punktu widzenia naocznego świadka. Jest kronikarzem, który jednocześnie utożsamia się z ofiarami dżumy, ujawnia swoje myśli i odczucia. Jest to w pewnym sensie plusem. Do momentu, gdy zwraca się do nas podobnymi słowy: „czytelnik powinien wiedzieć” lub „narrator pragnie przypomnieć”. Nie lubię takiej formy.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Więcej zastrzeżeń nie mam, bo „Dżuma” to naprawdę mądra książka. Choć jej motto wskazuje na metaforyczny charakter dżumy - jako istoty zła, z którym należy się zmierzyć, wreszcie wojny - to nawet dosłowne jej traktowanie wnosi refleksje nie mniej ważne od tych ukrytych.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Rzecz w tym, że nic nie jest mniej efektywne niż plaga; wielkie nieszczęścia, już dzięki swemu trwaniu, są monotonne.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Poznajemy losy ludzi uwięzionych w mieście, które było poczekalnią do życia lub śmierci. Ich ciała, zniewolone bezradnością wobec zarazy, stały się źródłem strachu i upodlenia. Desperackie próby ucieczki, brak nadziei, załamanie, rezygnacja, czekanie... a w tym wszystkim zagubiona miłość.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;


&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Dżuma odebrała wszystkim siłę miłości, a nawet przyjaźni, trzeba to powiedzieć. Miłość bowiem żąda odrobiny przyszłości, a myśmy mieli tylko chwile.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Najbardziej smutny i przerażający był dla mnie opis losu zmarłych, ich zimnych, sztywnych ciał. Najpierw krótkie pogrzeby bez ceremonii kościelnej. Później bez krewnych (nie było czasu na sentymenty), bez trumien (zabrakło). Kiedy powierzchnia cmentarzy kurczyła się brutalnie, chowano w ogromnych dołach osobno kobiety i mężczyzn, by ostatecznie wrzucać anonimowe trupy jak leci. Gdy zabrakło miejsca na cmentarzach, specjalne tramwaje pełne ciał i spontanicznie wrzucanych kwiatów przez przechodniów sunęły na drugi koniec miasta do krematoryjnych pieców. Różnicą między człowiekiem a psem był podpis członka rodziny w rejestrze. Niech chociaż to ma znaczenie.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„... martwy człowiek nie liczy się, chyba że widziano go martwym, sto milionów trupów rozsianych na przestrzeni historii to tylko dym w wyobraźni.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W ludziach więcej zasługuje na podziw niż na pogardę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„... wszyscy ludzie, którzy nie mogąc być świętymi i nie chcąc zgodzić się na zarazy, starają się jednak być lekarzami.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3021382782995093139?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3021382782995093139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/10/dzuma-albert-camus.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3021382782995093139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3021382782995093139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/10/dzuma-albert-camus.html' title='„Dżuma” Albert Camus'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TMta-_3Zj0I/AAAAAAAAARE/S7OguaBK-Ao/s72-c/dzuma.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4878247614352648198</id><published>2010-10-18T22:34:00.022+02:00</published><updated>2010-10-18T23:48:17.049+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Nim nadejdzie lato” Erich Maria Remarque'/><title type='text'>„Nim nadejdzie lato” Erich Maria Remarque</title><content type='html'>Czytelnik, Warszawa 1992

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„...odczuwam to, co dla ciebie jest hałasem, jako szloch i krzyk, i radosną wrzawę, a co dla ciebie jest codziennością – jako łaskę i prezent.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4Hwd9RuI/AAAAAAAAAQk/Yt1VAhunMuI/s1600/NimNadejdzieLato.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4Hwd9RuI/AAAAAAAAAQk/Yt1VAhunMuI/s320/NimNadejdzieLato.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529496885913274082" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdyby wszystkie książki, które trafiają w moje ręce, były takie jak ta, nie potrafiłabym chodzić twardo po ziemi. Dawno nie zatraciłam się tak mocno w książce, tak osobiście, wręcz nieprzyzwoicie subiektywnie. „Nim nadejdzie lato” na zawsze zostanie w mojej pamięci. Uwielbiam bohaterów, z którymi mogę się utożsamiać, którzy są mi bliscy pod tyloma względami, podobnie zatroskani, uwikłani, często pogmatwani. Są jak setki wersji mnie samej, jak przyjaciele, choć papierowi, to jednak tak namacalni, realni...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Nim nadejdzie lato” można by określić mianem romansu, ale ja tak nie skrzywdzę tej książki. Ewentualnie mogłabym stwierdzić, że to najbardziej subtelny romans, jaki poznałam. „Nim nadejdzie lato” bowiem nie jest o tandetnej miłości. Nie ma tu rycerza na białym koniu (aczkolwiek On jeździ super bryką) czy umizgów, podchodów w kierunku seksu, po czym Ona wbija się w bezę i sunie do ołtarza, by w końcu się rozmnożyć. A potem żyją długo i szczęśliwie. Ech, nie. To książka o dojrzałości, pokorze, umiłowaniu i docenianiu życia. Także o ryzyku i odwadze. A przede wszystkim o godnym przygotowaniu na śmierć.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;„Kto często uchodzi śmierci, równie często rodzi się na nowo i za każdym razem odczuwa głębszą wdzięczność, jeśli tylko pozbędzie się iluzji, że ma jakieś prawo do życia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jesteśmy skazani na śmierć. Ale nie tylko my. Inni też! Wszyscy! Wszyscy! Tyle, że my o tym wiemy, a inni nie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W życiu najbardziej warto dążyć do tego, by móc wybrać moment własnej śmierci, choćby po to, żeby nie mogła zatłuc człowieka jak szczura ani zgasić go czy udusić, kiedy nie jest gotowy.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ona - młoda, piękna, zbyt doświadczona przez życie. Czasu ma niewiele, by łapczywie pochłaniać to, co inni mają pod dostatkiem, a nie dostrzegają. On – kierowca rajdowy, ofiara wojny i obozu. Obydwoje żyją na krawędzi. W tym szalonym pędzie odnajdują siebie. Na krótko. Było mi bardzo smutno, gdy dotarłam do końca książki. Jeszcze nigdy tak nie pragnęłam, by się nie skończyła. :(
 
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4ZwM7vnI/AAAAAAAAAQs/flZn4dv6vOA/s1600/bobby_deerfield.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 252px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4ZwM7vnI/AAAAAAAAAQs/flZn4dv6vOA/s320/bobby_deerfield.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529497195079515762" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na podstawie książki w 1977 roku powstał film „Bobby Deerfield”, który wyreżyserował Sydney Pollack. Już sam tytuł sugeruje, że dominująca rola przypada Jemu. A może i dobrze, gdyż Al Pacino zagrał fenomenalnie. Dokładnie tak go sobie wyobrażałam. Marthe Keller jako chora Lillian mnie nie przekonała, ale film i tak się broni całą resztą. Piękne widoki, dobra muzyka i ryk silników na dokładkę dla miłośników czterech kółek.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4hxNUR0I/AAAAAAAAAQ0/EPDbs1MM6hM/s1600/Bobby1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 187px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4hxNUR0I/AAAAAAAAAQ0/EPDbs1MM6hM/s320/Bobby1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529497332788512578" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;„Zazdrość nie zaczyna się od jakiegoś człowieka i nie kończy na nim. Zaczyna się od powietrza, którym oddycha ukochany człowiek, i nie kończy się nigdy. Nawet w momencie śmierci tego drugiego.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Zanim człowiek wyczerpie wszystkie siły bezsensownie nienawidząc czegoś, powinien spróbować, czy nie da się z tym żyć.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kocham ją, jak kocha się dżunglę, a ona odpowiada jak ogródek warzywny.” :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kto nie oczekuje niczego, nigdy nie będzie rozczarowany.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4oOhlHdI/AAAAAAAAAQ8/U2BaVWOKylk/s1600/Bobby2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 187px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4oOhlHdI/AAAAAAAAAQ8/U2BaVWOKylk/s320/Bobby2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529497443737345490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4878247614352648198?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4878247614352648198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/10/nim-nadejdzie-lato-erich-maria-remarque.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4878247614352648198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4878247614352648198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/10/nim-nadejdzie-lato-erich-maria-remarque.html' title='„Nim nadejdzie lato” Erich Maria Remarque'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TLy4Hwd9RuI/AAAAAAAAAQk/Yt1VAhunMuI/s72-c/NimNadejdzieLato.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4954876383324515679</id><published>2010-09-19T20:16:00.011+02:00</published><updated>2011-09-09T14:17:26.379+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Prawiek i inne czasy” Olga Tokarczuk'/><title type='text'>„Prawiek i inne czasy” Olga Tokarczuk</title><content type='html'>Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJZqf9SSTTI/AAAAAAAAAQc/B94VUldOpKQ/s1600/prawiek.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJZqf9SSTTI/AAAAAAAAAQc/B94VUldOpKQ/s320/prawiek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518715490648870194" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„W niewiedzy, że się istnieje, jest wyzwolenie od czasu i śmierci.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160To moja trzecia książka Olgi Tokarczuk i jak dotąd podoba mi się najbardziej. Jest napisana przystępnym, choć pięknym i bogatym językiem, a samo czytanie sprawiło mi dużą przyjemność. Co nie oznacza, że poruszane tematy można uznać za lekkie czy błahe. Jest wręcz przeciwnie, jak zwykle zresztą u Tokarczuk. Nadal jest sporo miejsca na zadumę, ale mniej smutną, mniej przytłaczającą.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Już na pierwszej stronie dowiadujemy się, czym jest tytułowy Prawiek. Nie jest to pojęcie związane tylko z czasem, to przede wszystkim miejsce, przestrzeń wplątana, złączona z czasem nierozerwalną pępowiną. Prawiek to taka wieś jak tysiące innych, a jednak stanowi środek wszechświata, w którym swój żywot wiodą bohaterowie książki. Ponownie autorka daje się poznać od strony ogromnej wrażliwości historycznej. Czas Prawieku przedstawiony na przestrzeni kilkudziesięciu lat ukazuje losy ludzi po raz kolejny związane z bieżącą polityką, która dzieje się gdzieś w tle, choć warunkuje życie bohaterów. Mamy I i II wojnę światową oraz PRL. A wszystko to odmalowane fragmentarycznie, każdy ma swoje pięć minut, swój czas. A w tych czasach: narodziny i młodość, różne rodzaje miłości i seksualne pokusy, wolność i zniewolenie, strach i ucieczka... To, co sielskie i kojące jest zestawione z tym, co brutalne i obrzydliwe. Bajka może być tylko przez moment. Ale zagłębiamy się w nią poprzez typowe już dla Tokarczuk połączenie świata realnego z fantastycznym, dzięki temu w tym, co rzeczywiste, prawdziwe i oczywiste widzimy to, co niewidzialne, nienamacalne, ezoteryczne, jak czas Boga, anioła lub topielca.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Rzadko kiedy zdarzają się takie perełki. Olga Tokarczuk ma wyjątkowy dar  do ujmowania na kilkuset stronach minipigułki życia, czasu, przemijania i śmierci.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;„Młodość w swoim natężeniu, w swojej mocy męczy się sobą. Którejś nocy czy któregoś poranka człowiek przechodzi granicę, osiąga swój szczyt i robi pierwszy krok w dół, ku śmierci. Wtedy pojawia się pytanie: czy schodzić dumnie z twarzą zwróconą ku ciemności, czy odwrócić się ku temu, co było, trzymać pozór i udawać, że to nie żądna ciemność, ale tylko światło zgaszono w pokoju.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Wyobrażanie sobie jest w gruncie rzeczy stwarzaniem, jest mostem pojednania pomiędzy materią a duchem. Zwłaszcza gdy robi się to często i intensywnie. Wtedy obraz przekształca się w kroplę materii i włącza do przepływów życia. Czasem po drodze coś się w nim zniekształca i zmienia. Wszystkie ludzkie pragnienia zatem, jeżeli są wystarczająco silne, spełniają się. Nie zawsze jednak do końca tak, jak się tego oczekiwało.”&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4954876383324515679?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4954876383324515679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/prawiek-i-inne-czasy-olga-tokarczuk.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4954876383324515679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4954876383324515679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/prawiek-i-inne-czasy-olga-tokarczuk.html' title='„Prawiek i inne czasy” Olga Tokarczuk'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJZqf9SSTTI/AAAAAAAAAQc/B94VUldOpKQ/s72-c/prawiek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3352289756975962615</id><published>2010-09-18T00:14:00.023+02:00</published><updated>2010-10-25T20:22:44.676+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Umiłowana” Toni Morrison'/><title type='text'>„Umiłowana”</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPok4vvJ7I/AAAAAAAAAQE/AYjI4eW9GM0/s1600/Beloved2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPok4vvJ7I/AAAAAAAAAQE/AYjI4eW9GM0/s320/Beloved2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518009688864532402" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="2"&gt;&lt;a href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/umiowana-toni-morrison.html'&gt;&amp;#8222;Umiłowana&amp;#8221; Toni Morrison - link do książki&lt;/a&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film „Beloved” to prawie 3-godzinna ekranizacja powieści Noblistki. O jego istnieniu dowiedziałam się na blogu Anny Liwii (http://bredablik.blogspot.com), na którym możecie przeczytać bardzo dobrą recenzję „Umiłowanej”. Co do filmu, nie wiem do końca, jak zostałby odebrany przez osobę, która nie przeczytała książki. Mój ślubny nie bardzo ogarniał, o co chodzi, a to za sprawą tajemnicy, która - na szczęście - została przez twórców zachowana. Wydawca dał pod tym względem plamę, przez co, jak już wspominałam poniżej, atrakcyjność książki maleje.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPpPsunToI/AAAAAAAAAQM/KDwljXJLZe0/s1600/BelKurczak.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPpPsunToI/AAAAAAAAAQM/KDwljXJLZe0/s320/BelKurczak.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518010424372973186" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film zatem można oglądać ze znakiem zapytania, którego w książce zabrakło. A to ogromny plus. Kolejną zaletą jest wyśmienita gra aktorska. Aczkolwiek inaczej wyobrażałam sobie Sethe, Oprah Winfrey zaskoczyła mnie swoim talentem. Danny Glover też wczuł się w swą rolę. Zaś młoda i piękna Thandie Newton powaliła mnie na kolana. Niechęć, którą budziła u mnie Umiłowana w książce, w filmie zmalała znacznie. Być może dzięki urokowi aktorki, jej przenikliwym oczom, niewinności dziecka, które uczy się wszystkiego, co wcześniej został mu gwałtem odebrane.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Polecam film, choć szczególnie po lekturze, inaczej nie będzie miał tak pozytywnego wydźwięku.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPpXvKKVrI/AAAAAAAAAQU/e_YvjYCC0m4/s1600/BelSzubienica.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPpXvKKVrI/AAAAAAAAAQU/e_YvjYCC0m4/s320/BelSzubienica.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518010562464339634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3352289756975962615?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3352289756975962615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/film-beloved-to-prawie-3-godzinna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3352289756975962615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3352289756975962615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/film-beloved-to-prawie-3-godzinna.html' title='„Umiłowana”'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TJPok4vvJ7I/AAAAAAAAAQE/AYjI4eW9GM0/s72-c/Beloved2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7256876496869470484</id><published>2010-09-05T22:11:00.008+02:00</published><updated>2010-11-25T23:48:51.312+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Królowa Margot” Aleksander Dumas'/><title type='text'>„Królowa Margot” Aleksander Dumas</title><content type='html'>Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2009&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP6onocYnI/AAAAAAAAAPE/mv4amGy2pR0/s1600/KrowlowaMargot.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 309px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP6onocYnI/AAAAAAAAAPE/mv4amGy2pR0/s320/KrowlowaMargot.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513525944571945586" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„- Uważaj, na ręku masz krwawą plamę.&lt;br /&gt;
- Nic nie szkodzi, Najjaśniejszy Panie – odpowiedziała Małgorzata – byłe tylko na ustach był uśmiech.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Królowa Margot” to powieść historyczna nawiązująca do dziejów XVI-wiecznej Francji, ze szczególnym naciskiem na jedną z najkrwawszych nocy w historii Europy – Nocy Św. Bartłomieja. Wtedy to z rozkazu króla jednego z najbardziej cywilizowanych, jak na tamte czasy, państw europejskich rozpoczęła się trwająca kilka dni rzeź francuskich hugenotów. Pierwszym krokiem do pozbycia się niewygodnych protestantów z katolickiego państwa był ustawiony ślub Małgorzaty (siostry króla) z Henrykiem Nawarskim, przywódcą hugenotów. Rzekomy środek do pokoju był początkiem bardzo wstydliwych dla Francji wydarzeń.&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP7nZN-iWI/AAAAAAAAAPM/lvj5XYDIPlY/s1600/Kr%C3%B3lowaSzpada.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP7nZN-iWI/AAAAAAAAAPM/lvj5XYDIPlY/s320/Kr%C3%B3lowaSzpada.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513527023034599778" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Myślę, że trzeba choć trochę lubić historię, by odnaleźć się bez problemu w zawiłościach natury politycznej, których jest w książce niemało. Ale taki już jej urok. Grunt, że wszystko jest sprawnie czytelnikowi objaśnione. I trzeba uważać, by nie pogubić się w tych wszystkich intrygach dworskich, zdradach, truciznach i szpadach, których jedynym źródłem jest chorobliwy pociąg do korony, pełni władzy i pieniędzy.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Książka, choć dobrze napisana i wciągająca, wydawała mi się miejscami przesłodzona i niezgodna z wersją historyczną. Wiadomo jednak, iż nie o cała prawdę tu chodzi, lecz o patos i akcję  rodem z Trzech Muszkieterów.&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP7vchV4LI/AAAAAAAAAPU/eU4Mn1zZ4UM/s1600/margo.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 228px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP7vchV4LI/AAAAAAAAAPU/eU4Mn1zZ4UM/s320/margo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513527161360081074" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ekranizacja „Królowej Margot” jest o niebo lepsza. Zostałam oczarowana filmem kilkanaście lat temu  i - choć wyrosłam z uwielbienia do filmów kostiumowych, tych przepięknych sukien, o których marzyłam jako podlotek - nadal oglądam „Królową Margot” z niegasnącym podziwem. Oczywiście nie tylko kiecki zrobiły na mnie takie wrażenie. Aktorzy stworzyli niezapomniane, wybitne role. W połączeniu z muzyką, mieszanka jest mistrzostwem kinematografii. Jej idealne zgranie z akcją sprawia, że ciarki przechodzą po plecach.&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP72xtBCII/AAAAAAAAAPc/YPPVYTZtcKo/s1600/Kr%C3%B3lowaModlitwa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP72xtBCII/AAAAAAAAAPc/YPPVYTZtcKo/s320/Kr%C3%B3lowaModlitwa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513527287305275522" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Spoiwem łączącym politykę z życiem prywatnym jest tytułowa Margot, którą lubię, mimo opinii wyuzdanej, zmieniającej kochanków jak rękawiczki kobiety, ladacznicy. Budzi sympatię, i w filmie, i w książce, gdyż tak naprawdę jest postacią tragiczną, jak król Karol IX, któremu korona ciążyła całe krótkie życie. Samotna, niekochana, szukająca wartości i ciepła w przelotnych romansach i kazirodczych związkach z braćmi. Dumas oszczędził tych pikantnych szczegółów z jej biografii. A szkoda, bo oczekiwałam - że tak powiem - szczerości. Oczywiste jest jednak, iż nie takim pisarstwem Aleksander Dumas się zajmował.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gorąco polecam „Królową Margot” w wersji do czytania i oglądania. Naprawdę warto.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7256876496869470484?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7256876496869470484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/krolowa-margot-aleksander-dumas.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7256876496869470484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7256876496869470484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/09/krolowa-margot-aleksander-dumas.html' title='„Królowa Margot” Aleksander Dumas'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TIP6onocYnI/AAAAAAAAAPE/mv4amGy2pR0/s72-c/KrowlowaMargot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5446958534714747056</id><published>2010-08-24T00:30:00.007+02:00</published><updated>2010-11-25T23:50:32.343+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow'/><title type='text'>„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow</title><content type='html'>&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„- To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.&lt;br /&gt;
- Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.”&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/THL2y-_MKPI/AAAAAAAAAOs/gND7hYZqPOk/s1600/10446946.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/THL2y-_MKPI/AAAAAAAAAOs/gND7hYZqPOk/s320/10446946.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508736649989466354" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Zaczyna się tak niewinnie. Na Patriarszych Prudach dwóch poprawnych politycznie literatów kontempluje naturę religii, zgodnie z przyjętym ateistycznym nurtem. Do rozmowy grzecznie przyłącza się tajemniczy przybysz z zagranicy. A potem wszystko się zaczyna... Sypią się głowy, palą się budynki, kobiety biegają w majtasach, ludzie lądują w wariatkowie lub ślad po nich ginie... Ileż można by wymieniać? Mój podziw wobec „Mistrza i Małgorzaty” chyba nigdy nie zmaleje. Polubiłam tę powieść w liceum, gdy dopiero zaczynałam odkrywać w sobie miłość do książek. Mogłabym rzec, że od „Mistrza i Małgorzaty” właściwie się wszystko zaczęło :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie potrafię wyjść z podziwu wobec Bułhakowa, jego plastycznych opisów, niesamowitej wyobraźni, budowania napięcia i zaciekawienia. Ciągle coś się dzieje, nie sposób się nudzić. No i humor, dialogi, od których papa się sama jarzy; postaci tak urocze, że chciałoby się dołączyć do tej świty rozbójników i zwyrodnialców. :D A skoro już o świcie, macie ulubioną postać? Nie będzie niespodzianką, gdy przyznam, że moim idolem jest Behemot. Nie ma momentu, by mnie nie bawił. Wystarczy, że się pojawi, a wiadomo, że będzie beka. Bez niego diabelski plan Wolanda nie były tak wciągający.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/THL27zEqofI/AAAAAAAAAO0/PEnXtAsz44s/s1600/3180.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/THL27zEqofI/AAAAAAAAAO0/PEnXtAsz44s/s320/3180.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508736801410032114" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przybysze znikąd grają moskwiczanom na nosie. Swoimi szatańskimi sztuczkami ingerują w ich życie, mącą i zsyłają problemy. Tym samych  demaskują ich podatność na manipulację, tchórzostwo, biurokrację, donosicielstwo czy chytrość. Wszystkie te wady i słabostki tworzą dość smutny obraz Moskwy, w której zatriumfowała zgnilizna społeczna i zniewolenie. Miłość Mistrza i Małgorzaty na tym tle zdaje się być jedynym czystym uczuciem, nieskalana więzią ponad wszystko.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Z radością, a może też i nadzieją, myślę o Wolandzie, tym przemiłym Lucyferze o ludzkiej twarzy, uczciwym, sprawiedliwym, empatycznym. O wiele bardziej odpowiada mi tak optymistyczna wizja wcielenia zła. :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Mistrz i Małgorzata” - aczkolwiek może nie jest książką, którą bym wzięła na bezludną wyspę (chyba takowej jeszcze nie znalazłam), zawsze będzie miała szczególne miejsce na mojej półce, już zawsze będzie mi się kojarzyć z młodością, radością i nadzieją.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5446958534714747056?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5446958534714747056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/08/mistrz-i-magorzata-michai-buhakow.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5446958534714747056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5446958534714747056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/08/mistrz-i-magorzata-michai-buhakow.html' title='„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/THL2y-_MKPI/AAAAAAAAAOs/gND7hYZqPOk/s72-c/10446946.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5821325535022220864</id><published>2010-07-28T17:39:00.007+02:00</published><updated>2010-11-25T23:51:48.816+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Moralny nieład” Margaret Atwood'/><title type='text'>„Moralny nieład” Margaret Atwood</title><content type='html'>Wydawnictwo Znak, Kraków 2008

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TFBPbKn9H3I/AAAAAAAAAOk/8tjVNdE8zuU/s1600/Atwood_Moralny+nielad.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TFBPbKn9H3I/AAAAAAAAAOk/8tjVNdE8zuU/s320/Atwood_Moralny+nielad.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5498982473146376050" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czuję się oszukana. Po lekturze „Opowieści Podręcznej” - którą uważam za jedną z najlepszych książek, jakie czytałam - spodziewałam się czegoś więcej. Mamy nazwisko, zachęcający tytuł i przykuwającą uwagę okładkę. Zapowiada się naprawdę ciekawie, tymczasem w środku wieje nudą. Cała ta złudna otoczka to zwykły chwyt marketingowy. Gołe piersi – jak one się mają do treści? Moralny nieład? Phi! Niby gdzie? Jeżeli to ma być moralny nieład, to nie wiem, jak powinna się nazywać „Nana” czy „Nieznośna lekkość bytu”?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wiem, że jadę po książce jak po łysej kobyle. Może to przez zawód, gdyż nastawiłam się na kolejne arcydzieło. Czy warto czytać? Fani Margaret Atwood, dla których jest ona fascynująca jako zwykły człowiek, nie tylko pisarka, z pewnością znajdą w niej interesujące treści dotyczące prywatnych perypetii autorki. Nie wykluczam jednak, by czytelnicy nie znający twórczości  Margaret Atwood polubili tę książkę. Ja jednak jej nie polubiłam.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Bez względu na to, czy jest to autobiografia, czy portret pamięciowy, obraz życia Margaret Atwood kreśli mi się dość ponuro. Miałam przez cały czas wrażenie, że bohaterka jest potwornie nieszczęśliwa. Od pierwszego opowiadania do ostatniego wydaje mi się smutna i zimna. Nawet, gdy sili się na humor, to radość dotyczy bohaterów – zwierząt, nie jej samej. No dobrze, można by powiedzieć, że porusza poważne tematy i kwestie moralne (co do tej moralności, myślę, iż to spore nadużycie słowne). Poznajemy bohaterkę w roli córki, siostry, matki, macochy, kochanki. Każda z nich wiąże się z  pewnymi „obciążeniami”, ale dlaczego ja mam wrażenie, że całość to jedna wielka próba szukania akceptacji i zrozumienia wobec jej związku z żonatym (na papierze) facetem? Tłumaczy się z tych grzeszków, jakby całe życie trwała w poczuciu winy, z wyrzutami sumienia.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czytało mi się bardzo ciężko, mozolnie i niechętnie. Szkoda.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5821325535022220864?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5821325535022220864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/moralny-niead-margaret-atwood.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5821325535022220864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5821325535022220864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/moralny-niead-margaret-atwood.html' title='„Moralny nieład” Margaret Atwood'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TFBPbKn9H3I/AAAAAAAAAOk/8tjVNdE8zuU/s72-c/Atwood_Moralny+nielad.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1353742688934305066</id><published>2010-07-21T17:50:00.017+02:00</published><updated>2011-05-03T14:36:06.739+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera'/><title type='text'>„Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera</title><content type='html'>Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Zanim zostaniemy zapomniani, przemieni się nas w kicz. Kicz jest stacją tranzytową pomiędzy bytem a zapomnieniem.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYE9UobzI/AAAAAAAAAOM/FBHGJXbVpaU/s1600/Nieznosna-lekkosc-bytu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYE9UobzI/AAAAAAAAAOM/FBHGJXbVpaU/s200/Nieznosna-lekkosc-bytu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496388343688621874" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nareszcie doczytałam do końca. To było moje trzecie podejście. „Nieznośna lekkość bytu” to dla mnie jedna z książek, co do których nie wiem, czy je kochać, czy nie. Dobre myśli o książce zawsze mnie nachodziły i zachęcały do powrotu do niej, gdy w  telewizji powtarzano film, który jest dla mnie dziełem wybitnym. Może wszystko bym jakoś przetrawiła, ale to ciągłe przypominanie o zapachu kobiecego krocza we włosach Tomasza...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Tomasz i Teresa stworzyli oryginalny związek, ale wedle mnie chory. I właśnie zagłębianie się w trudne relacje miedzy nimi budziło mój odruch ucieczki. Męczyłam się chcicami i obrzydliwością zdrad Tomasza, jego skrzywioną definicją miłości, którą śmiało oddzielał od seksu. Dla niego miłość fizyczna jest jak zabawna nieważność, lekkość, którą czerpie z życia. Dla Teresy – której delikatność tłamsiła przez całe dzieciństwo beznadziejna matka – każda zdrada była zbrukaniem jej cielesności, tej jedynej i wyjątkowej. Tomasz by stwierdził, że jestem anachroniczna jak Teresa.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYRXyVtII/AAAAAAAAAOU/XeRVI1LjPbE/s1600/Niezno%C5%9Bna%C5%9Awinka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYRXyVtII/AAAAAAAAAOU/XeRVI1LjPbE/s320/Niezno%C5%9Bna%C5%9Awinka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496388556950975618" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Naprawdę starałam się ogarnąć motywy jego postępowania. Zauważyłam, że z biegiem lat łatwiej mi to przychodzi, ale z pewnością nigdy go nie polubię. Podobnie Sabiny, zawsze gotowej kochanki, dla której zdrada była niezbędnym elementem życia, nadającym mu smak i sens. Dobro było dla niej oznaką słabości. Ale to właśnie jej siła uczyniła z niej samotną, dryfującą po świcie osobę, która nigdzie i przy nikim nie może znaleźć własnego domu. Żal mi jej, a może powinnam napisać, że jest żałosna?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Myślę, że książka byłaby słaba i wiele straciłaby na wartości, gdyby nie umiejętne wpisanie prywatnego życia bohaterów w bieg historii. Bo tak naprawdę „Nieznośna lekkość bytu” to nie książka tylko o Teresie, Tomaszu i jego kochankach. To byłby czysty kicz, który też ma swoje pięć minut w książce. Obraz życia za „żelazną kurtyną” i siła oddziaływania systemu totalitarnego na życie szarych ludzi wnoszą bardzo wiele. Obserwujemy, jak obywatele muszą dostosować się do reżimu, by zachować własną godność i zasady.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYZaS9-_I/AAAAAAAAAOc/pbZqZGBYjg0/s1600/Niezno%C5%9BnaCzo%C5%82gi.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 179px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYZaS9-_I/AAAAAAAAAOc/pbZqZGBYjg0/s320/Niezno%C5%9BnaCzo%C5%82gi.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496388695063657458" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Plusem „Nieznośnej lekkości bytu” jest także żywa obecność narratora, który zwraca się do czytelników oraz nie ma oporów, by poruszać gówniane tematy. Dosłownie. Rozważania na temat kiszki Boga i obarczanie go winą za wydalanie bardzo mnie rozbawiły.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160No i mamy sporo filozofii. Już od pierwszego zdania:&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Idea wiecznego powrotu ma w sobie coś tajemniczego. Nietzsche wprowadził nią w zakłopotanie większość filozofów: pomyśleć, że wszystko, cośmy raz przeżyli, miałoby się kiedyś powtórzyć i to powtarzanie powtarzałoby się w nieskończoność! Cóż oznacza ten obłąkańczy mit?”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Historii:&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Jest przepastna różnica między Robespierre’em, który pojawił się tylko raz w historii, a Robespierre’em, który by wiecznie powracał, aby ścinać głowy Francuzów.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Psychologii, może trochę fizyki :)&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;„Jeśli każda sekunda naszego życia miałaby się powtarzać w nieskończoność, bylibyśmy przykuci do wieczności jak Chrystus do krzyża. (...) Jeśli wieczny powrót jest najcięższym brzemieniem, nasze życie na jego tle błyszczy wspaniałą lekkością. (...) Najcięższe brzemię jest jednocześnie obrazem najintensywniejszej pełni życia. Im cięższe brzemię, tym nasze życie jest bliższe ziemi, tym jest realniejsze i prawdziwe.”&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Oraz reszta mądrości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Zorza śmierci opromienia wszystko czarem nostalgii – również gilotynę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Miłość może się narodzić z jednej metafory.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jeśli macierzyństwo jest ucieleśnieniem Ofiary, los córki oznacza dług nie do spłacenia.”&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1353742688934305066?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1353742688934305066/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/nieznosna-lekkosc-bytu-milan-kundera.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1353742688934305066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1353742688934305066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/nieznosna-lekkosc-bytu-milan-kundera.html' title='„Nieznośna lekkość bytu” Milan Kundera'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TEcYE9UobzI/AAAAAAAAAOM/FBHGJXbVpaU/s72-c/Nieznosna-lekkosc-bytu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-111789863424857474</id><published>2010-07-11T23:22:00.017+02:00</published><updated>2011-08-29T20:23:49.428+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Nostalgia Anioła” Alice Sebold'/><title type='text'>„Nostalgia Anioła” Alice Sebold</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TDo2oG9kdoI/AAAAAAAAAN8/bAdbWtX-GpQ/s1600/nostalgia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TDo2oG9kdoI/AAAAAAAAAN8/bAdbWtX-GpQ/s200/nostalgia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5492762758223263362" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jestem zachwycona, poruszona i oczarowana. „Nostalgia Anioła” to pierwsza książka od dość dawna, która powaliła mnie swym urokiem. Z jednej strony chciałam jak najszybciej dobrnąć do końca, z drugiej – wcale nie miałam ochoty zbyt prędko się z nią żegnać. Nie mam pojęcia, co myślą o niej inni. Wiem jedynie, że po ekranizacji zrobił się wokół książki szum i było o niej głośno. Opinie zapewne były różne, bo jest i do czego się doczepić. Ale mam to w nosie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dla niewtajemniczonych napiszę, że „Nostalgia Anioła” opowiada o 14-letniej Susie, zgwałconej i zamordowanej przez sąsiada-pedofila, która, będąc nie do końca w niebie, patrzy na życie na ziemi i przemawia do nas jako narrator. Poznajemy nie tylko jej emocje, ale także przejmujące cierpienie rodziny po jej śmierci. Ból, żal, złość, bezradność, walka, poddanie. Wachlarz uczuć obecnych na kartach książki jest tak wielki, że cała moja recenzja mogłaby się składać ze słów je określających.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorka umiejętnie buduje napięcia, by po chwili dać odetchnąć i znów od początku. Nie mogłam przestać myśleć o Susie i tym, co ją spotkało. Zupełnie tak, jakby wszystko wydarzyło się naprawdę. A może się wydarzyło? Ileż takich Susie może spoglądać na nas z nieba?&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-n0WhVt351s8/TlvZDW4xUTI/AAAAAAAAAe8/4I-K738Y26Y/s1600/NostalgiaFilm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-n0WhVt351s8/TlvZDW4xUTI/AAAAAAAAAe8/4I-K738Y26Y/s400/NostalgiaFilm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646345209545576754" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Film zrobił na mnie równie mocne wrażenie. Młoda, delikatna i śliczna Saoirse Ronan grała i czytała swoją rolę świetnie. Mark Wahlberg w roli ojca Susie – podobnie. Niestety Rachel Weisz zupełnie po drodze znikła, ale może to i dobrze, bo osoby matki w książce nie mogłam zdzierżyć. Nie potrafię pojąć jej postawy, oddalenia, chłodu. Tego, jak skrzywdziła własne, żyjące przecież dzieci. Czysty egoizm i tchórzostwo. Susie stwierdza:&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Wiedziała teraz, że bycie matką to powołanie, coś, o czym marzyło mnóstwo młodych dziewczyn. Lecz ona nigdy nie maiła takich marzeń i w sposób najpotworniejszy z możliwych została ukarana za to, że nigdy mnie nie chciała.”&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie wszystkie kobiety powinny mieć dzieci. Dobrze, że ten wątek w filmie został zmieniony. Szkoda jedynie, że w scenariuszu pozostała tandetna scena „powrotu” Susie, która śmierdzi amerykańskim kiczem. Pocieszające jest jednak, iż nie było tego, całkowicie zbędnego w książce, seksu. Kompletnie niewiarygodne jest, by Susie wybrała – jak jakaś pusta gimnazjalistka – utratę dziewictwa zamiast spotkania z rodziną. Myślę, że to jedyna wada w całej książce, ale cóż - mogę tę wpadkę autorce wybaczyć i zostawić sobie same dobre wspomnienia o „Nostalgii Anioła”.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Na deser coś pięknego:&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;object width="400" height="321"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/YEeEnZe-51w&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/YEeEnZe-51w&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="321"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-111789863424857474?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/111789863424857474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/nostalgia-anioa-alice-sebold.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/111789863424857474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/111789863424857474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/07/nostalgia-anioa-alice-sebold.html' title='„Nostalgia Anioła” Alice Sebold'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TDo2oG9kdoI/AAAAAAAAAN8/bAdbWtX-GpQ/s72-c/nostalgia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5702315003506838458</id><published>2010-06-30T23:20:00.006+02:00</published><updated>2010-06-30T23:32:54.424+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„W dżungli miłości” Beata Pawlikowska'/><title type='text'>„W dżungli miłości” Beata Pawlikowska</title><content type='html'>Instytut Wydawniczy Latarnik, Michałów - Grabina 2008

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Każdy ma własną ścieżkę w życiu i musi ją samodzielnie odnaleźć. Nie decyduj się na coś tylko dlatego, że „wszyscy tak robią” albo dlatego, że to jest największe marzenie twojej najlepszej przyjaciółki, rodziców czy nauczyciela.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TCu1ucGAyfI/AAAAAAAAAN0/G8wVHLJkYXY/s1600/WDzungli.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TCu1ucGAyfI/AAAAAAAAAN0/G8wVHLJkYXY/s200/WDzungli.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488680380301101554" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dotąd myślałam, że żadnej książki Beaty Pawlikowskiej nigdy nie kupię ani nawet nie wypożyczę. Świadoma tego, iż „W dżungli...”  to typowe poradniki psychologiczne, omijałam je z daleka. Nie miałam jednak wyjścia, gdy dostałam w prezencie „W dżungli miłości”. Przeczytałam, nie żałuję i z pewnością sięgnę po następne książki autorki.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chociaż nie przepadam za tego typu twórczością, czytanie B. Pawlikowskiej sprawiło mi sporą przyjemność, choć miejscami nie było mi do śmiechu. Już na samym początku dowiedziałam się o sobie niemiłych rzeczy :/ Autorka serwuje listę cech charakterystycznych dla typowego życiowego leniwca. Konia z rzędem temu, kto by nic tam do siebie nie przypisał :) A taki leniwiec to nie lada zmora, egocentryk o mentalności dziecka, który twierdzi, że wszystko mu się należy. Jego przeciwieństwem jest chodzący ideał, niedościgniony wzór – wojownik, który śmiało i mądrze idzie prze życie, wie, co dobre, co złe i zawsze wybiera to pierwsze. Całe szczęście autorka tłumaczy, jak do tego ideału dążyć. A gra jest warta świeczki, albowiem - skoro do miłości zmierzamy - żaden związek nie ma szans powodzenia, gdy znajdzie się w nim choć jeden leniwiec. Tyle by było o miłości w całej książce. I całe szczęście, bo mądrowania o &lt;i&gt;ona-on&lt;/i&gt; bym nie przetrawiła.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Sednem książki jest zatem zestaw porad ułatwiających kształtowanie w sobie wojownika: Jak pokonać lenistwo i smutek? Jak pielęgnować silną wolę i poczucie własnej wartości? itp. Całość ujęta jest naprawdę zachęcająco. Pochłonęłam „W dżungli miłości” w mig, wielokrotnie wracając do niektórych rozdziałów. Aczkolwiek, miejscami twierdzenia autorki wydawały mi się - delikatnie mówiąc - naiwne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

P.S. Jeżeli lubisz popijać wieczorkiem piwko lub winko do kolacji, uważaj! Poczytasz o sobie trochę ciekawych rzeczy :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;


&lt;b&gt;„Bądź w miłości pokornym mnichem, wdzięcznym za to, co dostaje i nie prosi o więcej. Bądź pokornym mnichem, gotowym na to, że twoja przyszłość może umrzeć w każdej chwili – a ty chwycisz za tobołek i bez słowa skargi pójdziesz samotnie przed siebie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Rozpamiętywanie bolesnych wspomnień jest jak zatruwanie wody we własnej studni.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Pamiętaj, że negatywne emocje to zła energia, która nie tylko odbiera siłę, ale z czasem kumuluje się też w organizmie i atakuje narządy wewnętrzne, wywołując choroby.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Zło jest jak bumerang – szybko wraca do osoby, która je wysłała.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nie ma nic głupszego na świecie niż słuchanie własnej urażonej dumy, która podpowiada nonsensowne wnioski i zamienia drugiego człowieka we wroga.”&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5702315003506838458?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5702315003506838458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/w-dzungli-miosci-beata-pawlikowska.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5702315003506838458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5702315003506838458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/w-dzungli-miosci-beata-pawlikowska.html' title='„W dżungli miłości” Beata Pawlikowska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TCu1ucGAyfI/AAAAAAAAAN0/G8wVHLJkYXY/s72-c/WDzungli.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6084858346451755091</id><published>2010-06-20T23:45:00.009+02:00</published><updated>2010-06-21T00:03:55.963+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Joresz” Andrzej Korybut-Daszkiewicz'/><title type='text'>„Joresz” Andrzej Korybut-Daszkiewicz</title><content type='html'>Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2007

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Wszak jedynym kryterium oceny człowieka winno być, czy w ogóle na miano człowieka on zasługuje.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TB6MUR9D5GI/AAAAAAAAANs/Azs8Typ8zWg/s1600/joresz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TB6MUR9D5GI/AAAAAAAAANs/Azs8Typ8zWg/s200/joresz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5484975676228625506" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Joresz” to debiut powieściowy Andrzeja Korybuta-Daszkiewicza, dziennikarza o pokaźnym dorobku reporterskim. Tomisko ów śmiało mogę polecić osobom zainteresowanym losami narodu żydowskiego, który – szczególnie na naszej ojczystej ziemi – przeszedł przez piekło. Jest to także książka dla wszystkich, którzy mają w danej tematyce braki, którzy nie rozumieją w czym problem, nawet dla tych, którzy ideologicznie są na „nie”, a jednak odważą się popatrzeć oczyma drugiej strony.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Co to w ogóle jest &lt;i&gt;joresz?&lt;/i&gt; W języku hebrajskim oznacza spadkobiercę, dziedzica i kontynuatora. Rolę tę na kartach książki pełni Jerzy, główny bohater, którego losy wplatają się w najważniejsze momenty historii. Wojna, okres budowy Polski Ludowej i w końcu bolesne dla Żydów - a wstydliwe dla Polaków - momenty, jak pogrom kielecki czy rok 1968. Autor nie boi się poruszać politycznie delikatnych i drażliwych kwestii. I to właśnie mnie urzekło.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chociaż przez pierwsze sto stron było trochę nudnawo i słodko, jakby się czytało lekturę szkolną. Później autor rozkręca się i zaczyna właściwą opowieść od narodzin Jurka. Jego matka, Żydówka umiera w trakcie porodu, zostawiając zrozpaczonego i do szaleństwa w niej zakochanego ojca dziecka. Jednocześnie na szpitalnej sali żona przyjaciela pary rodzi martwe dziecko. Jak można się domyślać, to właśnie ona zaopiekuje się chłopcem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie była pospolitą materialistką, antysemitką, kolaborantką i szmalcownikczką, na której sama dokonałabym wyroku śmierci, gdyby dane mi było żyć w tamtych czasach w szeregach AK.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie wiem, co było bardziej uderzające: krew Żydów na jej rękach czy małego chłopca, dla którego była mamą. Wera wolała go nazywać bękartem, bachorem lub parszywym nasieniem. Zaś „pedagogiczne seanse” to chyba najsmutniejsze momenty w całej książce. Rózga (byle mokra), kabel, badyl od szczotki, lniana ścierka, pięści – do wyboru, do koloru – po twarzy, rękach, brzuchu, nogach... Katowany był za najmniejsze przewinienie, a najlepsze, że po takich sadystycznych akcjach całował ją po rękach w podzięce za karę. Dlaczego? Dziecko, które przeżyło Oświęcim (co też jest opisane) kocha swoją mamę. Innej nie ma.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wera była oczywiście przykładną katoliczką i - jak na katoliczkę w tamtym czasie przystało - słuchała uważnie księży niestroniących od antysemickich kazań. Takie same też wygłaszała Jurkowi.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Żyd kojarzony przez Werę z robactwem, pluskwami, śmierdzącym czarnym błotem i szczurami – stawał się dla chłopaka istota obrzydliwą, która trzeba nienawidzić i obchodzić z daleka, by nie zostać porwanym dla utoczenia krwi do paschalnej macy.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Byłam w wielkim szoku, gdy czytałam o takiej skali polskiego antysemityzmu, który nie był wtedy niepoprawny politycznie, ba! był wręcz niezbędny, a brak ostentacyjnej niechęci do Żydów był niebezpieczny. A to wszystko z Bogiem na ustach.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Nie godzi się przecie kłaść żydowskiego ciała między chrześcijany no i zgadnijta, co było dalej? Ten przygłupi zielarz wziął łopatę i koło brzeźniaka grobek usypał. Może i dobrze. Bo chociaż to była Żydówka, to w końcu też człowiek. Chociaż bardziej grzeszny od innych.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Za Żyda przecież grzechu nie ma. Nawet spowiadać się nie musi. Nasz ksiądz mówi nawet, że i Niemce grzechu nie mają, gdy kropną żydowskiego parcha – arbitralnie uspokoił wszystkich krzepki staruszek, który podczas procesji zawsze z lewej strony pod ramię trzyma proboszcza, niosącego pod baldachimem monstrancję.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Bo w końcu Żyd to też człowiek. No, może trochę gorszy od innych. Ale umiera podobnie. Z tą różnicą, że bez Boga.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chwila, w której Jurek dowiaduje się, że jest Żydem, była dla niego wstrząsem. Przyjął to jednak znaczenie spokojniej niż przypuszczałam. Proces dochodzenia do Prawdy i akceptacji przebiegał bez dramatyzmu, z szacunkiem dla Żydów, ciekawością wobec ich tradycji, a przede wszystkim wobec rodziny, której nigdy nie miał. Jeżeli miałabym się do czegoś doczepić, to byłby to przesadny, przejaskrawiony obraz brudów w Kościele Katolickim. Nie wątpię, że przedstawione sytuacje miały i mają miejsce, ale nawarstwienie w jednej książce - jako doświadczenia bohatera - budzi wątpliwości co do wiarygodności i śmierdzi tendencyjnością. Ksiądz upijający i macający ministrantów jeszcze ujdzie, ale zakonnica biegłością w seksie (wielokrotnym na raz) dorównująca prostytutce – wątpię, a może się nie znam?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Widzicie więc, że jest ciekawie i prowokująco. A ja tak lubię :)&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6084858346451755091?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6084858346451755091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/joresz-andrzej-korybut-daszkiewicz.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6084858346451755091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6084858346451755091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/joresz-andrzej-korybut-daszkiewicz.html' title='„Joresz” Andrzej Korybut-Daszkiewicz'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TB6MUR9D5GI/AAAAAAAAANs/Azs8Typ8zWg/s72-c/joresz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8183085521971255650</id><published>2010-06-07T23:11:00.016+02:00</published><updated>2010-06-17T23:24:49.132+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dziecko ciemności” Graham Masterton'/><title type='text'>„Dziecko ciemności” Graham Masterton</title><content type='html'>Wydawnictwo Prima,  Warszawa 1999&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;- Śnisz.&lt;br /&gt;
- I co z tego? Co złego w snach?&lt;br /&gt;
- Nic... kiedy śpisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TA1g8n7IXdI/AAAAAAAAANk/d51MWMkcJqw/s1600/dzieckociemno%C5%9Bci.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TA1g8n7IXdI/AAAAAAAAANk/d51MWMkcJqw/s200/dzieckociemno%C5%9Bci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5480142916205174226" /&gt;&lt;/a&gt;


&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160To mój pierwszy horror i raczej ostatni. Postanowiłam otworzyć klapki na oczach na trochę odmienną literaturę niż do tej pory i... pożałowałam. Wybór padł właśnie na „Dziecko ciemności”, gdyż akcja ma miejsce w Warszawie. Gdyby nie to, plus wątki z polskiej historii oraz dostrzeganie naszych narodowych wad i zalet (choć w sposób nieudolny i często przesadzony), książka byłaby dla mnie totalną miernotą, a może jednak jest?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Rzecz dzieje się w stolicy, w dość krótkim czasie, ale wydarzenia poprzedzające pasmo tajemniczych morderstw sięgają Średniowiecza. Policja odnajduje denaty bez głów lub poszatkowane ciała ofiar, które w żaden sposób nie można ze sobą powiązać. Różnią się płcią, zawodami, wykształceniem, statusem materialnym itd. Zagadkę na własną rękę próbują rozwiązać: młoda i piękna Sarah oraz podstarzały komisarz Rej (mamy też Matejkę i Konopnicką sic!). Oczywiście, bo inaczej być nie mogło, trzeba przebrnąć przez scenę soczystego seksu, którą można by z czystym sumieniem dołączyć do tandetnego pornosa.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Po co czytałam dalej? Ano już tak mam, że jak zacznę, to - choćbym skręcała się ze złości - dokończę czytać. Poza tym, w pewnym momencie zaciekawił mnie motyw historyczny nawiązujący do Powstania Warszawskiego. Okazuje się bowiem, iż ofiary odnajdywane w kanałach, w których – jak wiadomo – poruszali się AK-owcy, są potomkami tychże. Dość interesujący pomysł, miło że angielski pisarz odniósł się do naszych dziejów. Niestety wszystko to odchodzi na dalszy plan przy przytłaczających nieścisłościach i lukach. Wyszedł klops i to mocno niestrawny.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czytając, odniosłam wrażenie, że to scenariusz do kiepskiego amerykańskiego horroru. Czy macie tak, ze wiele razy zastanawialiście się dlaczego nie zapalają światła, gdy się boją, a gdzieś się szwendają? Dlaczego w ogóle robią te różne niedorzeczne rzeczy? Tutaj młody dziennikarz zapuszcza się w śmierdzący kanał, bo z odległej ulicy słyszy głos przypominający dziecko, ta! Nie ma pomysłu, broni ani instynktu samozachowawczego. No i traci głowę. Innym razem kobieta, zamiast dzwonić na policję, przepędza sprzed drzwi kamienicy dudniącego w nie złoczyńcę. Gdy ten jej robi ultra kuku przez otwór na listy, sąsiad udzielający pierwszej pomocy stwierdza, iż otworzy drzwi i wyjdzie na zewnątrz, by poczekać na karetkę! Kolejna głowa turla się. Później jest jeszcze gorzej, bohaterowie podejmują absurdalne kroki, pojawiają się w miejscach, w których nie powinno ich być, mówią durnoty, że aż krew zalewa, czasami chciałam wyrżnąć książką w ścianę :/&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dawno nie czytałam tak naciąganej akcji. Całość jest niewiarygodna i nieprawdziwa jak twierdzenie autora, że Żwirko i Wigura przelecieli kulę ziemską.  Choć świadomość, że Masterton poznał topografię Warszawy i pisał z mapą, jest urocza. Ale to za mało. Usilnie odradzam.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8183085521971255650?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8183085521971255650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/dziecko-ciemnosci-graham-masterton.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8183085521971255650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8183085521971255650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/06/dziecko-ciemnosci-graham-masterton.html' title='„Dziecko ciemności” Graham Masterton'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TA1g8n7IXdI/AAAAAAAAANk/d51MWMkcJqw/s72-c/dzieckociemno%C5%9Bci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8603867115792927792</id><published>2010-05-25T17:20:00.019+02:00</published><updated>2010-05-25T17:44:08.869+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Ostatnie historie” Olga Tokarczuk'/><title type='text'>„Ostatnie historie” Olga Tokarczuk</title><content type='html'>Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„W jaki sposób ludzie mogą sami siebie obserwować? Kto w nich patrzy i na kogo patrzy? Które jest naprawdę tym, co się nazywa „ja” – to, które patrzy, czy to które jest obserwowane?”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S_vtLtmJbnI/AAAAAAAAANc/JmQ0lt93f70/s1600/ostatniehist.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S_vtLtmJbnI/AAAAAAAAANc/JmQ0lt93f70/s200/ostatniehist.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5475230557472910962" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Ostatnie historie” to moja druga książka Olgi Tokarczuk i z pewnością nie ostatnia, aczkolwiek zanim zabiorę się za następną, odczekam swoje. Nie była to łatwa lektura, przyjemna też nie do końca. Wprowadziła mnie w dość ponury nastrój, czytałam przygnębiona, choć oczarowana językiem. Czy to dobrze? Chyba o to chodzi w czytaniu, by wzbudzało emocje, zwłaszcza gdy niewiele o nich czytamy na kartach książki.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Ostatnie historie” to swego rodzaju saga. Mamy babkę, córkę i wnuczkę. Każdej poświęcona jest jedna część książki i każda z tych części mogłaby należeć do innej powieści, stąd można by rzec, że to antysaga. Deficyt emocji w „Ostatnich historiach” doskwierał mi najmocniej. Trzy kobiety, trzy pokolenia, krew w krew – niby nierozerwalna więź. Tymczasem okazują się być sobie zupełnie obce, obojętne, beznamiętne. Babka nie kocha córki, ta być może swojej. Wydaje się, że jedynie ostatnia ma szansę skończyć to smutne koło niedostatku rodzicielskiej miłości, może symbolem tego jest w kolejnym pokoleniu chłopiec? Optymizmem jednak nie wieje.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Gdyby tak można odmłodzić człowieka, jak drzewo. Ściąć z niego złe wspomnienia, zeskrobać cały ból, wszelkie rozczarowania, jak martwą tkankę; poobcinać błędy, głupie decyzje, pomyłki, prześwietlić myśli. I żeby można to było robić po każdej zimie, żeby się w nowy rok wchodziło czystym i niewinnym. Wiadomo przecież – któraś z kolejnych zim nas zabije.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160W wyraźny sposób obserwujemy zachwianą ciągłość pokoleń i dołującą ułomność instytucji zwanej rodziną. Jedyne, co jest im namacalnie wspólne to przekazywana umiejętność odszukiwania i obserwowania gwiazd. Chociaż może także dziedziczna skłonność do porażek w związkach międzyludzkich, zwłaszcza z mężczyznami. Samotność, zawieszenie, niepewność, starość. Życie okazuje się być zupełnie inne niż chciały.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;i&gt;„Zawsze musiało pojawić się coś zaskakującego, nieprzewidywalnego. To w istocie były dwa życia. Jedno – wyobrażenie tego, co ma się zdążyć, jak ma być, wyobrażenie wcale nie fantastyczne, nie wyssane z palca, ale wynik długiej i ciężkiej nauki: studiowanie podręczników, słuchanie opowieści ludzi, oglądanie filmów i dzienników. Tak powinno być, tak dzieje się u innych ludzi, a ponieważ niczym nie różni się od innych, ta wersja powinna dotyczyć także i mnie, jest to wizja już zawczasu przeżyta i zinterpretowana, zrozumiana i włączona do archiwum tego, co nigdy się nie zdarzyło.”&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Chyba normą jest, że u Tokarczuk pojawia się wątek podróży i szukania własnego domu. Zaczyna się od babki, która wykorzeniona z własnej ojczyzny nie może zaznać pełni spokoju. Dalej, Ida i Maja podróżują zawodowo – ciałem i duchem – bo ich serca ciągle nie mogą znaleźć swojego miejsca na ziemi. Każda za czymś tęskni i czegoś szuka. Ich domem jest droga.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„A podróż nie jest linią, która łączy dwa punkty w przestrzeni – to inny wymiar, to stan.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdybym miała wybrać najlepszą część książki, zdecydowanie postawiłabym na drugą, która przedstawia całe bogactwo życia babki, Paraskewii, choć jest postacią, która najbardziej mnie odpychała, nigdy bym jej nie polubiła. Jest to mądra starowinka, która wiele w życiu przeszła (kolejny powtarzający się motyw prześladowań; historyczna wrażliwość Tokarczuk to ogromny plus jej prozy), przeraża jednak brakiem uczuć, wyrachowaniem, oziębłością i niezrozumiałą obojętnością wobec śmierci bliskiej osoby. „Bawię się cały czas.” – przyznaje nad zmarłym mężem. Ale czy każdy musi myśleć i odczuwać śmierć tak jak my?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160A skoro już o śmierci, która ma być wątkiem przewodnim książki – jestem pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się moralizowania, tymczasem śmierć, z którą się spotykają bohaterki, ma zupełnie inny wymiar. Można do niej podejść nawet z przymrużeniem oka.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Wszyscy umrzemy i powinniśmy się na to przygotować, powinniśmy powołać stowarzyszenia wspierające umieranie i ufundować szkoły, aby się tego nauczyć, żeby chociaż ten ostatni raz w życiu nie popełnić już błędu. Należałoby to ćwiczyć na lekcjach wuefu, jak umierać, jak osuwać się łagodnie w ciemność, jak tracić przytomność i jak schludnie wyglądać w trumnie.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Osobom fascynującym się podróżami z pewnością spodoba się ostatnia cześć, która rozgrywa się w egzotycznej scenerii. Można się zatracić, marząc o ciepłym piasku i lazurowej wodzie. Jednak pod względem pomysłu jest to dla mnie najsłabsza część.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Ostatnie historie” to ciężka lektura, zmuszająca do myślenia i często zmierzenia się z własnymi słabościami i demonami. Warto po nią sięgnąć dla samych mądrości, o:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Myśl o własnej śmierci jest dobra, cierpko słodka jak młody agrest, jak pierwsze jabłka.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nic nie może się zacząć ani skończyć naprawdę, dopóki kropki nad dniem nie postawi sen.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kto nie widzi szczegółów, nic nie wie. A kto nic nie wie, mimowolnie robi się okrutny.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nie powinno się wierzyć zdjęciom – sugerują, że czas pozbawia ludzi siebie samych, że tnie nasze życie na małe kawałki i maceruje tym samym nasze dusze. Że w ten sposób tracimy siebie część po części. A przecież – tak myślę – dojść do końca jest zebraniem wszystkiego w garść, ujęciem w jedną małą kolekcję chwil życia. Nie żadną stratą, a wręcz przeciwnie – odnalezieniem tego, co wydawało się pogubione.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8603867115792927792?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8603867115792927792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/ostatnie-historie-olga-tokarczuk.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8603867115792927792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8603867115792927792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/ostatnie-historie-olga-tokarczuk.html' title='„Ostatnie historie” Olga Tokarczuk'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S_vtLtmJbnI/AAAAAAAAANc/JmQ0lt93f70/s72-c/ostatniehist.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4205238383906178597</id><published>2010-05-13T23:10:00.016+02:00</published><updated>2010-05-13T23:37:05.150+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„To co ukryte” Laura Lippman'/><title type='text'>„To co ukryte” Laura Lippman</title><content type='html'>Wydawnictwo Amber, Warszawa 2008

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Zapomnieć i przebaczyć – to jedyna droga uwolnienia się od bólu, chociaż większość ludzi zmieniła kolejność i wóz przebaczenia umieszczali przed koniem zapomnienia, który powinien go ciągnąć. Ale jeśli się postanowi, że się czegoś nie zapomni, że będzie się pamiętało całą grozę jakiegoś czynu, wtedy trzeba by być świętym, aby przebaczyć.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-xq0EzWu-I/AAAAAAAAANU/d2PxDZGw5c4/s1600/349057_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-xq0EzWu-I/AAAAAAAAANU/d2PxDZGw5c4/s200/349057_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5470865090223193058" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jako podlotek, namiętnie rozczytany w Jeżycjadzie, nie raz sięgałam po kryminały. Z biegiem lat moje upodobania poszły w innym kierunku, ale mam wobec podobnych powieści duży sentyment. Wybrałam „To, co ukryte” nie ze względu na autorkę (docenianą szczególnie za oceanem) i nagrody dla niej, ale przez okładkę, która mnie zaintrygowała. Choć słyszałam opinie, że jest okropna :)&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron, mimo że nie ma zawrotnej akcji. Cała przyjemność polega na zagłębianiu się w tajemnicę, wokół której krążą wszystkie wydarzenia, i która jest zaczątkiem wiszącej w powietrzu kolejnej zbrodni.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Początek jest niewinny. Dwie jedenastoletnie dziewczynki znajdują się w złym miejscu, o złej porze. Pojawia się w ich głowach zła myśl. Odnajdują na swojej drodze wózek z niemowlakiem i postanawiają się nim zaopiekować, skoro rodzice go „opuścili”. W swoich dziecinnych, niepojętych i potwornych czynach gubią całkowicie poczucie rozsądku, co prowadzi do tragedii. Po siedmiu latach spędzonych w domach poprawczych wychodzą na wolność, by zacząć życie, które przekreśliły, zanim się w ogóle na dobre zaczęło. I jak można się domyślać, nie jest to prosta sprawa, mimo anonimowości. Na domiar złego znikają kolejne dziewczynki, a matka zamordowanej Olivii robi wszystko, by znienawidzone dziewczyny płaciły za swoje błędy do końca życia.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Co stało się przed siedmiu laty? Dlaczego? Kto odpowiada za kolejne zaginięcia? Główkowanie nad kolejnymi pytaniami było całkiem przyjemne. Zwłaszcza, że przedstawienie sytuacji z punktu widzenia winnych dziewczyn sprawia, iż czytelnik utożsamia się z nimi, próbuje zrozumieć i może wybaczyć? O dziwo, budzą miejscami więcej współczucia i sympatii niż matka Olivii, która – jako panienka z dobrego domu – okazuje się być snobką i rasistką (czarnoskórą). A może podejrzaną? Zresztą wydaje się, że wszyscy mają coś na sumieniu.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorka bogato opisuje myśli bohaterów, ich motywy i interesy. Przez to ów kryminał ma bardzo wiele z powieści psychologicznej. Każdy coś ukrywa, każdy ma pogmatwany życiorys lub popaprany charakter. W wielowarstwowych wątkach pojawiają się także tematy: społecznej obłudy, uprzedzeń i stereotypów oraz rozwarstwienia społecznego.&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;"Każdy w Baltimore kogoś nienawidził. Biali nienawidzili czarnych. Czarni nienawidzili białych. Ludzie z miasta nie lubili tych z przedmieść. Biedni nienawidzili bogatych. To było miasto, gdzie różnice ścierały się ze sobą, tworząc gryzący pył, równie niebezpieczny jak farba z ołowiem czy azbest. Ale tylko Ronnie i Alice - za młode, aby kogokolwiek nienawidzić - obarczano odpowiedzialnością za te obywatelskie grzechy".&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Przyznam, że zakończenie i rozwiązanie zagadki nie powaliło mnie na kolana, ale jednak zaskoczyło. Moje detektywistyczne umiejętności tym razem zawiodły, a to chyba dobrze świadczy o kryminale.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4205238383906178597?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4205238383906178597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/to-co-ukryte-laura-lippman.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4205238383906178597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4205238383906178597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/to-co-ukryte-laura-lippman.html' title='„To co ukryte” Laura Lippman'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-xq0EzWu-I/AAAAAAAAANU/d2PxDZGw5c4/s72-c/349057_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4176479062066180042</id><published>2010-05-04T22:17:00.005+02:00</published><updated>2010-05-04T22:36:55.784+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Zbudź się szkoda dnia” Anna Quindlen'/><title type='text'>„Zbudź się szkoda dnia” Anna Quindlen</title><content type='html'>Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2007&lt;br /&gt;
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-CBGYNhcxI/AAAAAAAAANM/4m-40oFZkdU/s1600/Zbudz_sie_szkoda_dnia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-CBGYNhcxI/AAAAAAAAANM/4m-40oFZkdU/s200/Zbudz_sie_szkoda_dnia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467511894206149394" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Osoby, które posiadają telewizor, może się orientują, że w środowe wieczory w Programie I puszczane są od lat filmy z serii „Okruchy życia”. Na zestaw ów dla garkotłuków składają się filmy o równie nieinteresująco brzmiących tytułach: „Mój mąż ma kochankę”, „Dopadło mnie jo-jo”, „Niewdzięczne dziecko”, „Menopauza... i co dalej?”. Wszystkie są do siebie podobne, dosłownie na jedno kopyto, flaki z olejem. „Zbudź się, szkoda dnia”, czyli - jak już się domyślacie - książka, którą wszyscy powinni omijać szerokim łukiem, to idealna podstawa pod scenariusz do „Okruchów życia”. Teraz powinno paść pytanie: To po kiego grzyba to czytałaś? Więc opowiadam: Jak odmówić teściowej, która zachwycona po lekturze wciska taki gniot? Pytanie retoryczne?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Anna Quindlen, jak informuje okładka, jest bestsellerową pisarka amerykańską. Jest nawet laureatką nagrody Pulitzera, tyle tylko, że za cykl felietonów. Dowiedzieć się też można, iż „Zbudź się, szkoda dnia” to uchwycone okiem reporterki społeczne niuanse i zwyczaje Manhattanu. I jest to jedyne zdanie zgodne z prawdą. Albowiem: nie zasmakowałam „dobrej literatury na światowym poziomie”, nie ma „wyrazistej akcji” (no może ostatnie 50 stron z ponad 330), nie ma „pierwszorzędnej prozy”, „humoru gwarantowanego” (dobre sobie!), nie jest  to żadne „wybitne pisarskie osiągnięcie”.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Książka opowiada o perypetiach dwóch sióstr po 40-ce. Pierwsza - sławna i bogata prezenterka telewizyjna, druga - w jej cieniu, skromna działaczka społeczna o wielkim sercu. Pierwszej wali się życie, gdy gościa na wizji nazywa „skur.....”, druga ją wspiera. Pierwszą zostawia mąż, druga zaciąża w wieku 43 lat (eh!). Czemu towarzyszy narzekanie na pęd ku karierze, brutalny świat mediów i pieniędzy. Takie tam nudy na pudy w połączeniu z tandetnym moralizowaniem. Wszystko naciągane, przewidywalne aż do bólu i te ciągnące się w nieskończoność, nić niewnoszące dygresje, opowiastki z przeszłości :/&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dawno się tak nie męczyłam nad książką.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4176479062066180042?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4176479062066180042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/zbudz-sie-szkoda-dnia-anna-quindlen.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4176479062066180042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4176479062066180042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/05/zbudz-sie-szkoda-dnia-anna-quindlen.html' title='„Zbudź się szkoda dnia” Anna Quindlen'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S-CBGYNhcxI/AAAAAAAAANM/4m-40oFZkdU/s72-c/Zbudz_sie_szkoda_dnia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5753545549521209502</id><published>2010-04-22T22:49:00.013+02:00</published><updated>2011-04-30T13:59:05.709+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg'/><title type='text'>„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg</title><content type='html'>Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2008

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Serce może pęknąć, ale i tak bije dalej.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9C_WQg3XvI/AAAAAAAAAM0/UNUjAqEF4zA/s1600/smazone+zielone+pomidory1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9C_WQg3XvI/AAAAAAAAAM0/UNUjAqEF4zA/s200/smazone+zielone+pomidory1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463076737111252722" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czytając „Smażone zielone pomidory” zastanawiałam się, czy będę w stanie coś o tej książce dodać od siebie po tym, jak znaczna większość na fali zachwytu powiedziała już chyba wszystko. Nadal wydaje mi się, że mogę jedynie przestrzec osoby, które już widziały film przed nadmiernym podekscytowaniem związanym z lekturą. Czuję pewien zawód. Nie dotyczy on jednak książki jako takiej.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czy nie macie tak, że gdy przeczytacie książkę, a potem obejrzycie film, to jest on rozczarowaniem, natomiast w odwrotnej sytuacji to książka wydaje się być zawodem? U mnie zadziałała ta prawidłowość. Film widziałam jakiś rok temu, teraz przeczytałam książkę i wydaje mi się, że to w pewnym stopniu upośledziło moją wyobraźnię. Nie potrafiłam się wybić ponad to, co obejrzałam. Moja swobodna kreacja została ograniczona. Nie wiem dokładnie skąd takie wrażenie. Może dlatego, że film był po prostu świetny, w idealny sposób oddał charakter powieści, szczególnie jej ciepły klimat. Może oczekiwałam od książki, że będzie lepsza od filmu, a gdy poczułam, iż wartość obydwu jest porównywalna, odczułam zawód? Mniejsza o to. Książka jest naprawdę dobra i nie sposób się przy niej nudzić. Poprzez niebanalną narrację poznajemy losy wielu bohaterów na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Ich różnorodność i sposób przedstawiania to ogromny atut „Smażonych zielonych pomidorów”. Przygody, radości, smutki – wszystkie te wzruszające momenty łączą się z jednym, jakże wyjątkowym miejscem - Kawiarnią Whistle Stop, której niepowtarzalna atmosfera wciąga, aż można stracić poczucie czasu.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Biedni ludzie są dobrzy – poza tymi, którzy są źli... Bo ci zostaną źli, nawet gdyby stali się bogaci.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9C_nscGVII/AAAAAAAAAM8/fG2s6bWP7XE/s1600/sma%C5%BConezielonepomidory.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9C_nscGVII/AAAAAAAAAM8/fG2s6bWP7XE/s200/sma%C5%BConezielonepomidory.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463077036665230466" /&gt;&lt;/a&gt;

 &lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Wśród bogatych losów bohaterów zabrakło mi jednak wątków z życiorysu wspominającej Ninny. Zapomniała o sobie, tak jakby  jej życie nie było równie interesujące i inspirujące. A przecież była cudowną i dzielną kobietą, którą każdy z nas chciałby jako przyjaciółkę. Przyciąga nas równie mocno jak słuchającą jej opowieści Evelyn. Tej ostatniej możemy pozazdrościć takiej przyjaźni, która - mimo krótkiego trwania - zmieniła jej życie na dobre. Evelyn odnajduje własną wartość, bierze sprawy w swoje ręce, by odetchnąć pełną piersią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Najprzyjemniejszy w książce jest humor. :) Błahość i cukierkowość jest jednak pozorna. Nie brakuje poważnych tematów, mamy na przykład wątek kryminalny czy rasistowski.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Boją się jak cholera siedzieć koło czarnucha i jeść przy nim, a zjadają jajka, które wychodzą kurze prosto z tyłka.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Ale najbardziej zaintrygował mnie wątek miłosny, czyli owiany tajemnicą związek dwóch kobiet, który poznajemy od strony przyjaźni, oddania i zaufania. Ile takich historii można by napisać? Liczba nie do ogarnięcia. Ile buntowniczych chłopczyc, jak Idgie, chodzi po ziemi, delikatnych i zarazem silnych Ruth, szukających swego „ja” Evelyn? Blisko nas są ich tysiące, mijamy je na ulicy, siadają obok nas w autobusie, rozmawiamy z nimi w szkole, pracy, na ulicy...&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
 
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9DAAOxye4I/AAAAAAAAANE/gxYr71KzwK4/s1600/FotoFilm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 450px; height: 245px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9DAAOxye4I/AAAAAAAAANE/gxYr71KzwK4/s200/FotoFilm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5463077458199870338" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Poruszył mnie także motyw przemijania. Chwilami mnie aż zatykało, podobnie jak zatyka, gdy coś w życiu odchodzi bezpowrotnie. Dzieciństwo, młodość, studia... Każdy etap -  bez względu na to jak przyjemny - jest wyjątkowy i nieodwracalny. Do nieuchronnego upływu czasu trzeba jednak podejść z godnością. Jesteśmy wobec tego bezradni. „Smażone zielone pomidory” uzmysłowiły mi to, o czym często zapominamy: by doceniać każdego dnia chwile, które są nam dane, ludzi, którzy są blisko nas, miejsca, w których możemy być.&lt;br /&gt;
 Ale póki jesteśmy: „Tak długo jak pamiętamy o ludziach, oni żyją.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5753545549521209502?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5753545549521209502/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/04/smazone-zielone-pomidory-fannie-flagg.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5753545549521209502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5753545549521209502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/04/smazone-zielone-pomidory-fannie-flagg.html' title='„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S9C_WQg3XvI/AAAAAAAAAM0/UNUjAqEF4zA/s72-c/smazone+zielone+pomidory1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8477485997410641414</id><published>2010-04-08T22:57:00.010+02:00</published><updated>2010-04-08T23:42:01.252+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Gdy kobieta ma kilku mężów. Rzecz o poliandrii” Daniel Jabłoński Helena Kurtz Lech Ostasz'/><title type='text'>„Gdy kobieta ma kilku mężów. Rzecz o poliandrii” Daniel Jabłoński Helena Kurtz Lech Ostasz</title><content type='html'>Wydawnictwo Adiafora, Olsztyn 2005&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S75DxK9ollI/AAAAAAAAAMs/kKkLP08E-sI/s1600/poliandria.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 120px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S75DxK9ollI/AAAAAAAAAMs/kKkLP08E-sI/s200/poliandria.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5457874310455137874" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdy zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że muszę mieć tę książkę :) Nie wiem, czy na naszej ojczystej ziemi powstały podobne pozycje, ale śmiem twierdzić, że nie, gdyż pierwszy raz spotykam się z tym tematem ujętym całościowo w jednej książce. Autorzy są pracownikami akademickimi, zaś autorka jest podróżniczką i pisarką. Podkreślić mogę na zachętę, że mimo naukowego charakteru tej pracy, jest napisana bardzo przystępnie, nie nuży szczegółami i nadmiarem informacji, które by zniechęcały do czytania.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Czym jest poliandria? Nazwa pochodzi od XIX-wiecznych badaczy europejskich, jest złożeniem dwóch starogreckich słów: pylos – wiele i aner – mężczyzna. Zatem poliandria jest małżeństwem, w którym jedna kobieta ma kilku mężów jednocześnie, przy czym żaden z jej mężów nie ma innej żony.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Aż podziw bierze, że tego typu zachowania społeczne się utrzymały, że agresywny świat zachodniej kultury i religijne misje nie zniszczyły tak oryginalnego modelu rodziny. Nie bez znaczenia jest tu położenie geograficzne, które sprzyjało przez wieki izolacji i zabezpieczało przed zewnętrznymi wpływami. Himalaje, górzysty Cejlon, tereny arktyczne, wyspy Pacyfiku, plemiona indiańskie – autorzy doliczyli się ponad 30 społeczności praktykujących poliandrię.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Ciekawostki:&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Poliandria zdaje się być dobrym rozwiązaniem, gdy jeden mąż nie jest w stanie utrzymać sam żony i dzieci. W małżeństwie poliandrycznym istnieje podział pracy. Każdy mąż ma swoje zajęcie, które składa się na domowy budżet. Wszyscy zatem odpowiadają za dobrobyt rodziny wspólnie. No, może prawie. Cytat brytyjskiej dziennikarki: ”Pewna spotkana przeze mnie Tybetanka, prowadziła zajazd i miała za mężów czterech braci. Jeden z nich był kucharzem, drugi zajmował się sprzątaniem, trzeci obsługiwał bar, a czwarty sprawiał wrażenie, jakby nie zajmował się niczym konkretnym. Dzieci nazywały najstarszego z mężów matki ojcem, pozostałych zaś wujami, nie zaprzątając sobie głowy, który jest ojcem biologicznym. To było modelowe i zarazem harmonijne życie rodzinne.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Obok korzyści ekonomicznych są i inne:&lt;br /&gt;
„Kilku mężów to nie tylko kilku partnerów seksualnych, to życie z mężczyznami w różnym wieku, o różnej osobowości, różnym stylu bycia, odmiennych talentach, zainteresowaniach. Wielość mężów nie jest więc czymś, co może pociągać tylko ze względu na liczbę.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Często wspólną żonę mają bracia, jednak w pewnych kulturach (np. Eskimosi) jest to zabronione, mężowie mogą być co najwyżej przyjaciółmi.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Seks. Na przykładzie Cejlonu - kobieta rządzi, to ona wybiera, z kim spędzi noc, a może nie tylko z jednym. Każdy mąż ma swój pokój, gdy jednak żona zbliży któregoś do siebie, pomieszkuje u niej. Najstarszy mąż ma najwyższą pozycję. Do czasu. Gdy jego sprawność fizyczna maleje, w pokoju żony triumfuje sprawniejszy kochanek. Zdarza się, że jeden mąż zmuszony jest oglądać żonę w objęciach innego. Zazdrość w naszym pojmowaniu jest im obca. Żona musi stanąć na wysokości zadania, by nikt nie czuł się pokrzywdzony.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- A czy może z dwoma lub trzema na raz? Owszem, to możliwe, np. u Ladakhijczyków, północnoamerykańskich Indian lub mieszkańców południowych Indii, choć za mało na ten temat danych.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Dzieci. Dla przykładu u Nyinbuw z Nepalu dociekanie, kto jest ojcem dziecka jest przyjemną czynnością rodzinną, dyskutowaną przy wspólnym stole. Zazwyczaj, gdy dziecko pojawi się na świecie i podrośnie, ojcostwo ustala się na podstawie fizycznego podobieństwa. W jednym z plemion na południu Indii takie dociekania są zbędne i niechciane. Dla małżonków najważniejsze jest dziecko, które wspólnie jest wychowywane i utrzymywane.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- „Wśród ludów praktykujących poliandrię dopuszczalność aborcji jest oczywistością, nikt jej nie kwestionuje. Dostępnymi środkami antykoncepcyjnymi są tylko zioła i magia. Pigułka antykoncepcyjna nie była tam znana do końca XX wieku, a i dziś jest trudno osiągalna w większości miejsc.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160- Warto podkreślić, że poliandria może mieć kilka opcji. &lt;br /&gt;
Kobieta może mieszkać tylko z jednym mężem, z resztą spotyka się jedynie – takie legalne randki. Mężowie mogą być spokrewnieni lub nie, mogą zamieszkać w domostwie żony lub przygarnąć ją do siebie. Istnieje wariant poliandrii symetrycznej, gdzie mężowie zajmują wobec żony równą pozycję lub poliandria asymetryczna, kiedy nie mają równych praw. Mamy poliandrię aranżowaną przez rodziców lub zainicjowaną przez wolny wybór kobiety i mężczyzny.&lt;br /&gt;
Uff! Sporo tego jest. Więcej nie zdradzę. Polecam tę książkę, jest naprawdę ciekawa.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8477485997410641414?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8477485997410641414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/04/gdy-kobieta-ma-kilku-mezow-rzecz-o.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8477485997410641414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8477485997410641414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/04/gdy-kobieta-ma-kilku-mezow-rzecz-o.html' title='„Gdy kobieta ma kilku mężów. Rzecz o poliandrii” Daniel Jabłoński Helena Kurtz Lech Ostasz'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S75DxK9ollI/AAAAAAAAAMs/kKkLP08E-sI/s72-c/poliandria.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8700884427975266886</id><published>2010-03-25T23:29:00.029+01:00</published><updated>2010-03-26T00:05:52.629+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dom dzienny dom nocny” Olga Tokarczuk'/><title type='text'>„Dom dzienny, dom nocny” Olga Tokarczuk</title><content type='html'>Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Ja jestem strumieniem, tą rzeką w Nowej Rudzie, która raz po raz zmienia kolory, i jedyne, co mogę o sobie powiedzieć, to że przydarzam się sobie, przepływam przez miejsce w przestrzeni i czasie, jestem sumą właściwości tego miejsca i czasu, niczym więcej. Jedyna korzyść, jaka z tego wynika, jest taka, że światy widziane z różnych punktów są różnymi światami. Więc mogę żyć w tylu światach, ile z nich jestem w stanie zobaczyć.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S6vlatgMGrI/AAAAAAAAAMk/YAKGeGKOUU0/s1600/domdzienny.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 123px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S6vlatgMGrI/AAAAAAAAAMk/YAKGeGKOUU0/s200/domdzienny.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452704020916083378" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;W jednej recenzji przeczytałam, że autor nie potrafi określić, o czym jest ta książka. Podzielam to odczucie, tę swoistą „bezradność”, gdy ciężko coś zdefiniować. Bo o czym jest „Dom dzienny, dom nocny”? Chyba po prostu o życiu, tym pogodnym i powolnym oraz tym trudnym i bolesnym. Mamy tu rzeczy duże i małe. Jak okrutna i wyniszczająca jednostki wojna. Jak cynowy talerz na stole odbijający „przeszłe i przyszłe księżycowe pełnie”. Cudownym uczuciem jest odnajdywanie piękna w najdrobniejszych szczegółach, delektowanie się życiem, bez względu na to, jakie ono jest. U Tokarczuk wszystko ma swoją wartość i wzbogaca świat w niebanalny sposób. Nic nie może się zmarnować, nawet muchomory, które przyrządzone jako tort wedle książkowego przepisu rozbudziły wyobraźnię moich kubeczków smakowych. Mniam, uwielbiam grzyby :)&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;„Grzyby są hipnotyzerami; dostały tę właściwość zamiast pazurów, szybkich nóg, zębów i rozumu.”&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Olga Tokarczuk posługuje się pięknym, metaforycznym językiem. Czyta się szybko, ale to nie znaczy, że łatwo. Gdyż „Dom dzienny, dom nocny” to dzieło zmuszające do refleksji, będące jednocześnie skarbnicą mądrości. Zwłaszcza, gdy realne splata się z nierzeczywistym, pytania świdrują naszą wyobraźnię. Któż rozmyślał o tym, jakiej skali ciemności panują w naszym wnętrzu, w naszym osobistym domu - ciele?&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Każdy z nas ma dwa domy – jeden konkretny, umiejscowiony w czasie i w przestrzeni; drugi – nieskończony, bez adresu, bez szans na uwiecznienie w architektonicznych planach... w obu żyjemy jednocześnie.”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

Magiczność książki buduje zestawienie świata jaźni i snu. Przy czym ten drugi jest równie istotny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Na całej ziemi, gdziekolwiek ludzie śpią, wybuchają w ich głowach, małe, pogmatwane światy, które jak dzikie mięso przerastają rzeczywistość. Może i są tacy spece, którzy wiedzą, co znaczy każdy z nich osobno, ale nikt nie wie, co one wszystkie znaczą razem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nasz świat jest zaludniony śpiącymi, którzy pomarli i śnią, że żyją. To dlatego jest na świecie coraz więcej ludzi, zaludniają go bowiem śpiący zmarli, przybywa ich, a ludzi prawdziwych, tych którzy żyją po raz pierwszy wciąż jest niewielu. W całym owym pomieszaniu nikt z nas nie wie i wiedzieć nie może, czy jest tym który tylko śni życie, czy żyje naprawdę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Całość tworzy wrażenie niejednolitej struktury. Mamy niejednego narratora, wiele historii i jeszcze więcej bohaterów, dodatkowo różnej narodowości, co jest ważne, gdyż miasto Nowa Ruda zdaje się być minipaństewkiem na granicy państw. Żyje swoim życiem i jest punktem wspólnym dla wszystkich historii, które zazębiają się, tworzą układankę, mimo że są odległe od siebie o nawet kilkaset lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;„Miasto – okruch. Miasto śląskie, pruskie, czeskie, austro - węgierskie, polskie. Miasto - peryferie.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Czytając, odniosłam wrażenie, że całość książki jest zbiorem opowiadań, a raczej fragmentów różnych powieści, które nigdy nie zostały napisane. Możemy je tylko stworzyć we własnej głowie. A warto, bo każdy bohater Tokarczuk zasługuje na swoją osobną powieść. Chociażby taka Marta, stara, mądra kobieta, czyli „mądrala”, skoro nie ma żeńskiej formy „mędrca”, jak można się dowiedzieć w książce :) Rozmyślanie o tym, co spotkało ją w życiu i ukształtowało, to ciekawe wyzwanie. A są i inni. Marek Marek – alkoholik zniewolony przez obce, wewnętrzne ptaszysko. Pragnąca miłości Krysia Popłoch. Święta Kummernis i jej kronikarz Paschalis – obydwoje równie mocno uwięzieni we własnych ciałach i rolach społecznych, których nie chcieli spełniać. Jasnowidz, według którego świat się skończył. Ergo Sum z kanibalskim wątkiem w tle czy Taki-a-Taki i wiele innych.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Książka jest urzekająca, wciągająca i pełna ciepła, mimo cierpienia, które czai się gdzieś z tyłu. Przepięknych fragmentów jest mnóstwo, wybrałam tylko te dla mnie szczególne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Gdyby śmierć była tylko zła, ludzie całkiem przestaliby umierać.” (Marta)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Najważniejszym ludzkim zadaniem jest ratowanie czegoś, co się rozpada, a nie tworzenie rzeczy nowych.” (Marta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jeżeli ktoś zaczyna zdanie od słowa zawsze, to znaczy, że stracił kontakt ze światem, i że mówi o sobie.” (Marta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Umierającym nie chce się mówić, są zbyt zajęci. O czym mieliby opowiadać, co przekazywać pokoleniom. Banalne bzdury, komunały. Kim trzeba być, żeby w ostatniej chwili wysilać się na przesłania dla ludzkości. Żadna mądrość na koniec nie jest tyle warta, co milczenia tam, po drugiej stronie, na początku.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Z jakichś względów ludzie nie potrafią wyobrażać sobie końców, nie tylko  końców rzeczy wielkich, ale nawet najmniejszych. Może samo wyobrażenie sobie czegokolwiek wyczerpuje jakoś rzeczywistość; może ona nie chce być wyobrażana w głowach ludzi, może chce być wolna, jak zbuntowany nastolatek, i właśnie dlatego zawsze jest inaczej, niż można to było sobie wyobrazić.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje.”&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8700884427975266886?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8700884427975266886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/dom-dzienny-dom-nocny-olga-tokarczuk.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8700884427975266886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8700884427975266886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/dom-dzienny-dom-nocny-olga-tokarczuk.html' title='„Dom dzienny, dom nocny” Olga Tokarczuk'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S6vlatgMGrI/AAAAAAAAAMk/YAKGeGKOUU0/s72-c/domdzienny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7867322167428741018</id><published>2010-03-15T20:01:00.008+01:00</published><updated>2010-03-17T13:23:56.826+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Bohaterka pustyni” Donya Al-Nahi'/><title type='text'>„Bohaterka pustyni” Donya Al-Nahi</title><content type='html'>Wydawnictwo MUZA S.A., Warszawa 2004&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S56E3oazFFI/AAAAAAAAAMU/HAZaXtjT5Ik/s1600-h/bohaterkapustyni.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 121px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S56E3oazFFI/AAAAAAAAAMU/HAZaXtjT5Ik/s200/bohaterkapustyni.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448938690442368082" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Gdyby ptak kochał rybę, gdzie mogliby zamieszkać?&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Bohaterka pustyni” to powieść oparta na autentycznych wydarzeniach. Donya Al-Nahi - Angielka i muzułmanka z wyboru - relacjonuje swoje ryzykowne akcje odbicia dzieci uprowadzonych przez muzułmańskich ojców do ich rodzinnych krajów. Każdy z nas zna tego typu historie, przewijają się przez media, także w literaturze są obecne od dawna. Dla mnie spotkanie z tą książką było o tyle ważne, że mam w bliskim otoczeniu przekonwertowaną na islam Polkę, która wyszła za mąż za Araba, mieszka z nim i ich dzieckiem w Londynie. Lektura tej pozycji uświadomiła mi, choć podobna trauma mi nie grozi, że takie kobiety chyba nigdy nie mogą czuć się w pełni pewnie, stabilnie i bezpiecznie. Niebezpieczeństwo dotyczy nie tylko małżeństw międzywyznaniowych, może zaistnieć przy nawet wieloletnich próbach wkomponowania się w kulturę Zachodu.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorka, szczęśliwa mężatka i matka czwórki dzieci, z dobroci serca zaangażowała się w swoją działalność. Razem ze zdesperowanymi matkami podejmuje heroiczne czyny, żeby odzyskać ich pociechy. Nie zawsze kończą się sukcesem. Libia, Irak, Turcja, Jordania - to kraje, które nie sprzyjają tego typu przedsięwzięciom. Kobiety wykazują się niebywałą odwagą i determinacją, by walczyć z wadliwym systemem, religijnymi zwyczajami i prawem, które niejednokrotnie łamały. Donya Al-Nahi, jako w pełni świadoma muzułmanka, rozumie podstawy postępowania ojców, którzy chcą wychować dzieci wśród „swoich”, z dala od zdemoralizowanego, ich zdaniem, środowiska. Nie zmienia to jednak wymiaru ich okrucieństwa, gdy weźmie się pod uwagę ogrom cierpienia matek, które mogą już nigdy nie zobaczyć własnych dzieci.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Autorka opowiada swoje przygody krótko i zwięźle, prostym językiem bez zbędnych ozdobników, które nie są istotą tej książki. Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się trochę później. W „Bohaterce pustyni” autorka pisze: &lt;i&gt;Zastanawiałam się, czy mój mąż, byłby zdolny do wykradzenia mi dzieci oraz nad tym, jakie środki przedsięwziąć, by nigdy tego nie mógł zrobić.&lt;/i&gt; Jej mąż, Irakijczyk, przez cały czas wspierał autorkę w działaniach. Tworzyli udany związek oparty na zaufaniu oraz pełną - wydawałoby się zdrową - rodzinę. Do czasu.

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S56G6GsZOUI/AAAAAAAAAMc/VkZKh5Ebjyc/s1600-h/donya.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S56G6GsZOUI/AAAAAAAAAMc/VkZKh5Ebjyc/s200/donya.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448940931952228674" /&gt;&lt;/a&gt;

Kilka lat później  w swojej kolejnej książce Donya Al-Nahi napisała: &lt;i&gt;Jeżeli uprowadzenie dzieci mogło dotknąć mnie - osobę zajmującą się dziesiątkami tego typu spraw, która doskonale wiedziała, na jakie sygnały należy zwracać uwagę, z pewnością może to spotkać każdą matkę w mieszanym małżeństwie.&lt;/i&gt; „Oddaj mi dzieci” to historia dramatycznej walki Donyi Al-Nahi, pierwsza, w której to ona jest ofiarą.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7867322167428741018?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7867322167428741018/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/bohaterka-pustyni-donya-al-nahi.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7867322167428741018'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7867322167428741018'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/bohaterka-pustyni-donya-al-nahi.html' title='„Bohaterka pustyni” Donya Al-Nahi'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S56E3oazFFI/AAAAAAAAAMU/HAZaXtjT5Ik/s72-c/bohaterkapustyni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3190760970626805035</id><published>2010-03-07T18:22:00.021+01:00</published><updated>2012-02-02T12:48:16.928+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Mechaniczna pomarańcza”  Anthony Burgess'/><title type='text'>„Mechaniczna pomarańcza”  Anthony Burgess</title><content type='html'>Wydawnictwo vis-s-vis/Etiuda, Kraków 2004

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S5PiufleibI/AAAAAAAAAL8/0esvCD54398/s1600-h/Mechanicznapomarancza.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S5PiufleibI/AAAAAAAAAL8/0esvCD54398/s200/Mechanicznapomarancza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445945662801611186" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Człowiek niezdolny wybierać to już nie człowiek.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jeszcze nigdy mi się to nie przytrafiło. Przeczytałam książkę, po czym z rozbiegu i na fali zachwytu zabrałam się za nią od początku. „Mechaniczna pomarańcza” to dzieło rewelacyjne, a Anthony Burgess to geniusz, ale dość nietypowy. Bo "Mechaniczną pomarańczę" można pokochać lub znienawidzić. Przy „Umiłowanej” napisałam, że powinna być obowiązkową lekturą szkolną, teraz śmiem stwierdzić, że „Mechaniczna pomarańcza” powinna być dozwolona od lat 18. Nie dziwię się, że przez wiele lat była w Polsce poddana cenzurze, a i film pod tym względem swoje przeszedł.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na początku jej nienawidziłam. TŻ mi świadkiem jak wściekła zamykałam książkę, gotowa walnąć nią o ścianę. Pierwsze strony to droga przez mękę. Później wszystko się zmienia mimowolnie, nieświadomie i właśnie na tym, moim zdaniem, polega geniusz autora.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Zacznijmy jednak od najważniejszego. Bohaterem książki jest 15-letni Alex, który ma na swoim koncie wielokrotne łamanie prawa, poprawczaki i kuratora na karku. Jest to osobnik zepsuty do szpiku kości, okrutny, rozbestwiony, gardzący rodzicami, kobietami, wszystkimi. Jego zajęcie to wieczorne z drużkami ekskursje na miasto, pobicia, kradzieże i gwałty. Upaja się tym równie ekstatycznie jak muzyką ulubionego Ludwiga van Beethovena. Ten zdegenerowany meloman, bez empatii i wyrzutów sumienia, jest jedynie przykładem wielu mu podobnych, którzy grasują w mieście (Londyn, Nowy Jork, równie dobrze mogłaby to być Warszawa). Policja jest bezradna, a ludzie zastraszeni. Ultra kuku i horror szoł to codzienność.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Poczynania Alexa kończą się na resocjalizacji w wersji hardcore. Zostaje poddany procedurze, dzięki której staje się wolny od chęci czynienia zła. Najciekawsze jest jednak to, że pranie mózgu, które mu zgotowano, niesie za sobą etycznie wątpliwe konsekwencje. Pozbawiony wolności wyboru staje się „mechaniczną pomarańczą”. „Nakręcona pomarańcza” (bo taką wersję preferuje tłumacz) – słodycz, barwa, smak – może zostać zmechanizowana, zmanipulowana, stać się bezmyślnym automatem. Dodać można, że intencją autora było słowo „orang” w tytule (nie orange), czyli malajski „człowiek”.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYS9gDpDXI/AAAAAAAAAVo/bzd6FisciH8/s1600/Horror1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 250px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYS9gDpDXI/AAAAAAAAAVo/bzd6FisciH8/s400/Horror1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559151637821984114" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Na czym polega fenomen „Mechanicznej pomarańczy”? Przede wszystkim na lingwistycznej futurologii, którą zastosował Anthony Burgess. Na potrzebę książki stworzył on osobny język. Dołączył do języka angielskiego mnóstwo zapożyczeń rosyjskich, trochę niemieckich, dostosował do młodzieżowego żargonu, z czego wyszedł mix pełen neologizmów, kolokwializmów, barbaryzmów – istny przestępczy szwargot. Horror szoł. Tak jak wspomniałam, jest on nie do zniesienia w I części książki (a są trzy), ale jest to wynik celowej techniki autora, który w ten sposób chce odwrócić uwagę czytelnika od okropności bohaterów. A. Burgess buduje mur między „nami” a „nimi”. Narastająca niechęć powoli ustępuje wraz z końcem przemocy. To niesamowite jak początkowy rozdraz (irytacja, gniew) prowadzi do zafascynowania. Znienawidzony Alex, nazywający nas „braciszkami”, zaczyna przyciągać jak magnes do swojej opowieści. Jesteśmy wessani do jego obrzydliwego światka. Jego język staje się naszym, zaczynamy rozumieć, co do nas bredzi swym plugawym slangiem, a co najgorsze ślina na język nam przynosi jego słowa. Horror szoł. Czytając, czułam się jakbym była w świecie po części Masłowskiej, po części Gombrowicza. Warto podkreślić na zachętę, że poza brutalnymi scenami jest dużo humoru. Przy scenie, gdy Alex jest okładany „zgrzybiałymi grabkami próchniaków”, śmiałam się do łez.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYTF74Kp4I/AAAAAAAAAVw/R-Ck0S3xkPI/s1600/Horror2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 238px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/TSYTF74Kp4I/AAAAAAAAAVw/R-Ck0S3xkPI/s400/Horror2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559151782729000834" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Bookman Old Style','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Co do filmu, tłumacz nie zostawia na nim suchej nitki. Według Roberta Stillera jest krótki i zwulgaryzowany, a pozbawienie go ostatniego rozdziału spłyca całą wymowę książki. Z tym ostatnim się nie zgodzę,  gdyż ostatni rozdział wycięłabym nawet z samej książki. Bądź co bądź, film nakręcony przez Stanleya Kubrick jest kultowy i klimatyczny. Inaczej sobie pewne rzeczy wyobrażałam, ale cóż, każdy tworzy w głowie obrazy z książki na swój prywatny i niepowtarzalny sposób. Jedno jest pewne, nie warto oglądać filmu bez przeczytania książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

P.S. Jeżeli ktoś uczył się kiedyś rosyjskiego, niech przeczyta wersję R – rosyjską. Jeżeli nie, może się sporo namęczyć. Wtedy do wyboru jest wersja A – angielska z angielskimi zapożyczeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Próbka języka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
„Drewniak wziął się coś gulgotać, ułch yłch ołch, więc Georgie puścił to jego rozdziawione japsko i tylko razik mu przysunął tą swoją piąchą w pierścionkach, to ten stary chryk normalnie stęknął i od razu krew, coś pięknego, braciszkowie moi, po prostu horror szoł!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jakiś drewniak w psiej obroży napisał, że jako sługa Boży i po głębokim przemyśleniu on uważa, że To Szatan Hula Po Tym Padole Łez i tak jakby się chytro zakrada w te młodziutkie niewinne ciała, i że to świat dorosłych jest temu winien przez te swoje wojny i bomby i absurdalność. No i git galant. Chyba on wie, co gada, skoro z niego ten zawodowy kapłon i bogusław? Czyli że do nas młodych i niewinnych malczyków nie można mieć o nic pretensji.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Facio łyknął na mnie tak jakby podejrzliwie i nie za oczeń mu coś ponrawiwszy się, ale milczał, bo już wiedział że morda i ani gu gu, a maciocha dała się w tak ustawszy jakby śmieszek, co to synu jedyny owocu mego żywota i te pe.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Byłem ja raz w Kaplicy Blokowej, bo niedziela rano i kapłon więzienny truł Słowo Boże. Moja robota była przygrywać na stereo, puszczać te zafajdane muzyki świętojebliwe przed i po i w trakcie również, jak piali hymniszcza.”

„Ja dla każdego jestem przyjacielem z wyjątkiem wrogów.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3190760970626805035?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3190760970626805035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/mechaniczna-pomarancza-anthony-burgess.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3190760970626805035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3190760970626805035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/03/mechaniczna-pomarancza-anthony-burgess.html' title='„Mechaniczna pomarańcza”  Anthony Burgess'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S5PiufleibI/AAAAAAAAAL8/0esvCD54398/s72-c/Mechanicznapomarancza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5089575120692762236</id><published>2010-02-26T23:59:00.013+01:00</published><updated>2010-02-27T00:16:18.259+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Tajemnice biblijnych kobiet. Ponadczasowe opowieści o miłości pożądaniu i tęsknocie” Naomi Harris Rosenblatt'/><title type='text'>„Tajemnice biblijnych kobiet. Ponadczasowe opowieści o miłości, pożądaniu i tęsknocie” Naomi Harris Rosenblatt</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S4hTPf-NTkI/AAAAAAAAALM/ru34Vyl9hSs/s1600-h/Tajemnice_biblijnych_kobiet.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S4hTPf-NTkI/AAAAAAAAALM/ru34Vyl9hSs/s200/Tajemnice_biblijnych_kobiet.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442691675422805570" /&gt;&lt;/a&gt;
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2006&lt;br /&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Jako ignorantka w kwestii znajomości Biblii sięgnęłam po tę książkę, gdyż pewnych historii nie wypada po prostu nie znać. Zwłaszcza interesując się wszystkim (no może prawie), co dotyczy kobiet. Przyznam się, że Biblia jest mi prawie obca, miałam ją w ręce parę razy w życiu, do tego dawno, dawno temu. Nie przywiązywałam nigdy wagi do tej, dla niektórych, jednej z najważniejszych ksiąg ludzkości. Dlatego też nie jestem w stanie skonfrontować, jak sposób przedstawiania biblijnych kobiet przez N. H. Rosenblatt ma się do Biblii. Na ile to wszystko jest wiarygodne i nadające się do polecenia.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160N. H. Rosenblatt jest psychoterapeutką oraz znawczynią Biblii, którą się fascynuje od wczesnych lat młodości. Dla niej jest to źródło, z którego czerpie podstawy swojej wiary, ale także skarbnica ludzkiej mądrości o ponadczasowym wymiarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„W Biblii odkryłam szczerość w przedstawieniu ludzkości i jej heroizmu, którego nieodłącznym towarzyszem jest słabość i niedoskonałość. Pokazując życie takim, jakim jest, ze wszystkimi jego sprzecznościami i zawiłościami, Biblia wiedzie mnie ścieżką współczucia, empatii i zrozumienia dla innych.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Biblia w znacznej mierze pozbawiona jest komentarza, nie prezentuje myśli ani uczuć. Tym zajmuje się autorka. Jej interpretacje są rezultatem wielu lat obcowania z bohaterami Biblii, których traktuje jak starszych krewnych, ludzi z krwi i kości, których dole i niedole nie różniły się wiele od współcześnie nam żyjących. Najważniejsze jest jednak, że autorka analizuje historie hebrajskich kobiet z punktu widzenia terapeutki, kobiety, żony i nauczycielki. I to właśnie sposób, w jaki N. H. Rosenblatt przedstawia dzieje biblijnych kobiet, jest interesujący. Jest to opowieść ze szczegółami, połączona z wnikaniem w psychikę, motywacje, odczucia i problemy. Czytając, czułam się tak, jakby to były bohaterki wymyślone przez autorkę, a nie postaci z innego dzieła. N. H. Rosenblatt zaczyna od „pierwszej buntowniczki“, później jest równie ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
 
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160„Ewa jest ścieżką. Biblijnymi kobietami, które odziedziczyły cechy jej charakteru i które opisano w kronikach, są: Sara, Rebeka, Rachela, Lea, Tamar, Noemi, Rut, Abigail, Batszeba, Estera. Odważne i mądre, nie boją się podjąć ryzyka, aby zdobyć miłość swojego męża, chronić swoje dzieci i zapewnić przetrwanie rodu. Kobiety Biblii są częścią długiej linii żeńskich potomkiń Ewy, które użyły swojej kobiecej władzy, aby czynić cuda w patriarchalnym świecie.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5089575120692762236?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5089575120692762236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/tajemnice-biblijnych-kobiet.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5089575120692762236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5089575120692762236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/tajemnice-biblijnych-kobiet.html' title='„Tajemnice biblijnych kobiet. Ponadczasowe opowieści o miłości, pożądaniu i tęsknocie” Naomi Harris Rosenblatt'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S4hTPf-NTkI/AAAAAAAAALM/ru34Vyl9hSs/s72-c/Tajemnice_biblijnych_kobiet.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7702545525312636548</id><published>2010-02-20T13:55:00.011+01:00</published><updated>2010-02-27T00:01:28.856+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Umiłowana” Toni Morrison'/><title type='text'>„Umiłowana” Toni Morrison</title><content type='html'>Wydawnictwo Znak, Kraków 2007

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3_cHaomvTI/AAAAAAAAAJ0/tQR0Pz1zQN8/s1600-h/Umi%C5%82owana5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3_cHaomvTI/AAAAAAAAAJ0/tQR0Pz1zQN8/s200/Umi%C5%82owana5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440308894853676338" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Powieść jest hołdem złożonym heroizmowi zwykłych ludzi i wspólnocie międzyludzkiej.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ta książka powinna być obowiązkową lekturą szkolną, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Jest to niezmiernie ważny głos w upamiętnianiu milionów czarnoskórych ofiar niewolnictwa. A jeżeli szacunkowa liczba 60 milionów, o której mowa na końcu książki, jest rzeczywiście tak ogromna, to aż ciarki przechodzą na samą myśl, ile podobnych historii mogło się wydarzyć. Bo tragedia z „Umiłowanej” oparta jest na faktach.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Niby wszyscy wiedzą, czym było niewolnictwo. Każdy ma jakąś wiedzę, coś tam obejrzał czy poczytał. Sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy stają nam przed oczami wyobraźni konkretni ludzie. Te ofiary przestają być bezimienne, przekształcają się z abstrakcyjnej masy w kobietę/mężczyznę z nazwiskiem, rodziną, osobowością, marzeniami i własnymi doświadczeniami. Autorka skupia swoją uwagę nie tylko na głównych bohaterach. Wątki z życiorysów pobocznych postaci są równie ważne dla całokształtu. Każdy swoje przeszedł...&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Najwięcej dowiadujemy się o Sethe, której los nie szczędził okrucieństwa. Sethe ucieka z niewoli - pobita i ciężarna – goniona jak zwierzę, którym była dla białych. Rodzi w koszmarnych warunkach, dociera do celu i, gdy wszystko zaczyna się układać, dzieje się najgorsze. I mogłabym to przemilczeć, ale po co, skoro nawet wydawca się nie opanował. Zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego informacja na książce ujawnia najważniejszy wątek powieści – morderstwo z matczynej miłości. Przecież autorka nie wspomina o tym w początkowej części książki, jest to wręcz tajemnicą. Czytelnik jest zmuszony do myślenia, łączenia faktów, czytania między wierszami, by rozgryźć łamigłówkę. Zostajemy pozbawieni tej przyjemności, wszystko nam dają na tacy. No cóż, może ktoś pomyślał, że wystarczająco nagłówkujemy się nad Umiłowaną. Bo kimże jest ta efemeryda? Pojawia się, gdy z domu znika duch zamordowanej córki. Zagarnia swoją osobą całą przestrzeń, chce coraz więcej i więcej. Jej uwielbienie do Sethe przechodzi w poniżenie, obwinianie i wyniszczenie. Wzbudzała we mnie sporą niechęć. Jej nieobliczalność rodziła tylko obawy, a miejsca na współczucie zostało niewiele.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Współczuciem prędzej można darzyć tę, która była katem. Odkrywanie motywów zbrodni, czyli śledzenie życia Sethe, to najistotniejsza część powieści. To historia jedna z wielu, tysięcy podobnych nigdy nie poznamy. Wyobrazić można sobie chociażby traumy murzyńskich matek, których dzieci nie były ich dziećmi. Należały do kogoś białego, kto mógł nimi rozporządzać wedle własnej woli. Kobiety wiedziały, że lepiej ich nie kochać, nie przywiązywać się. Gdy człowiek jest tak uprzedmiotowiony i odczłowieczony, miłość rodzicielska nie jest oczywistością. Jak przyznała sama Sethe, prawdziwa i niepojęta miłość do jej dzieci wybuchła, gdy ona stała się wolna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Wyzwalanie siebie to jedno, a uświadamianie sobie poczucia, że się może rozporządzać tym wyzwolonym &lt;i&gt;ja&lt;/i&gt; – to zupełnie co innego.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Miłość albo jest, albo jej nie ma. Mała miłość to w ogóle nie miłość.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nie trzeba zdumiewać się w obliczu cudu, który jest naprawdę cudowny, bo czar kryję się w tym, że zawsze wiadomo, iż czeka tam na ciebie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;

„Trzeba więc trzymać dystans, wiązanie zostawić komu innemu. W przeciwnym razie skończy się zastrzeleniem ścierwa, które miałeś dostawić żywe. Za to ci zapłacono. Martwego czarnucha nie można oskórować jak zabitego niedźwiedzia czy węża. Taka padlina nie jest nic warta."&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7702545525312636548?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7702545525312636548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/umiowana-toni-morrison.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7702545525312636548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7702545525312636548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/umiowana-toni-morrison.html' title='„Umiłowana” Toni Morrison'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3_cHaomvTI/AAAAAAAAAJ0/tQR0Pz1zQN8/s72-c/Umi%C5%82owana5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8812389236634834994</id><published>2010-02-12T23:41:00.009+01:00</published><updated>2010-02-12T23:57:13.244+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Barykady. Kroniki obsesyjne” Bożena Keff-Umińska'/><title type='text'>„Barykady. Kroniki obsesyjne” Bożena Keff-Umińska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3XZg9BQ-zI/AAAAAAAAAJs/ij8sXsCSMQM/s1600-h/BARYKADY.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3XZg9BQ-zI/AAAAAAAAAJs/ij8sXsCSMQM/s200/BARYKADY.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437491285278653234" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawnictwo eFKa, Kraków 2006&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;„Barykady” to coś z zupełnie innej beczki. Jest to zbiór felietonów dobrze znanej w środowisku kobieco-feministycznym publicystki, pisarki, humanistki. Bożena Keff-Umińska w swojej książce porusza tematy tabu, kontrowersyjne kwestie, które od lat dzielą opinię publiczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Tytułowe &lt;i&gt;barykady&lt;/i&gt; zostały wzniesione zarówno w toczącej się wojnie domowej, która obejmuje sferę kultury i obyczaju, jak i przeciw samej logice tej wojny. Logice, w której nie chodzi o poznanie, rozumienie i poszanowanie ludzkiej odrębności, lecz o archaicznie &lt;i&gt;monofoniczną&lt;/i&gt; wersję historii. Kultura i oświata są w niej poddawane cenzurze, piętnuje się i wyklucza to, co się uznaje za inne, a zatem zagrażające. To logika czystek etnicznych w świecie ducha.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Autorka bez ogródek wytyka Polakom uprzedzenia i stereotypy, które niejednym zastępują wiedzę. Język jest dobitny i ostry, pełen krytyki i sarkazmu, a zwłaszcza prowokujący. Dla czytelników o zbliżonym światopoglądzie to pożyteczna lektura. Dla przeciwników, tych po drugiej stronie barykady, będzie to denerwujący zbiór bluźnierstw, feministycznych frazesów i wynaturzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Postanowiłam wypunktować wybrane tematy z ciekawymi cytatami na zachętę (a podobnych jest mnóstwo):&lt;br /&gt;
1. Kino. O P. Almodovarze, W. Allenie i Pasikowskim, którego autorka krytykuje za sposób przedstawiania kobiet w swoich filmach.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Męscy bohaterowie mówią o nich w liczbie mnogiej: &lt;i&gt;one, kobiety&lt;/i&gt; jako pars pro toto. &lt;i&gt;To dziwne myśleć, że kobieta to takie samo stworzenie jak zwierzę&lt;/i&gt; – powiada Franz (Linda) – &lt;i&gt;jak inne zwierzęta, jak córka psa.&lt;/i&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

2. Literatura. Świetna recenzja „Amatorek” E. Jelinek.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &lt;b&gt;„Polska literatura potrzebuje głosu wściekłego, w rodzaju tego, jakim w Austrii mówi Elfride Jelinek. Kto zna swój obłęd, doceni cudzy, zwłaszcza, gdy podobny, i Jelinek ma w Polsce całkiem dobre wzięcie. Cóż, niby w „Amatorkach” opisuje się prowincje austriacką z lat siedemdziesiątych, ale przecież, jak widzimy ponad wszelką wątpliwość, jest to dzisiejsza Polska!”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

3. Trochę o IV RP, Radiu Maryja i Młodzieży Wszechpolskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

4. Sztuka i towarzyszące jej zgorszenie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Słyszę, że ktoś ulepił penisa ze śniegu, na co zostało już złożone doniesienie z powodu obrazy. To dobrze, że reakcje są tak szybkie. I w zasadzie nie ma powodu rozmieniać się na drobne: od razu zaskarżyć całą sztukę, od antyku począwszy, i cały śnieg, jako materiał wyrażający nietrwałość, zatem postmodernistyczny relatywizm.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

5. Wychowanie seksualne w szkole.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &lt;b&gt;„Ach, ach, ach, rozpacza i boleje redaktor rubryki, jak małe dziewczynki przyjmą wiadomość, &lt;i&gt;że gdzieś w sobie mają wargi sromowe i macicę&lt;/i&gt; (gdzieś w sobie, to dobre). Jak przyjmą tak straszną wiadomość? Jakby się miały dowiedzieć, że rosną im tam zęby smocze, które z czasem rozsadzą ciało i zakłapią na cały świat. Vagina dentata.” :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Wiadomo, trzeba skończyć kursy, żeby móc gotować zupę w restauracji, żeby masować komuś plecy czy układać bukiety. Ale żadnych kursów nie trzeba skończyć po to, żeby mieć dziecko.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

6. O antykoncepcji i roli Kościoła Katolickiego (przeniesienie norm religijnych na prawne).&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „W antykoncepcji Kościół widzi grzech i zło; wdzieranie się w prerogatywy Boga i narzędzie (dalszej) emancypacji kobiet, która jest dla niego niszczeniem jedynego słusznego ładu moralnego. Tylko i jedynie przy takich założeniach kawałek gumy zwany prezerwatywą może stać się symbolem &lt;i&gt;cywilizacji śmierci, wrogiego nastawienia do życia&lt;/i&gt;, pigułki i inne środki okazują się narzędziami zbrodni, zresztą zabójczymi moralnie i fizycznie dla tych, którzy ich używają, nie tylko dla ewentualnego&lt;i&gt; dziecka &lt;b&gt;jeszcze&lt;/b&gt; nie poczętego.&lt;/i&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

7. Homofobia po polsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

8. Antysemityzm.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Bardzo wielu Polaków bez tego widmowego Żyda, wcielenia zła, nie umie opisać swojej tożsamości. Żydzi są w Polsce symboliczni i prowadzi się z nimi symboliczne wojny. To znaczy, dziś raczej z ich prochami.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8812389236634834994?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8812389236634834994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/barykady-kroniki-obsesyjne-bozena-keff.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8812389236634834994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8812389236634834994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/barykady-kroniki-obsesyjne-bozena-keff.html' title='„Barykady. Kroniki obsesyjne” Bożena Keff-Umińska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S3XZg9BQ-zI/AAAAAAAAAJs/ij8sXsCSMQM/s72-c/BARYKADY.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7887009414810947729</id><published>2010-02-04T23:51:00.013+01:00</published><updated>2010-03-30T23:12:18.042+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„O kotach” Doris Lessing'/><title type='text'>„O kotach” Doris Lessing</title><content type='html'>Prószyński i S-ka, Warszawa 2008

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Jeśli ryba jest ruchem opływającej ją wody, uformowanym w jej kształt, to kot jest wykresem i wzorem odciśniętym w łagodnym powietrzu.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S2tRIRaHDKI/AAAAAAAAAJk/77g7HRhDj3w/s1600-h/oKOTACH.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S2tRIRaHDKI/AAAAAAAAAJk/77g7HRhDj3w/s200/oKOTACH.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5434526577906355362" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt; &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Bardzo chciałabym napisać o tej książce same dobre rzeczy, ale niestety to niemożliwe. Sięgałam po nią z wielkim podekscytowaniem (mój świąteczny prezent), by sparzyć się już na samym początku. To, co Doris Lessing przedstawiła na pierwszych stronach, nie zachęca do dalszej lektury. Czytamy o kotach na afrykańskiej farmie, których los jest bardzo daleki od whiskaswych kanapowców. Nie sposób zliczyć włochatych trupków – istny koci holokaust.&lt;br /&gt;
 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Odpychało mnie nie tyle okrutne życie tych kotów, co beznamiętny opis autorki. Rozumiem, że w takich okolicznościach człowiek musi stać się obojętny, ale te pozbawione emocji relacje strasznie mnie zirytowały. Dla przykładu: „Jeśli zachorowały i nie wyzdrowiały w ciągu kilku dni, były likwidowane.” Może przesadzam, bo rozczulam się nad każdym stworzeniem, ale odnosiłam chwilami wrażenie, że czytam zapiski z filmu przyrodniczego.&lt;br /&gt;
 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Nie byłabym sobą, gdybym nie skrytykowała kolejnej rzeczy. Mianowicie, jak to możliwe, że autorka, która już jako młoda osoba napatrzyła się na setki bezsensownych śmierci kotów, nie stała się gorącą zwolenniczką kastracji? A wręcz przeciwnie. Sama ma je na sumieniu i jednocześnie, jakby nigdy nic, dopuszcza do kolejnych ciąż.&lt;br /&gt;
„Mały był śliczny, ale wcześniej uzgodniłyśmy, że nie będziemy się zbytnio przyglądać kociętom, nie pozwolimy sobie na zachwyt tymi żywymi strzępkami życia. (...) Zrobiłyśmy to. &lt;b&gt;Okropieństwo! Potem we dwie poszłyśmy z latarkami w pole i moknąc w padającym deszczu, wykopałyśmy dołek. Zakopując cztery martwe ciałka, przeklinałyśmy matkę naturę, siebie nawzajem i życie...- cywilizacja odniosła jeszcze jedno zwycięstwo.”&lt;/b&gt; – Czy dla autorki cywilizacja, to ludzka ingerencja w postaci wyeliminowania nadmiaru żywych osobników? Przecież to barbarzyństwo, a nie cywilizacja. Cywilizacja wymyśliła coś takiego, jak sterylizacja kotek. Nad czym ten płacz? Nie byłoby tej małej zagłady, gdyby to niechciane życie nie powstało. Czy choć jedno stworzenie by cierpiało?&lt;br /&gt;
 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Tymczasem mamy ciążę za ciążą. Małe wiszą przy sutkach, a autorka wypuszcza matkę na „seks”. Tak, tak, według Noblistki koty uprawiają seks niczym ludzie, a sterylizacja/kastracja pozbawia je tej jakże ekstatycznej przyjemności. W jednym miejscu D. Lessing wspomina, że kotka po sterylizacji nabrała staropanieńskich nawyków (sic!) i była nieszczęśliwa po operacji przez kilka miesięcy...&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;„No tak: miał teraz pod ogonem krwawą ranę, a zamiast futrzanych kulek wisiały mu puste woreczki. (...) Decyzja o pozbawieniu kota jego „klejnotów” jest złem, a gadanie o zdrowym rozsądku nie zmniejsza zasadniczej winy: ten kot przestał być kotem w takim stopniu, jak przed zabiegiem – i to ja mam go na sumieniu. Długie, pełne wyrzutu spojrzenie, nieme pytanie: DLACZEGO? Dlaczego, przecież jesteś moja przyjaciółką?”&lt;/b&gt; – Ręce mi opadły! Kastrowałam koty, sterylizowałam kotki – nie mieli do mnie ani razu pretensji. Wszystkie były i są grzecznymi, mądrymi i szczęśliwymi dzieciaczkami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Gdyby cała książka napisana była tak, jak ostanie 20-40 stron – nie miałabym zastrzeżeń. Od tego miejsca czuć miłość. Dostrzegłam serce autorki i poczułam wspólną płaszczyznę, coś, z czym mogłam się w pełni solidaryzować. Tego brakowało mi od początku.&lt;br /&gt;
 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Coś miłego? Zawsze zastanawiam się, gdy obserwuje moje gadające koty, na ile rozumieją własną mowę? Co chcą sobie przekazać, wydając przeróżnej skali miauuu? Sama słyszę nie raz, że ten dźwięk to narzekanie, inny jest z nudów, jeszcze inny z głodu lub na widok ptaszka. Mam na każdy z nich osobna nazwę. Dzięki D. Lessing znalazłam określenie na dotąd nieokreślony ton narzekania: przeklinanie :)
„(...) zdarzało się, że go zabolało i wtedy &lt;b&gt;klął&lt;/b&gt;, ale nie pod naszym adresem; była to skierowana w przestrzeń &lt;b&gt;„wiązanka” starego wygi&lt;/b&gt;, który nie raz miał okazję do używania brzydkich słów.”&lt;br /&gt;
Albo&lt;br /&gt;
„Założono mu gips od kostki aż po udo. (...) Nadal &lt;b&gt;klnąc&lt;/b&gt;, przeczołgał się pod spodem na drugą stronę – lewą, do swojego domniemanego przyjaciela. Nie było go pół godziny; widocznie musiał zameldować komuś – człowiekowi czy kotu – o swoim nieszczęściu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Jakkolwiek surowa by nie była moja ocena tej lektury, i tak będę ją polecać wszystkim miłośnikom kotów. Doris Lessing przeżyła w towarzystwie kotów całe życie, a to szmat czasu na studiowanie ich natury, zwyczajów i indywidualizmu. Dlatego warto poznać koty D. Lessing: przywódców, poddanych, matki, nie-matki, kokietki i brzydule, zdrowe czy chore, ale zawsze piękne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S2tQ-n_N42I/AAAAAAAAAJc/6KhxkxLoFxs/s1600-h/DSC01551.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S2tQ-n_N42I/AAAAAAAAAJc/6KhxkxLoFxs/s200/DSC01551.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5434526412168880994" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p align="justify"&gt;&lt;b&gt;„Po całym życiu w towarzystwie kotów zostaje nam osad smutku, ale odmienny od tego, który winni jesteśmy ludziom. To połączenie żalu wywołanego kocią bezradnością i poczucia winy za cały rodzaj ludzki.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czym zatem jest wdzięk? Dawno okazywana łaską, rozdawaniem tego, czym obdarzyła nas rozpuszczona matka natura. Ale jest w tym coś krępującego, coś nie do przyjęcia, jakiś zgrzyt, stajemy w obliczu niesprawiedliwości. &lt;b&gt;Czy dlatego, że jedne stworzenia otrzymują znacznie więcej niż inne, muszą się tym dzielić? Wdzięk to coś dodatkowego, niepraktycznego, zbytecznego. Tak naprawdę to roztrwoniona energia.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jeśli usiądziesz blisko kota, który cię dobrze zna, i położysz na nim dłoń, próbując dostosować się do rytmów jego życia, tak różnych od naszych, uniesie czasem głowę i pozdrowi cię miękkim, zupełnie wyjątkowym dźwiękiem. Daje w ten sposób do zrozumienia, że wie o twojej próbie przeniknięcia do jego egzystencji.”&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7887009414810947729?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7887009414810947729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/o-kotach-doris-lessing.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7887009414810947729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7887009414810947729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/02/o-kotach-doris-lessing.html' title='„O kotach” Doris Lessing'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S2tRIRaHDKI/AAAAAAAAAJk/77g7HRhDj3w/s72-c/oKOTACH.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7887651840220082964</id><published>2010-01-27T00:03:00.025+01:00</published><updated>2011-03-03T19:36:34.881+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood'/><title type='text'>„Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood</title><content type='html'>Wydawnictwo Znak, Kraków 2008

&lt;font face="'Monotype Corsiva', 'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Piekło zapewnimy sobie sami.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S191SB0dJJI/AAAAAAAAAGU/whIfG0MZ8vY/s1600-h/opowiesc_podrecznej.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S191SB0dJJI/AAAAAAAAAGU/whIfG0MZ8vY/s200/opowiesc_podrecznej.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431188628218651794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;p align="justify"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Opowieść Podręcznej” to jedna z najlepszych, a zarazem najbardziej przerażających książek, jakie przeczytałam. Lubię political fiction i wszelkie antyutopie, ale ta wstrząsnęła mną szczególnie. M. Atwood stworzyła wizję totalitarnego państwa opartego na fundamentalizmie religijnym. Stary Testament stał się dla nowej władzy podstawą budowania relacji między kobietą i mężczyzną. Ma być to odpowiedź na kryzys społeczeństwa, moralne rozpasanie oraz problemy z przyrostem naturalnym. W Gileadzie słowo „bezpłodność” jest zakazane. Nigdy nie jest temu winny mężczyzna. Obywatele podzieleni hierarchicznie spełniają swoje funkcje zgodnie z odgórnym przydziałem. Komendanci płodzą, Żony wychowują, Podręczne rodzą, Marty służą... aborcjoniści, opozycjoniści kończą jako wisielcy na murach.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Dzięki 1-osowbowej narracji poznajemy życie Podręcznej. Nasza Podręczna, podobnie jak pozostałe, to osoba bez imienia, przeszłości ani przyszłości. Odebrano jej wszystko, mężczyznę, dziecko, a przede wszystkim tożsamość. Jest bezwolną reproduktorką wyszkoloną do swojej roli przez Ciotki (Dobra Rada) w specjalnym indoktrynującym centrum. Mieszka (przejściowo) w surowym pokoju, w którym krzesło, łóżko, szafa nie należą do niej. Nic do niej nie należy, nawet własne ciało. Ba, nawet decyzja, czy chce żyć, czy nie: „Kiedyś musiał tu wisieć żyrandol. Usunęli wszystko, do czego można by przywiązać linę.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Spogląda każdego dnia przez nietłukącą szybę i wypełnia swoje obowiązki w tej przytłaczającej, destrukcyjnej egzystencji. A najważniejszy z nich (może raczej jedyny) to zajść w ciążę. Tylko jeżeli – jako inkubator – pocznie i urodzi zdrowe dziecko, nigdy nie zostanie wysłana do Kolonii, gdzie niekobiety mają o wiele gorszy los.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 A jak spłodzić dziecko (bo przecież nie niedziecko)? Ano zgodnie z polityką kontroli prokreacji i Księgą Rodzaju: &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię.”; &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Spraw, abym miała dzieci, bo inaczej przyjdzie mi umrzeć! &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Czyż to ja, a nie Bóg, odmawiam ci potomstwa? &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Mam niewolnicę Bilhę. Zbliż się do niej, aby urodziła dziecię na moich kolanach; chociaż w ten sposób będę miała od ciebie potomstwo.” &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 W taki oto sposób Serena Joy, wcześniejsza zwolenniczka ubezwłasnowolnienia kobiet i powrotu do roli gospodyń domowych, wpadła we własne sidła. Zaserwowała sobie nie lada widoczki: „Ceremonia przebiega jak zwykle. Nade mnę, u wezgłowia, znajduje się Serena Joy. &lt;b&gt;Nogi ma rozłożone, a ja leżę między nimi z głową opartą na jej brzuchu, pod potylicą mam jej kość łonową, jej uda zaś po bokach... trzyma mnie za ręce... ma to symbolizować naszą jedność: jesteśmy jedną istotą, jednym ciałem. Czerwoną spódnicę mam podkasaną do pasa, nie wyżej. Poniżej Komendant pieprzy. Pieprzy dolną część mojego ciała.&lt;/b&gt; To, co dzieje się w tym pokoju pod srebrzystym baldachimem Sereny Joy, nie ma nic wspólnego z podnieceniem. Podniecenie i orgazm przestały być potrzebne; są traktowane jedynie jako przejaw frywolności... Wyplątuję się z jej objęć, wstaję; soki Komendanta spływają mi po nogach. Kątem oka widzę, jak Serena Joy opuszcza swoją niebieską spódnice, zsuwa razem nogi; leży dalej na łóżku... &lt;b&gt;Dla której z nas jest to gorsze – dla niej czy dla mnie?”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 W rytuałach płodności nie ma miejsca na namiętność i przyjemność. Seks jest mechaniczny i obleśny. O miłości zapomniano.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 A w imię czego kobietom stworzona na ziemi takie piekiełko? „Myśmy po prostu chcieli przywrócić naturalny porządek rzeczy.” – twierdzi Komendant i dodaje: „Czy wtedy, gdy matka pracowała, dzieci szły do żłobka albo trafiały w ręce jakiejś okropnej ciemnej baby i za to wszystko biedne kobiety musiały jeszcze płacić ze swoich nędznych zarobków. Pieniądz był jedynym miernikiem wartości dla wszystkich, a kobiety jako matki nie cieszyły się żadnym szacunkiem. Nic dziwnego, że uciekały od swoich obowiązków. Nie tak jak teraz, kiedy są pod wszechstronną opieką i mogą w spokoju wypełniać swoje biologiczne posłannictwo. Z pełnym poparciem i zachętą. Powiedz mi, jesteś inteligentna. Co takiego przeoczyliśmy?&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Miłość.”&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Czy to nie brzmi znajomo? Ileż przeciwników feminizmu psioczy obecnie na zmiany, które dokonały się w ciągu ostatnich 100 lat? &lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 Backlash &lt;font size="1"&gt;1&lt;/font&gt;  - „Opowieść Podręcznej” to jego najczarniejszy scenariusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Już teraz nie istnieje nic takiego jak bezpłodny mężczyzna, w każdym razie oficjalnie. Płodne i bezpłodne mogą być tylko kobiety, tak stanowią przepisy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 „Ciotka znała także duchową wartość dyscypliny cielesnej, wysiłku mięśni: Ból, choćby niewielki, uszlachetnia. A myśmy się modliły o to, byśmy były puste, byśmy były godnie napełnienia: łaską, miłością, wyrzeczeniem, nasieniem, dziećmi. &lt;b&gt;O Boże, Królu wszechświata, dzięki Ci, że nie stworzyłeś mnie mężczyzną. O Boże, oczyść mnie. Uczyń mnie płodną. Umartw moje ciało, abym mogła się rozmnożyć. Niech zostanę wypełniona...&lt;/b&gt; Niektóre z dziewcząt taka modlitwa porywała. Popadały w ekstazę poniżenia. Jęczały i płakały.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="2"&gt;1  Backlash to odpowiedź patriarchalnego społeczeństwa na coraz to większe wyzwolenie kobiet, równouprawnienie i niezależność. Zakłada, że największym wrogiem kobiet jest feminizm, a wszystko, co osiągnął w ciągu ostatniego wieku doprowadziło do pogorszenia sytuacji kobiet.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7887651840220082964?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7887651840220082964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/opowiesc-podrecznej-margaret-atwood.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7887651840220082964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7887651840220082964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/opowiesc-podrecznej-margaret-atwood.html' title='„Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S191SB0dJJI/AAAAAAAAAGU/whIfG0MZ8vY/s72-c/opowiesc_podrecznej.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6203681724295474958</id><published>2010-01-17T23:59:00.008+01:00</published><updated>2010-01-18T00:17:36.616+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Marina” Carlos Ruiz Zafon'/><title type='text'>„Marina” Carlos Ruiz Zafón</title><content type='html'>Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;font face="'Monotype Corsiva', 'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Młodość to kapryśna kochanka. Zaczynamy ją rozumieć i doceniać dopiero wtedy, gdy odchodzi z innym, by nigdy nie wrócić.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S1OWhTqGHcI/AAAAAAAAAGM/eS1Li0hAHzs/s1600-h/marina.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S1OWhTqGHcI/AAAAAAAAAGM/eS1Li0hAHzs/s200/marina.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427847474868264386" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;

Umm... perełka! Do połknięcia na raz. Nie można się oderwać, choć jednocześnie nie chce się zbyt szybko kończyć. Delektowałam się tym rarytasem, a to rzadka przyjemność. Ostatnio jej doznałam, bodajże przy „Cieniu wiatru”, bo, jak już pisałam, „Gra Anioła” mnie lekko zawiodła. Ciężko jest jednak wszystkim dogodzić po arcydziele, jakim jest „Cień wiatru”. Opinie o kolejnych dziełach Zafona będą, podobnie jak w tym przypadku, skrajne – od zachwytu po rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Carlos Ruiz Zafon po raz kolejny wprowadza nas w niesamowity klimat Barcelony, jej uliczek, kamieniczek, pałacyków, zapomnianych, zapuszczonych budowli. Na każdym rogu czuć tajemnicę. Ile jeszcze sekretnych historii kryje się za mosiężnymi, mrocznymi bramami? Książka wciąga od pierwszych stron zapowiedzią nowej u Zafona zagadki. Pytania się piętrzą, a odpowiedź, w odróżnieniu od poprzednich książek autora, następuje szybko i jest całkiem przewidywalna. Ale nie to jest najważniejsze. Wątki szaleńczej, frankensteinowskiej walki z nieubłaganym przemijaniem, chorobami, śmiercią – tym, co nieuniknione – są znane, i w literaturze, i w filmie. Sztuką jest jednak, by ten przebrzmiały temat przedstawić w ciekawy sposób. Zafonowi się to udało. Umie mobilizować wyobraźnię czytelników w perfekcyjny sposób. Ja się miejscami autentycznie bałam :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Świetna historia, przystępnie napisana i choć pojawiają się pewne minusy (dziury, nieścisłości?), to nie warto nawet o nich wspominać. Tylko dlaczego autor uśmierca te dobre kobitki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;font face="'Monotype Corsiva', 'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Cóż bowiem warta jest nauka, która potrafi zaprowadzić człowieka na Księżyc, nie potrafi zaś sprawić, by nikomu nie zabrakło chleba.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva', 'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;


&lt;b&gt;„Dopóki nie zrozumiesz śmierci, nie zrozumiesz życia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czas robi z ciałem to samo co głupota z duszą. Rozkłada je.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Ocean czasu – chcemy czy nie – zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy.”&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6203681724295474958?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6203681724295474958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/marina-carlos-ruiz-zafon.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6203681724295474958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6203681724295474958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/marina-carlos-ruiz-zafon.html' title='„Marina” Carlos Ruiz Zafón'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S1OWhTqGHcI/AAAAAAAAAGM/eS1Li0hAHzs/s72-c/marina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4202640623798037307</id><published>2010-01-11T21:58:00.011+01:00</published><updated>2010-01-18T00:19:12.516+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Gra Anioła” Carlos Ruiz Zafón'/><title type='text'>„Gra Anioła” Carlos Ruiz Zafón</title><content type='html'>Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 2008&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;font face="'Monotype Corsiva', 'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;
&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S0uRX1_CtCI/AAAAAAAAAGE/bMiThWg-5ok/s1600-h/Gra-Aniola.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S0uRX1_CtCI/AAAAAAAAAGE/bMiThWg-5ok/s200/Gra-Aniola.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425590014912410658" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;p align="justify"&gt;Zauroczona ”Cieniem Wiatru” sięgnęłam dokładnie rok temu po „Grę Anioła”. Niestety poczułam zawód. Przez kilka dni męczyłam się niemiłosiernie. Czytałam szybko, zachłannie, ale nie dlatego, że mnie wciągnęła. Chciałam dobrnąć do końca, by odłożyć na półkę i zapomnieć. &lt;br /&gt;
 W połowie zaczęło mi się już dłużyć, robiło się nudnawo i apatycznie. Znikło napięcie, a pojawiło się zniecierpliwienie. Miałam wrażenie, że autor zmierza donikąd lub nie ma pomysłu na dobre i zaskakujące zakończenie. David, główny bohater, zaczął mnie w pewnym momencie irytować. Niespełnione oczekiwania spowodowały, że już zupełnie bezpodstawnie zaczęłam się czepiać szczegółów, jak jakaś złośnica. Po roku, gdy „Marina” zagościła na mojej półce, postanowiłam wrócić do „Gry Anioła”. Powiedziałam sobie tak, jak w jednym dowcipie hehe „Daj jej szansę, daj jej szansę...”. Teraz już wiem, że daleko posunięte porównywanie książek nie jest dobrym pomysłem. Każda jest inna - „Gra Anioła” to nie „Cień Wiatru” i tak należy ją czytać. &lt;br /&gt;
 Za co pochwała? Za Barcelonę, malownicze opisy, tajemniczość, intrygę, Cmentarz Zapomnianych Książek, powiązanie wątku kryminalnego z miłosnym. Mimo zarzutów uważam, że warto „Grę Anioła” przeczytać i to nie raz :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;


&lt;b&gt;„Sprawiedliwość jest jedynie kwestią perspektywy, a nie wartością uniwersalną.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czy jest większe wyzwanie dla pisarza niż stworzenie obdarzonej mocą historii, która pozwoliłaby przekroczyć granice fikcji i przeistoczyć ją w prawdę objawioną?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nawet najtragiczniejsze wiadomości przynoszą ulgę, kiedy okazują się tylko potwierdzeniem naszych najgorszych przeczuć.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Wszystko jest opowieścią. To, w co wierzymy, to, co poznajemy, co pamiętamy, a nawet to, co śnimy. Wszystko jest opowieścią, narracją, sekwencją zdarzeń i osób przekazujących sobie emocje. Akt wiary jest aktem akceptacji, akceptacji opowiadanej nam historii. Akceptujemy jako prawdziwe tylko to, co może być opowiedziane.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Teoria to praktyka bezradnych.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Zawiść jest religią przeciętniaków. &lt;/b&gt;Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie pożera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, iż zaczynają je uważać za cnoty, przekonani, że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Milczenie sprawia, że nawet głupcy przez chwilę zdają się mędrcami.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Istota ludzka wierzy tak samo, jak oddycha, po to, by przetrwać.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4202640623798037307?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4202640623798037307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/gra-anioa-carlos-ruiz-zafon.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4202640623798037307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4202640623798037307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2010/01/gra-anioa-carlos-ruiz-zafon.html' title='„Gra Anioła” Carlos Ruiz Zafón'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S0uRX1_CtCI/AAAAAAAAAGE/bMiThWg-5ok/s72-c/Gra-Aniola.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4351357601754482224</id><published>2009-12-22T23:25:00.007+01:00</published><updated>2010-03-18T22:50:54.262+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach” Clarissa Pinkola Estes'/><title type='text'>„Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach” Clarissa Pinkola Estes</title><content type='html'>Wydawnictwo Zysk i S-ka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Baśni i mity są wtajemniczającymi mędrcami, którzy uczą swoich następców.”&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SzFHkQlwwPI/AAAAAAAAAF8/CGpuQB2vY6w/s1600-h/biegnaca+z+wilkami0.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 123px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SzFHkQlwwPI/AAAAAAAAAF8/CGpuQB2vY6w/s200/biegnaca+z+wilkami0.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418190514957631730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="justify"&gt;„Biegnąca z wilkami” trafiła pierwszy raz w moje ręce kilka lat temu. Próbowałam ją ugryźć, jednak ni w ząb mi kilkakrotnie nie podchodziła. Nie wiem, czy byłam zbyt młoda, zbyt głupiutka? A może bez pewnej wiedzy i doświadczenia, które zdobyłam przez te lata nie było możliwe ogarnięcie tej książki? Z drugiej strony, nie mogłam przetrawić sporej dawki abstrakcji, metaforyczności i gawędziarstwa. Zakładam, że by przebrnąć przez „Biegnącą z wilkami” trzeba, albo być niezmiernie ciekawą i cierpliwą, albo instynktownie, świadomie lub nieświadomie szukać w niej odpowiedzi, może pomocy. Dlatego dopiero za czwartym razem zdołałam doczytać do końca. Aczkolwiek, znam osoby które do tej pory bronią się przed nią rękami i nogami, choć książka stoi na ich półkach i zadziornie spogląda z wyrzutem.&lt;/p&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Dzika Kobieta – to ona jest umysłem, który nas pomyślał, a my jesteśmy jej myślami.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;
 
&lt;p align="justify"&gt;Jak pisze sama autorka, „Biegnąca...” wymyka się jednoznacznym kategoriom. Jest i proza, i poezja, psychologia, studia kobiece i religioznawstwo. Legendy, baśni, przypowieści, przekazywane z pokolenia na pokolenie historie są tu nieśmiertelnymi wskazówkami życiowymi, z których kobiety mogą czerpać od wieków swoją mądrość. Poszukiwanie w nas La-Loby (Kobiety-Wilk), Dzikiej Kobiety może jest dość wydumane, oderwane, ale daje trochę do myślenia. Autorka pomaga odkryć w kobiecości coś nowego, tajemniczego, ale zarazem jakże naturalnego. Wydobycie tego, co uśpione ma pomóc odnaleźć w sobie siłę, odwagę i wiarę. Jest to moment, w którym kobieca świadomość i instynkt pozwalają powrócić na właściwą drogę ku życiu, w którym szanujemy siebie, odrzucamy zło i zniewolenie. Jesteśmy sobą.&lt;/p&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;„Jeśli opowieści są ziarnem, to my jesteśmy dla nich glebą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;p align="justify"&gt;Wierzę, że te opowieści dla wielu z nas będą jak lekarstwo, gdyż ich wartość terapeutyczna nie ulega wątpliwości. To lektura dla kobiet, które znalazły się na zakręcie, są zagubione i nie znają sposobu powrotu do wewnętrznego, prawdziwego domu, spokoju i szczęścia. Kobiety z traumatyczną przeszłością znajdą tu podpowiedzi, jak można się z nią uporać i stworzyć z niej atut. Ale także kobiety, dla których los był łaskawszy, dowiedzą się, jak doskonalić własne „ja”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„W naszej kulturze &lt;i&gt;potęga ciała&lt;/i&gt; polega na jego urodzie, ale potęga w ciele jest rzadkością, bo większość kobiet pozbyła się jej, torturując swe ciało lub wstydząc się go.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Uzależnienie to obłąkana Baba-Jaga, która porywa zagubione dzieci i porzuca je pod drzwiami kata.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;„Kto opowiada się za jedynym rodzajem piękna, musi być ślepy i głuchy na bogactwo przyrody. Nie ma wszak jednego gatunku śpiewających ptaków, sosen, wilków. Nie może być identycznych dzieci, mężczyzn, kobiet. Nie może być identycznych piersi, talii, skóry.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Przeintelektualizowanie zaćmiewa mechanizmy działania naturalnych instynktów kobiety.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Nic tak wyraźnie nie świadczy o tym, że kobieta była brzydkim kaczątkiem przez całe życie albo na jakimś etapie swojej drogi niż jej niezdolność do przyjęcia szczerego komplementu.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czym należy karmić intuicję, by stale ją podsycać, by nieomylnie reagowała na nasze pytania i badała otoczenie? Trzeba ją karmić życiem – a karmi się ją życiem słuchając jej.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Ukochanego mężczyzny nie można wybrać z gotowego bufetu. Trzeba go wybrać z tęsknoty duszy. Ktoś wybrany tylko dlatego, że właśnie był pod ręką, nigdy nie zaspokoi tęsknoty duszy.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Tracimy skórę duszy, pozwalając, by zawładnęło nami ego, kiedy jesteśmy zbyt wymagające i pedantyczne, kiedy bez potrzeby stajemy się męczennicami lub kiedy popycha nas ślepa ambicja.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Ukradkowe, przemycane, symulowane życie wewnętrzne nie może się udać. Opona pęka w najmniej spodziewanym momencie, siejąc wokół zniszczenia. Stokroć lepiej jest stanąć na własnych nogach, choćby grunt pod nimi był prowizoryczny, i żyć najpełniej jak się da, najlepiej jak się da, porzuciwszy przemycanie i udawanie. Szukajcie tego, co ma dla was prawdziwą wartość i przywraca do zdrowia.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Ciało ma być schronieniem ducha, jego naczyniem, podporą i ogniem, ma przechowywać pamięć i wypełniać nas doznaniami i uczuciami – być najdoskonalszym pożywieniem dla psychiki. (...) Ciało jest jak wyrzutnia rakietowa. Z jej kapsuły dusza wygląda przez okienko na tajemnicze gwieździste niebo i jest olśniona.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Jeśli okrzyknięto cię czarną owcą, odszczepieńcem, indywidualistką, samotna wilczycą, nie kurcz się w sobie, nie staraj się zniknąć. Tylko ślepcy mogą twierdzić, że nonkonformista jest przekleństwem dla społeczeństwa. Stulecia ludzkich dziejów potwierdzają, że każdy, kto się wyróżnia, wytycza nowe drogi i wnosi oryginalny, bogaty wkład w obraz społeczeństwa i kultury.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kiedy życie kobiety popada w zastój lub wypełnia się nudą, to jest to moment, kiedy powinna dojść do głosu jej dzika, zwierzęca strona; to czas, by dusza rozlała się szeroko jak rzeka w delcie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Naturalne rozdrażnienie i złość, jaką wywołują różne życiowe sytuacje lub otaczająca kultura, o wiele głębiej i ostrzej przeżywają osoby, którym w dzieciństwie odmawiano miłości i szacunku, które były zaniedbywane i upokarzane lub wychowywane w atmosferze uczuciowej ambiwalencji. Osoby w taki sposób krzywdzone w dorosłym życiu bywają przewrażliwione, boją się dalszych urazów i stosują wszelkie środki obrony, by ich uniknąć. Bezsilność polegająca na utracie wiary, że jesteśmy warte troski, szacunku, miłości, budzi w dziecku wielki żal i smutek, rodząc gniewne, dziecięce przysięgi, że kiedy dorośnie, nigdy więcej nie pozwoli się skrzywdzić.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czy opuściła nas twórcza wyobraźnia, czy odrzuca nas kultura bądź religia, czy odpycha nas rodzina, grupa, czy ponosimy karę za jakieś decyzje, myśli i uczucia, ukryte, dzikie życie trwa, a z nim trwamy i my.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Dzika Kobieta należy do ciebie – niezależnie od tego, czy jesteś intro- czy ekstrawertyczką; kobietą, która kocha kobiety, czy kobietą, która kocha mężczyzn; kobietą, która kocha Boga lub wszystkich naraz; czy twoje serce jest proste, czy masz ambicje amazonki, czy pragniesz piąć się na sam szczyt, czy też po prostu przeżyć do jutra, czy jesteś dowcipna czy ponura, z królewskiego rodu, czy prostaczka – Dzika Kobieta jest twoja, bo należy do wszystkich kobiet.”&lt;/p&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4351357601754482224?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4351357601754482224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/biegnaca-z-wilkami-archetyp-dzikiej.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4351357601754482224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4351357601754482224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/biegnaca-z-wilkami-archetyp-dzikiej.html' title='„Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach” Clarissa Pinkola Estes'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SzFHkQlwwPI/AAAAAAAAAF8/CGpuQB2vY6w/s72-c/biegnaca+z+wilkami0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1864765103956656808</id><published>2009-12-18T22:35:00.008+01:00</published><updated>2009-12-19T19:45:16.716+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;Rozumem kota nie ogarniesz&lt;br /&gt;
Ni ludzką miarą nie obmierzysz;&lt;br /&gt;
Kot to istota sama w sobie&lt;br /&gt;
I tylko kochać go należy.&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Syv15DL08WI/AAAAAAAAAF0/IeT3CaM4tVc/s1600-h/Imatge2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 352px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Syv15DL08WI/AAAAAAAAAF0/IeT3CaM4tVc/s200/Imatge2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416693337299415394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Paul Gallico&lt;br /&gt;
„Mowa”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Kiedy chcę coś powiedzieć,&lt;br /&gt;
Masz mnie wysłuchać, jasne?&lt;br /&gt;
Jeśli nic nie rozumiesz,&lt;br /&gt;
Twoja wina i strata.&lt;br /&gt;
Więc przynajmniej siedź cicho, gdy się do ciebie zwracam,&lt;br /&gt;
Słuchaj, próbuj coś pojąć!&lt;br /&gt;
Ty, taki wielki mądrala,&lt;br /&gt;
Co zna ludzkie języki&lt;br /&gt;
Współczesne i wymarłe,&lt;br /&gt;
Czemu nie znasz mojego,&lt;br /&gt;
Który tak prosty przecież wyraża kilka życzeń?&lt;br /&gt;
&amp;#160- Wejść.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Wyjść.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Głodna.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Pić.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Poczęstuj mnie choć plasterkiem tego, co właśnie jesz.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Boli.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Piłeczka wpadła pod szafę, wyciągnij.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Natychmiast przestań robić to, co robisz, i zajmij się mną!&lt;br /&gt;
&amp;#160- Lubię cię.&lt;br /&gt;
&amp;#160- Nie lubię cię.&lt;br /&gt;
Skoro potrafisz mówić po arabsku, chińsku i eskimosku,&lt;br /&gt;
Skoro odczytujesz stare hieroglify,&lt;br /&gt;
Czemu mnie nie rozumiesz? Próbuj!&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1864765103956656808?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1864765103956656808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/rozumem-kota-nie-ogarniesz-ni-ludzka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1864765103956656808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1864765103956656808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/rozumem-kota-nie-ogarniesz-ni-ludzka.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Syv15DL08WI/AAAAAAAAAF0/IeT3CaM4tVc/s72-c/Imatge2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6076321002614443870</id><published>2009-12-17T17:47:00.008+01:00</published><updated>2009-12-17T19:18:01.714+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;Wisława Szymborska&lt;br /&gt;
”Kot w pustym mieszkaniu”&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sypg9trrkQI/AAAAAAAAAFs/fKf2Avr3yKo/s1600-h/Imahge1.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 396px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sypg9trrkQI/AAAAAAAAAFs/fKf2Avr3yKo/s200/Imahge1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416248115217535234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Umrzeć - tego nie robi się kotu.&lt;br /&gt;
Bo co ma począć kot&lt;br /&gt;
w pustym mieszkaniu.&lt;br /&gt;
Wdrapywać się na ściany.&lt;br /&gt;
Ocierać się między meblami.&lt;br /&gt;
Nic niby tu nie zmienione,&lt;br /&gt;
a jednak pozamieniane.&lt;br /&gt;
Niby nie przesunięte,&lt;br /&gt;
a jednak porozsuwane.&lt;br /&gt;
I wieczorami lampa już nie świeci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; 

Słychać kroki na schodach,&lt;br /&gt;
ale to nie te. &lt;br /&gt;
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,&lt;br /&gt; 
także nie ta, co kładła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Coś się tu nie zaczyna&lt;br /&gt;
w swojej zwykłej porze.&lt;br /&gt;
Coś się tu nie odbywa&lt;br /&gt;
jak powinno.&lt;br /&gt;
Ktoś tutaj był i był,&lt;br /&gt;
a potem nagle zniknął&lt;br /&gt;
i uporczywie go nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Do wszystkich szaf się zajrzało.&lt;br /&gt;
Przez półki przebiegło.&lt;br /&gt;
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.&lt;br /&gt;
Nawet złamało zakaz&lt;br /&gt;
i rozrzuciło papiery.&lt;br /&gt;
Co więcej jest do zrobienia.&lt;br /&gt;
Spać i czekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Niech no on tylko wróci,&lt;br /&gt;
niech no się pokaże.&lt;br /&gt;
Już on się dowie,&lt;br /&gt;
że tak z kotem nie można.&lt;br /&gt;
Będzie się szło w jego stronę&lt;br /&gt;
jakby się wcale nie chciało,&lt;br /&gt;
pomalutku,&lt;br /&gt;
na bardzo obrażonych łapach.&lt;br /&gt;
I żadnych skoków pisków na początek.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6076321002614443870?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6076321002614443870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/szymborska-wisawa-kot-w-pustym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6076321002614443870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6076321002614443870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/szymborska-wisawa-kot-w-pustym.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sypg9trrkQI/AAAAAAAAAFs/fKf2Avr3yKo/s72-c/Imahge1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2923131092377178858</id><published>2009-12-16T20:17:00.010+01:00</published><updated>2009-12-16T20:28:44.790+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font face="'Monotype Corsiva''Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt;Paul Gallico&lt;br /&gt;
„Obraza”&lt;/p&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SykyqMxLUGI/AAAAAAAAAFk/vyrN8NhyHS4/s1600-h/Imaghhe1.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 298px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SykyqMxLUGI/AAAAAAAAAFk/vyrN8NhyHS4/s200/Imaghhe1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415915727453114466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Zraniono me uczucia.&lt;br /&gt;
Zostałam obrażona,&lt;br /&gt;
Dlatego nie myśl sobie, że wrócę dziś do domu.&lt;br /&gt;
Wyśmiewałeś się ze mnie.&lt;br /&gt;
Nie, nie dałam się nabrać.&lt;br /&gt;
Nie DO mnie się śmiałeś,&lt;br /&gt;
Lecz ZE mnie,&lt;br /&gt;
Gdy się zachwiałam,&lt;br /&gt;
Myjąc łapkę,&lt;br /&gt;
I spadłam.&lt;br /&gt;
Śmiałeś się,&lt;br /&gt;
Choć to nie było śmieszne.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Prysła cała ma gracja, godność i dostojeństwo;&lt;br /&gt;
Przez ciebie straciłam twarz,&lt;br /&gt;
A swoim głupim rechotem&lt;br /&gt;
Odarłeś mnie tylko z dumy.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Nie powiem, znam się na żartach&lt;br /&gt;
I mam poczucie humoru,&lt;br /&gt;
Ale nie lubię być wystawiana na pośmiewisko.&lt;br /&gt;
Możesz tam sobie stać do upojenia,&lt;br /&gt;
Wołając „kici-kici”,&lt;br /&gt;
Lub proponować łapówki.&lt;br /&gt;
Twój wstrętny śmiech&lt;br /&gt;
Uraził mnie do głębi.&lt;br /&gt;
Nie wiem, kiedy się z tego otrząsnę.&lt;br /&gt;
Może nigdy.&lt;br /&gt;
Ale jeżeli wrócę,&lt;br /&gt;
To czas&lt;br /&gt;
Wybiorę sama.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2923131092377178858?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2923131092377178858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/paul-gallico-obraza-zraniono-me-uczucia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2923131092377178858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2923131092377178858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/paul-gallico-obraza-zraniono-me-uczucia.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SykyqMxLUGI/AAAAAAAAAFk/vyrN8NhyHS4/s72-c/Imaghhe1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2741317636137055341</id><published>2009-12-13T15:11:00.010+01:00</published><updated>2009-12-13T18:08:09.812+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;&lt;p align="center"&gt; Joanna Kulmowa&lt;br /&gt;
„Kaja śpiewa”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyT2U4-RrfI/AAAAAAAAAFc/9_frUPHe1FA/s1600-h/DSC01416.JPG"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyT2U4-RrfI/AAAAAAAAAFc/9_frUPHe1FA/s200/DSC01416.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414723490757586418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Kiedy mruczysz rano swoją śpiewankę,&lt;br /&gt;
na pewno wymruczeć chcesz,&lt;br /&gt;
że ten ranek był dobrym rankiem,&lt;br /&gt;
a ten deszcz – to dobry deszcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Gdy w południe napijesz się kaszki&lt;br /&gt;
i na poduszce śpisz,&lt;br /&gt;
mruczysz: ptaszki – to dobre ptaszki&lt;br /&gt;
i: mysz – to dobra mysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Gdy wieczorem biegasz za cieniem&lt;br /&gt;
albo skaczesz do klamki u drzwi,&lt;br /&gt;
chwalisz wielkim dobrym mruczeniem&lt;br /&gt;
ćmy – to dobre ćmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Kiedy my zasypiamy wcześniej,&lt;br /&gt;
ty się bierzesz do nowych psot.&lt;br /&gt;
bo wiesz, że mruczymy we śnie:&lt;br /&gt;
nasz kot – to dobry kot.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2741317636137055341?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2741317636137055341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/joanna-kulmowa-kaja-spiewa-kiedy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2741317636137055341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2741317636137055341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/joanna-kulmowa-kaja-spiewa-kiedy.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyT2U4-RrfI/AAAAAAAAAFc/9_frUPHe1FA/s72-c/DSC01416.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-265743250161329354</id><published>2009-12-12T00:58:00.010+01:00</published><updated>2009-12-12T01:19:30.538+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Ogden Nash&lt;br /&gt;
„Kot”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Żonę już masz i dom masz tyż,&lt;br /&gt;
Prędzej czy później masz i mysz.&lt;br /&gt;
O myszach słyszysz kilka słów,&lt;br /&gt;
Kicie więc migiem ślesz na łów.&lt;br /&gt;
O drugiej w nocy smacznie śpisz,&lt;br /&gt;
Kot miauczy: „Wyjść”, chociaż śpi mysz.&lt;br /&gt;
Nad ranem myśl olśniewa cię:&lt;br /&gt;
Z myszą jest spokój, z kotem nie.&lt;br /&gt;
Z żona dalej zrzędzi, gdyż&lt;br /&gt;
Miast kota woli druga mysz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;George Orwell&lt;br /&gt;
„Folwark zwierzęcy”&lt;br /&gt;
[Towarzysz Kot]&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Kot wstąpił do Komitetu Reedukacji i przez kilka dni działał w nim niezwykle aktywnie. Raz widziano go siedzącego na dachu i przemawiającego do kilku wróbli znajdujących się poza zasięgiem jego pazurów. Tłumaczył im, że dziś wszystkie zwierzęta są towarzyszami i każdy wróbel może bez obawy przysiąść na jego łapce; ptaki jednak trzymały się z daleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyLdBzxm-yI/AAAAAAAAAFU/oNBSTQgx-XM/s1600-h/DSC01513.JPG"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyLdBzxm-yI/AAAAAAAAAFU/oNBSTQgx-XM/s200/DSC01513.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414132725200648994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Paul Gallico&lt;br /&gt;
„Śmietana dla bogaczy”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Kot bogacz, kot biedak,&lt;br /&gt;
Kot żebrak, kot tramp,&lt;br /&gt;
Dachowiec, poduszkowiec,&lt;br /&gt;
Obieżyświat, wamp.&lt;br /&gt;
Ten dziany w misce z porcelany&lt;br /&gt;
Homara żre, ma w bród śmietany.&lt;br /&gt;
A biedak z brudnej, starej puszki&lt;br /&gt;
Wsuwa ochłapki i okruszki.&lt;br /&gt;
Gdzie sprawiedliwość? Co tu się łudzić;&lt;br /&gt;
Nie ma jej przecież nawet wśród ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Guillaume Apolinaire&lt;br /&gt;
„Kot”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Niechby się rozgościli u mnie:&lt;br /&gt;
Kobieta, która myśleć umie,&lt;br /&gt;
Kot, co wśród książek lubi spacer,&lt;br /&gt;
I przyjaciele w wiernym tłumie,&lt;br /&gt;
Bez których chęć do życia teraz tracę.&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-265743250161329354?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/265743250161329354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/ogden-nash-kot-zone-juz-masz-i-dom-masz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/265743250161329354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/265743250161329354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/ogden-nash-kot-zone-juz-masz-i-dom-masz.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyLdBzxm-yI/AAAAAAAAAFU/oNBSTQgx-XM/s72-c/DSC01513.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2315923876779349336</id><published>2009-12-09T22:50:00.014+01:00</published><updated>2010-03-30T23:05:44.277+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;font size="5"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;p align="center"&gt;Ryszard Marek Groński&lt;br /&gt;
„Czym jest kot”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyAcItnvvnI/AAAAAAAAAFM/oOqx7RNd-y0/s1600-h/zd+011.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyAcItnvvnI/AAAAAAAAAFM/oOqx7RNd-y0/s200/zd+011.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413357688110169714" /&gt;&lt;/a&gt;


&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;A czym jest kot?&lt;br /&gt;
Kłębuszkiem snu.&lt;br /&gt;
Za oknem deszcz jesienny pluszcze&lt;br /&gt;
I mruczy kot. Zaufaj mu –&lt;br /&gt;
Zobaczysz przeszłość.&lt;br /&gt;
Tak jak w lustrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Serwety koronkowej brzeg&lt;br /&gt;
I lampę, co nad stołem płonie,&lt;br /&gt;
We włosach matki – czasu śnieg&lt;br /&gt;
I jej ruchliwe małe dłonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

A na kolanach matki – kot&lt;br /&gt;
Otwiera oczy zielonkawe.&lt;br /&gt;
Łapka, co skora jest do psot,&lt;br /&gt;
Sen chwyta, odpychając jawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;i&gt;Biegniesz po schodach lat – ku drzwiom,&lt;br /&gt;
Szukając gorączkowo kluczy...&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Mruczenie kota to jest dom&lt;br /&gt;
Bo zawsze kot o domu mruczy.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2315923876779349336?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2315923876779349336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/ryszard-marek-gronski-czym-jest-kot.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2315923876779349336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2315923876779349336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/ryszard-marek-gronski-czym-jest-kot.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SyAcItnvvnI/AAAAAAAAAFM/oOqx7RNd-y0/s72-c/zd+011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4645484345046965145</id><published>2009-12-07T22:10:00.023+01:00</published><updated>2010-03-30T23:00:21.018+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:'Monotype Corsiva', 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;p align="center"&gt;Józef Baran&lt;br /&gt;
„Bajka o kotach”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sx1vtkciQVI/AAAAAAAAAFE/UIRfGA6QOBk/s1600-h/Imagffe5.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 278px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sx1vtkciQVI/AAAAAAAAAFE/UIRfGA6QOBk/s200/Imagffe5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5412605155837362514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="left"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&lt;b&gt;
to nie ściany&lt;br /&gt;
to koty mają uszy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

czworonożni agenci&lt;br /&gt;
Pana Boga&lt;br /&gt;
zesłani na ziemię&lt;br /&gt;
aby szpiegować Adama&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

przymilnym ocieraniem&lt;br /&gt;
grzbietów&lt;br /&gt;
wkradają się w łaski&lt;br /&gt;
naszych chałup&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

nic nie mówią&lt;br /&gt;
podsłuchują&lt;br /&gt;
najskrytsze szepty&lt;br /&gt;
nie ujdą kociej uwadze&lt;br /&gt;
wszędzie ich pełno na kolanach&lt;br /&gt;
za uchem pod nogami&lt;br /&gt;
gdy je wyrzucamy podsłuchują&lt;br /&gt;
za drzwiami sieni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

w nocy koty włażą pod łóżka&lt;br /&gt;
zapalają czerwone latarnie oczu&lt;br /&gt;
i w ich blasku&lt;br /&gt;
wszystko skrzętnie spisują&lt;br /&gt;
(notesiki chowają rano do mysiej dziury)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

a potem na sądzie ostatecznym dziwimy się&lt;br /&gt;
skąd Pan Bóg o nas wszystko wie&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4645484345046965145?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4645484345046965145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/jozef-baran-bajka-o-kotach-to-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4645484345046965145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4645484345046965145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/jozef-baran-bajka-o-kotach-to-nie.html' title=''/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sx1vtkciQVI/AAAAAAAAAFE/UIRfGA6QOBk/s72-c/Imagffe5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-8337215340213433118</id><published>2009-12-05T22:26:00.020+01:00</published><updated>2009-12-05T23:20:08.370+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><title type='text'>„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SxrR1iH-CBI/AAAAAAAAAE8/N4Aqc_2b1Sg/s1600-h/kot.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 198px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SxrR1iH-CBI/AAAAAAAAAE8/N4Aqc_2b1Sg/s200/kot.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5411868619862575122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
Wydawnictwo Znak, Kraków 2007&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;


„My mamy kota na punkcie kota...” to antologia obecności kotów w literaturze.
Autorka po skrupulatnych poszukiwaniach zaserwowała unikatowy zbiór wierszy, piosenek, fragmentów opowiadań i powieści, który powinien być obowiązkową lekturą wszystkich miłośników kotów. Mam nadzieję, że wybrane przeze mnie perełki zachęcą kociarzy do zagłębienia się w tę książkę. Warto to zrobić dla naszych sierściuchów, ponieważ to kawał dobrej roboty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;


&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="4"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Trzy Prawa Kota Jeremiego:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;i&gt;I. Gdzie pies, tam prędzej czy później i kot; ale niekoniecznie vice versa.&lt;br /&gt;

II. Człowiek pióra, który bierze do domu kota, prędzej czy później poda ten fakt do wiadomości publicznej.&lt;br /&gt;

III. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o kota.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;

&lt;span style="font-family:'Monotype Corsiva', 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;p align="center"&gt;Kot Jeremi&lt;br /&gt;

„Nie pytaj, co kot może zrobić dla ciebie. Pytaj, co ty możesz zrobić dla kota.”&lt;/p&gt;


Agnieszka Osiecka&lt;br /&gt;

„My mamy kota”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Jedne mają kota&lt;br /&gt;

Na punkcie panów,&lt;br /&gt;

Piątek – czy świątek&lt;br /&gt;

Ruszają na – łów,&lt;br /&gt;

Inne mają kota&lt;br /&gt;

Na punkcie wczasów –&lt;br /&gt;

Piątek czy świątek&lt;br /&gt;

Hejże do lasu&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 A ja mam kota na punkcie kota&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 I co sobota męczę go,&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 A ja mam kota na punkcie kota,&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 To jest robota – ho ho ho.&lt;br /&gt;

Jedni mają kota&lt;br /&gt;

Na punkcie działań,&lt;br /&gt;

Dusza w nich płonie,&lt;br /&gt;

Serce w nich pała,&lt;br /&gt;

Drudzy maja kota&lt;br /&gt;

Na punkcie spania&lt;br /&gt;

I śpią wytrwale&lt;br /&gt;

Nawet przy paniach –&lt;br /&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &lt;b&gt;&lt;i&gt;A ja ma kota na punkcie kota...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;

Ja mojego „kota”&lt;br /&gt;

Polecam grzecznie,&lt;br /&gt;

Bo tamte wszystkie&lt;br /&gt;

Nie są bezpieczne,&lt;br /&gt;

Prędzej czy później&lt;br /&gt;

Świat je porzuci&lt;br /&gt;

I razem ze mną&lt;br /&gt;

Piosnkę zanuci:&lt;br /&gt;

My mamy kota na punkcie kota&lt;br /&gt;

I co sobota dręczymy go...&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;

&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-8337215340213433118?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/8337215340213433118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/my-mamy-kota-na-punkcie-kota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8337215340213433118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/8337215340213433118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/12/my-mamy-kota-na-punkcie-kota.html' title='„My mamy kota na punkcie kota. Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu” Anna Bańkowska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SxrR1iH-CBI/AAAAAAAAAE8/N4Aqc_2b1Sg/s72-c/kot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4682962087296472864</id><published>2009-11-25T23:44:00.008+01:00</published><updated>2010-02-16T18:59:44.138+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Medea i jej dzieci” Ludmiła Ulicka'/><title type='text'>„Medea i jej dzieci” Ludmiła Ulicka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sw2ziEndvNI/AAAAAAAAAE0/tVC13_yV_CI/s1600/114487.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 118px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sw2ziEndvNI/AAAAAAAAAE0/tVC13_yV_CI/s200/114487.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408176125478026450" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Philip Wilson, Warszawa 2004&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Wszystko ładnie i pięknie, ale tylko na okładce i jej skrzydełkach. Książki autorki przetłumaczone na 25 języków, milionowe nakłady, listy bestsellerów... Ona sama ma być objawieniem, Czechowem starszej o sto lat Rosji. Hmmm, ledwo dobrnęłam do końca. Jest nudno i denerwująco. Można niby pochwalić ciekawe opisy krymskiej krainy, rozbudowane wątki rodzinne i emocjonalne - niestety, mnie to nie poruszyło. Narracja też nie jest mistrzowska, jak próbuje się przekonać czytelnika na samym początku. Z resztą, jak można wyjawić, że ktoś (oraz kto) popełni ostatecznie samobójstwo? Poza tym, drażniące, chore związki, zdrady, wymiana płynów ustrojowych w obrębie rodziny - ci sami kochankowie – toż to iście kazirodcze się wydaje. Historia „głupiej gęsi” Maszy i seksualnie niewyżytej Niki jest najbardziej irytująca. No i najważniejsze, Medea ma być tutaj tą doświadczoną przez los kobietą i mądrą starowinką, pierwsze może i tak, ale co do drugiego... to raczej nasz domysł, to, co wiemy, że mamy myśleć. Samo zbieranie ziółek to za mało. Jej jest mało, mało jej słów i myśli. Czy wiemy, jaka jest naprawdę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Wszystko z czasem się wyjaśni, kiedy znajdziemy się poza czasem.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Psychoanalityk znalazłby w tym pewnie jakiś kompleks o mitologicznej nazwie, a w każdym razie próbowałby tłumaczyć nadmierną seksualną pobudliwość dentysty podświadomym wypieraniem strachu przed okrutnym życiem za pomocą prostych &lt;b&gt;nacierająco-cofających  się ruchów w uległym miąższu ciał pulchnych pań...&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;i&gt;Przyjmij z pokorą, co jest ponad miarę,&lt;br /&gt;
jak dar, jak deszcz, jak śnieg, jak tajemnicę wiary,&lt;br /&gt;
jak wszystko, z czym dajesz sobie radę...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„(...) po to są zsyłane na nas cierpienia i nieszczęścia, żeby pytanie &lt;b&gt;&lt;i&gt;za co?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; zamieniło się w pytanie &lt;b&gt;&lt;i&gt;po co?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;i&gt;Pogardy godna jest wierność. Te związki&lt;br /&gt;
Już żyją z martwą duszą obowiązku&lt;br /&gt;
Jakże szeroki, zmienny jest zdrady krajobraz&lt;br /&gt;
Tylko miłość nie pragnie zmiany&lt;br /&gt;
Jest oddana, dobra&lt;br /&gt;
Nie chce przysięgą żadną być związana&lt;br /&gt;
Nie wierzy żadnym plotkom, nigdy nie zagląda&lt;br /&gt;
W kłamstwo i fałszywych sądów niedorzeczne kraje&lt;br /&gt;
Bez reszty siebie daje&lt;br /&gt;
Nic za to nie żąda&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Przyjmij i to, co ponad siły, jak łaskę w łasce...”&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4682962087296472864?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4682962087296472864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/11/medea-i-jej-dzieci-ludmia-ulicka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4682962087296472864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4682962087296472864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/11/medea-i-jej-dzieci-ludmia-ulicka.html' title='„Medea i jej dzieci” Ludmiła Ulicka'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Sw2ziEndvNI/AAAAAAAAAE0/tVC13_yV_CI/s72-c/114487.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4418992652219636157</id><published>2009-11-12T22:49:00.004+01:00</published><updated>2009-11-12T22:51:33.780+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Obnażona” Kathryn Harrison'/><title type='text'>„Obnażona” Kathryn Harrison</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SvyC-Ox1cQI/AAAAAAAAAEs/R01qOwttK2U/s1600-h/Obnazona_Kathryn-Harrison,images_product,20,83-7301-206-0.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SvyC-Ox1cQI/AAAAAAAAAEs/R01qOwttK2U/s200/Obnazona_Kathryn-Harrison,images_product,20,83-7301-206-0.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403337658568372482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2002&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Ann Rogers – młoda, piękna, utalentowana, u boku kochający mąż, satysfakcjonująca praca i portfel pełen pieniędzy. A w środku – skrzywdzona, obarczona mroczną przeszłością i traumatycznym dzieciństwem, zagubiona i bezradna jak małe dziecko masochistka. Powieść Kathryn Harrison w dobitny sposób ukazuje autodestrukcyjne skutki chorej relacji ojciec – córka. Ona, zawsze winna, swoim pojawieniem pozbawiła ojca jego jedynego szczęścia, kobiety jego życia. Skomląca - jak opuszczone szczenię - o odrobinę ciepła, ofiara własnego ojca, który nie potrafił (nie chciał?) zamienić cierpienia w miłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
 Historia ciekawa, choć odarta z resztek tajemnicy przez narratora, który wszystko wiedząc, wszystko pokazuje, tak jakby czytelnik nie miał własnego rozumu. Książkę mogę jednak śmiało polecić. Wielu/wiele z nas może znaleźć w niej coś bezpośrednio związanego z własnym życiorysem. Warto też zastanowić się nad łaknącą ekshibicjonizmu publiką, masą podglądaczy, dla której intymność drugiego człowieka jest sztuką lub rozrywką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Pieprzyć anioła – myślałam. Nie mogłam być już bliżej idei Boga niż właśnie wtedy.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„(...) i w jednej chwili jest na siebie zła za to, że we wszystkim dopatruje się znaczeń, wszędzie szuka potwierdzenia kruchości materii życia i spodziewa się przez nią wpaść.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Człowiek rzeczywiście pragnie na zawsze zatrzymać przy sobie osoby, które kocha, nawet te, które go trują, może zwłaszcza te – masz chęć pić tę truciznę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nawet teraz myszkuję w cudzych domach. (...) Ci ludzie nie denerwują się, nie przeżywają depresji. Maja kłopoty z zatokami i stopami. Nie poświęcają czasu między przebudzeniem a prysznicem na wymienianie powodów, dlaczego nie popełniają samobójstwa. Podejrzewam, że ludzie z nieszczęśliwych rodzin zawsze przeszukują kredensy i szuflady ludzi szczęśliwych. Wsuwają dłoń między starannie złożone ręczniki w bieliźniarce, palce pod wieko szkatułki na biżuterię, pospiesznie przerzucają kartki jakiejś książki. Zaglądają wszędzie. Jak gdyby ze środka mogło coś wypaść, jakieś zestawienie, opis, recepta na to, jak to osiągnąć.”&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4418992652219636157?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4418992652219636157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/11/obnazona-kathryn-harrison.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4418992652219636157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4418992652219636157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/11/obnazona-kathryn-harrison.html' title='„Obnażona” Kathryn Harrison'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SvyC-Ox1cQI/AAAAAAAAAEs/R01qOwttK2U/s72-c/Obnazona_Kathryn-Harrison,images_product,20,83-7301-206-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7548858690591299793</id><published>2009-10-27T22:41:00.005+01:00</published><updated>2010-10-07T14:00:51.672+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Głód i jedwab”  Herta Müller'/><title type='text'>„Głód i jedwab”  Herta Müller</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SudpQ4hng8I/AAAAAAAAAEk/m9PsabP40js/s1600-h/gl%C3%B3dijedwab.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SudpQ4hng8I/AAAAAAAAAEk/m9PsabP40js/s200/gl%C3%B3dijedwab.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397398417199039426" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

1. Problem cudzoziemców-azylantów w RFN.&lt;br /&gt;
2. Piekło socjalizmu i dyktatury Ceausescu w Rumunii.&lt;br /&gt;
3. Zniewolenie macic rumuńskich kobiet.&lt;br /&gt;
4. „Norma” w państwie jako narzędzie kontroli i strachu.&lt;br /&gt;
5. Pozory równouprawnienia kobiet.&lt;br /&gt;
6. Absurdy totalitarnego systemu.&lt;br /&gt;
7. Problem Cyganów w Rumunii.&lt;br /&gt;
8. Krytyka polityków.&lt;br /&gt;
9. Trochę o wojnie na Bałkanach.&lt;br /&gt;
10. Bieda, bieda, bieda... głód i jedwab.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

To tylko część problemów, które porusza świeżo upieczona Noblistka w swoim zbiorze esejów „Głód i jedwab”. Jest to moje pierwsze spotkanie z Hertą Müller i na pewno nie ostatnie. Nie miałam pojęcia, co mnie czeka, dlatego początkowo byłam zawiedziona, gdyż temat totalitaryzmu mam już mocno przewałkowany. Nie spodziewałam się tak dużej dawki historii i polityki. Przejadłam się tym, ale nie w takiej formie. H. Müller naprawdę pisze tak, że ciężko się oderwać. Eseje, które raczej wydawały mi się nudne, wciągają jak powieść akcji. Poza tym, można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, o których nie przeczytamy w podręcznikach do historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Moralna integralność jest powodem emigracji. To ona odróżnia prześladowanego od popleczników władzy i zbrodniarzy w jego kraju. &lt;b&gt;Moralność jest drogo opłaconym przeciwieństwem politycznego oportunizmu.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Żywotność w nienawiści staje się rzeczywistością. Wspólny obraz wroga nie wymaga korekt, ponieważ jego rysy zostały wymyślone. (...) &lt;b&gt;Nienawiść wobec cudzoziemców staje się opinią publiczną. Wytwarza poczucie przynależności, które jest niezbędne, gdyż na wszystkich innych obszarach życia stosunki ludzkie wyznaczone są przez zazdrość, intrygi, konkurencję.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Krew martwych nigdy jeszcze nie nauczyła rozsądku żywych.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Z utopii stosowanej wynika dyktatura. Każda utopia, opuszczając papier i stając między ludźmi, uniformizuje nagą niezliczoność prób znalezienia życia, które byłoby możliwe do zniesienia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Utopie to marzenia. Tyle że w ich przypadku nigdy nie wiadomo, kto zaczął marzyć. (...) A gdy garstka marzy, miliony zaczynają się trząść ze strachu.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Ta bieda to nie był tylko ból w żołądku. To był również głód jako dyspozycja. Głód zdań i gestów. Głód głośnego mówienia. Głód śmiechu. &lt;b&gt;Głód hałasu, jaki robi życie.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jeśli w państwie przeżycie stało się sensem istnienia, piękno kraju jest bólem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Pamięć nie opuszcza prawdy. Prawdę opuścić mogą, aby zmylić świat, jedynie usta.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Zbrodniarze noszą swoje czyny jak czysta koszulę. Tylko ten, kto kłamie w błahych sprawach, kłamie nieudolnie. Tylko ten, kto kłamie rzadko, ma czas na wyrzuty sumienia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Mówi się: &lt;b&gt;kłamstwo ma krótkie nogi. Prawda nie ma żadnych.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Na co zda się pacyfizm, który zapewnia, że jest przeciw każdej wojnie, kiedy szaleje wojna?&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7548858690591299793?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7548858690591299793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/god-i-jedwab-herta-muller.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7548858690591299793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7548858690591299793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/god-i-jedwab-herta-muller.html' title='„Głód i jedwab”  Herta Müller'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SudpQ4hng8I/AAAAAAAAAEk/m9PsabP40js/s72-c/gl%C3%B3dijedwab.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-1638225716812437286</id><published>2009-10-17T00:59:00.002+02:00</published><updated>2009-10-17T01:03:55.383+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Gwiazdy epoki lodowcowej” Renata Šerelyté'/><title type='text'>I jeszcze coś na dokładkę:</title><content type='html'>&lt;u&gt;Sonet, który miała wyrecytować, ale nie wyrecytowała młódka z Paliekné&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;i&gt;Jeśli sens życia istnieje istotnie,&lt;br /&gt;
muszę go wyżąć aż do koncentratu&lt;br /&gt;
i nie popuścić, chociażby sromotnie&lt;br /&gt;
cuchnął jak niedomytych stu degeneratów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Ach smród to głupstwo znacznie gorzej kiedy&lt;br /&gt;
Sens życia mnie drogim chanelem załatwia&lt;br /&gt;
Takiego nie utrzymasz albowiem te trendy&lt;br /&gt;
Tak szybko przemijają i giną tak łatwo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

I choć noszę torebki zbyt tanie&lt;br /&gt;
Choć paznokcie nieładnie mam lakierowane&lt;br /&gt;
Miedziany kolczyk lśni w mym uchu marnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Z łatwością będą mnie dźwigać anioły&lt;br /&gt;
Cień zamiast jeźdźca w siodle niewesoły&lt;br /&gt;
Jeżeli Ty o Boże mnie przygarniesz&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-1638225716812437286?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/1638225716812437286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/i-jeszcze-cos-na-dokadke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1638225716812437286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/1638225716812437286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/i-jeszcze-cos-na-dokadke.html' title='I jeszcze coś na dokładkę:'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-4262526075778334255</id><published>2009-10-14T23:48:00.016+02:00</published><updated>2011-08-17T00:31:36.372+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Gwiazdy epoki lodowcowej” Renata Šerelyté'/><title type='text'>„Gwiazdy epoki lodowcowej” Renata Šerelyté</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/StZImGxH6DI/AAAAAAAAAEc/a53RCQ1Z6NA/s1600-h/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/StZImGxH6DI/AAAAAAAAAEc/a53RCQ1Z6NA/s200/okladka-200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392577423311628338" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004&lt;br /&gt;

Styk rzeczywistości i snu – tak można by zatytułować tę magiczną powieść. A kwintesencją są słowa samej autorki:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Nikt już tutaj nie kapuje,&lt;br /&gt;
Ile sensów jest okrutnych,&lt;br /&gt;
Czemu Mojra siarką pluje&lt;br /&gt;
I polata ponad kuchnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

A poemat ten żałosny&lt;br /&gt;
Niedomyślnym dedykuję.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A oto mój ulubiony fragment:&lt;br /&gt;
„Wystraszony krzykiem, z kuchni przybiegł anioł z sucharkiem pani Otylii i szmyrgnął w kieszeń płaszcza, zwieszającego się z łóżka: ale się pomylił w wyborze kryjówki – kieszeń była dziurawa, anioł wpadł pod podszewkę i zaczął piszczeć. Wyłowiłam go stamtąd i włożyłam do papierowego pudełeczka. &lt;b&gt;Anioł spojrzał na mnie zbolałymi oczami i przykrył twarz skrzydłami.&lt;/b&gt;” :) Jest w tym coś tak ciepłego, dziecięcego... aż miło.&lt;br /&gt;
A teraz do rzeczy. Niewiele się dzieje w życiu bohaterki, za to wiele w jej wyobraźni. Oczy jej duszy są przeogromne, przenikają każdą rzecz, nadając jej nowy, niedostrzegalny dla innych wymiar. Bogactwo metafor bardzo utrudnia (spowalnia) czytanie. Jest tak przytłaczające, że zwykłemu śmiertelnikowi-czytelnikowi może wydawać się, że brak mu którejś klepki. Piękne to wszystko, ale miejscami męczące. Taką prozę trzeba lubić i mieć do niej cierpliwość, gdyż jest totalnie pomieszana z poezją. Przez natłok surrealistycznych wątków można się pogubić w tym, co jest rzeczywiste, a co fikcyjne. Może to nawet lepiej, skoro rzeczywistość - życie w ciemnej wsi, gdzie psy szczekają wiadomo czym – jest frustrująca, przybijająca i ekstremalnie depresyjna, a potem... wcale nie jest lepiej.
Ciekawe, czy Bułhakow byłby dumny z Renaty Šerelyté?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jestem częścią mgły, kroplą wody, wilgocią zerwanego i zgniecionego w garści pąku, tym, co nie ma lat, co nigdy nie dorasta, bo tego nie chce, nie chce obcego losu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Usprawiedliwianie się ateistycznym wychowaniem w dzieciństwie i teraźniejszą mieszanką poglądów, z której dałoby się wykrystalizować taką oto niewiele mówiąca formułę: „Wierzę w Kogoś, kto jest Wyższy” – jest równie bezsensowne jak wiara, że jeżeli się wystruga ze szczapy boga, to tchnie się w niego również boskiego ducha.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Miłość wybacza zło, bo jest dla niej czymś niepojętym.&lt;/b&gt; Ale wspomnienia nie są miłością. W raju nie będzie wspomnień. Przedmioty, wizje jak figury geometrycznie i linia prosta – śmierć.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;Nie lubię poranków, które przypominają pobrzękiwanie blaszanego wiadra, natrętnie zachęcające do wstawania. Takie poranki nie są dziełem bożym.&lt;/b&gt; Nie da się w nie wślizgnąć, jak w suknię ze śliskiego jedwabiu, a mieniący się tren nie zatrzepocze z tyłu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Rozczarowanie jest jak chmura czadu.&lt;br /&gt;
Nie pozwól, bym żyła z wiecznym bólem głowy!...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„I w krzyku i w łzach tkwi cięższa niż kamień wiedza: wszystko jest sprawiedliwe i nieodwołalne.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Świat tylko udaje, że jest zdrowy i racjonalny. Nawet w reklamie lakieru do włosów czai się jakiś zboczony horror.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„O, pyszny Szatanie!...&lt;br /&gt;
Po co stworzyłeś telewizor?...&lt;br /&gt;
Żeby zakpić sobie z Boga, z klasycznej muzyki aniołów i tajemniczego pisma Galaktyki, nie mówiąc już o człowieku?...”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„A czym jest literatura i jaki okres jednoczy wszystkie pory roku – tego nie wiem. Wątpię, czy ktokolwiek inny to wie. Nawet w świecie astralnym.”
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-4262526075778334255?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/4262526075778334255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/gwiazdy-epoki-lodowcowej-renata.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4262526075778334255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/4262526075778334255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/gwiazdy-epoki-lodowcowej-renata.html' title='„Gwiazdy epoki lodowcowej” Renata Šerelyté'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/StZImGxH6DI/AAAAAAAAAEc/a53RCQ1Z6NA/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-2460819483859658485</id><published>2009-10-04T22:08:00.002+02:00</published><updated>2010-10-07T14:05:18.560+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Przegryźć dżdżownicę” Katarzyna Grochola'/><title type='text'>„Przegryźć dżdżownicę” Katarzyna Grochola</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SskA8QoHzbI/AAAAAAAAAEU/EP_k43YsmVA/s1600-h/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SskA8QoHzbI/AAAAAAAAAEU/EP_k43YsmVA/s200/okladka-200.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388839464380911026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydawnictwo Do, Warszawa 1997&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Przeczytałam swego czasu kilka książek Katarzyny Grocholi. „Przegryźć dżdżownicę” była pierwszą i chyba najlepszą. Z reszty po prostu wyrosłam. Z „Przegryźć dżdżownicę” raczej nigdy nie wyrosnę. To - szczególnie dla kobiet - wyciskacz skrajnych emocji. Porusza mnie i przeraża, przypomina mi się czasami, choć wolałabym o niej zapomnieć, jak zdradzona żona o zdradzie męża. Grochola genialnie przedstawia cierpienie kobiety, której załamuje się cały świat. Lektura niełatwa dla empatycznych nie/zdradzonych kobiet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nieważne co jest dalej, &lt;b&gt;ważne, żeby przytrzymać cię za guzik&lt;/b&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Poczułam taką cudowną nadzwyczajną pewność: niektóre sprawy na tym świecie mnie nie dotyczą. Jest ich sporo. To są wypadki samolotowe, wybuch bomb w Jerozolimie, ataki IRA, wyrzynanie się Tutsi i Hutu, dziennik telewizyjny oraz zdrada małżeńska. Ty jesteś inny.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Czas nie kutas, nie stoi.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Mieszkania w blokach są nieszczęściem dla zdrajców.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Mam nadzieję, że mi się nie zrobi taki małpi pyszczek, obwisłe policzki, zacięte usta – taki małpy pyszczek zdradzonych kobiet.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Z godnością sobie wyobrażam, jak przestaje zachowywać się z godnością.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Strach zmienia kobietę bardziej niż permanentny brak orgazmu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kwiaty dzielą się na rosnące i z miłości. Z miłości są w skutek.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-2460819483859658485?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/2460819483859658485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/przegryzc-dzdzownice-katarzyna-grochola.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2460819483859658485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/2460819483859658485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/10/przegryzc-dzdzownice-katarzyna-grochola.html' title='„Przegryźć dżdżownicę” Katarzyna Grochola'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SskA8QoHzbI/AAAAAAAAAEU/EP_k43YsmVA/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-5134890686411414568</id><published>2009-09-24T21:58:00.023+02:00</published><updated>2010-10-07T14:08:14.144+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Pani Dalloway”  Virginia Woolf'/><title type='text'>„Pani Dalloway”  Virginia Woolf</title><content type='html'>Wydawnictwo Znak, Kraków 2008&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;Gdyby trzeba było umrzeć natychmiast, skonanie w tej chwili błogosławieństwem by mi się wydało.&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S41kkTqfdmI/AAAAAAAAALU/wDtFwdmyBGE/s1600-h/Pani-Dalloway_Virginia-Woolf.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 145px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S41kkTqfdmI/AAAAAAAAALU/wDtFwdmyBGE/s200/Pani-Dalloway_Virginia-Woolf.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444118099477362274" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Kilka lat temu, kiedy byłam jeszcze rzadko bywalczynią bibliotek, obejrzałam (zupełnie przez przypadek) film „Godziny”. Wpadł mi w ręce, więc z moim Towarzyszem Życia zasiedliśmy przed ekranem. Doborowa obsada aktorska miała gwarantować dobry film. Jakże się zdziwiliśmy, budząc się pod koniec filmu ze strużkami śliny w kącikach ust. Wstyd! To naprawdę niedopuszczalne. Mam tylko jedną rzecz na swoje usprawiedliwienie. Nie przeczytałam „Pani Dalloway”. Owszem, można zobaczyć film i bez tego, ale jak widać efekt nie ten sam. Poza tym, nie byłam gotowa na tak dużą dawkę smutku, łez i bólu egzystencjalnego. Myślę, że w pewnym sensie broniłam się przed tym, odchodząc w błogi sen. TŻ mi w tym pomógł znacznie.&lt;br /&gt;
&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Dziś już wszystko jest jasne. Książka ma typową dla Woolf magię, zachęca bogatą narracją do indywidualnej kreacji w wyobraźni. Dla mnie było to szczególne doświadczenie, gdyż niedawno zwiedziłam Londyn. Dzięki temu o wiele łatwiej było mi wgryźć się w klimat, wczuć w malownicze opisy... i aż słyszę bicie Big Bena, stukot obcasów po bruku, gwar ulicznych rozmów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S41k-HWZSyI/AAAAAAAAALc/yJ4uYV8UdGs/s1600-h/Pani-Dalloway+Film.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S41k-HWZSyI/AAAAAAAAALc/yJ4uYV8UdGs/s200/Pani-Dalloway+Film.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444118542848445218" /&gt;&lt;/a&gt;

&amp;#160 &amp;#160 &amp;#160 &amp;#160Ekranizacja „Pani Dalloway” to całkiem udany film. Mam zastrzeżenia jedynie do głównej aktorki, jest, wedle mnie, zbyt stara i za mało urokliwa. Panią Dalloway widzę jako smukłą, delikatną kobietę z oryginalną twarzą, młodszą niż wskazywałaby data urodzenia. Może się powtórzę, ale nie lubię, gdy aktorka jest do pary z niższym i na oko młodszym mężczyzną. Może się czepiam?&lt;br /&gt;
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz, czy ktoś - poza moim TeŻetem - pomyślał, że Pani Dalloway na końcu popełni samobójstwo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W oczach ludzi, w rytmicznym kroku, w dreptaniu, ciężkich stąpaniach, w zgiełku i wrzawie (...) w hałasie, w dziwacznym wysokim śpiewie samolotu tam w górze było wszystko to, co kochała: życie, Londyn. Ta chwila w czerwcu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Pamiętała, jak się ubrała, jak szła na dół i idąc przez hall, myślała, że: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Gdyby trzeba było umrzeć natychmiast, skonanie w tej chwili błogosławieństwem by mi się wydało.”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Na takim świecie nie wolno rodzić dzieci. &lt;b&gt;Nie wolno przedłużać cierpienia. Nie wolno rozmnażać tych chutliwych zwierząt, które nie wiedzą, co to stałość uczuć, które powodują się kaprysami i zachciankami pchającymi je raz w tym, to znów w innym kierunku.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Jeżeli raz upadniesz natura ludzka rzuca się na ciebie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„A poza tym ten straszny lęk, to przytłaczające uczucie nieprzystosowania. Rodzice dają je dziecku do rąk, dają mu to życie, które trzeba przeżyć aż do końca, z pogodą.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Żadna rozkosz nie może się równać, myślała, przesuwając krzesła na miejsce, odkładając książkę na półkę, z rozkoszą, jaką daje wyrzeczenie się tryumfów młodości, zagubienia się w procesie życia po to, żeby je odnaleźć &lt;b&gt;z nagłym spazmem radości, kiedy wstaje słońce, kiedy zapada zmierzch.&lt;/b&gt;”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-5134890686411414568?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/5134890686411414568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/09/wydawnictwo-znak-krakow-2008-kilka-lat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5134890686411414568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/5134890686411414568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/09/wydawnictwo-znak-krakow-2008-kilka-lat.html' title='„Pani Dalloway”  Virginia Woolf'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S41kkTqfdmI/AAAAAAAAALU/wDtFwdmyBGE/s72-c/Pani-Dalloway_Virginia-Woolf.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7569639829901237013</id><published>2009-09-04T22:12:00.006+02:00</published><updated>2011-07-20T18:07:07.898+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Amatorki”  Elfriede Jelinek'/><title type='text'>„Amatorki”  Elfriede Jelinek</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SqF1Qm1BGfI/AAAAAAAAADY/1_eIaCCa6f0/s1600-h/JELINEK0.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SqF1Qm1BGfI/AAAAAAAAADY/1_eIaCCa6f0/s200/JELINEK0.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377708358218357234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;

Wydawnictwo W.A.B., 2005&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po kilku latach przeczytałam „Amatorki” drugi raz. Miałam nadzieję, że tym razem będę umiała podejść do tej lektury z dystansem i opanowaniem. Nie udało się. Książka wzbudza skrajne emocje. U mnie wściekłość. Jelinek ma to do siebie, że dosadnie, po imieniu nazywa rzeczy, i to mi się podoba. Jednak historie kobiet skazanych na tak beznadziejny los zawsze mnie poruszają.&lt;br /&gt;
Jedna i druga zmuszona zostaje do walki o własne „szczęście”. Dla jednej i drugiej jest nim mężczyzna, który z rycerzem na białym koniu nie ma nic wspólnego. Obydwie nie mają w zasadzie żadnego wyboru. Ich życie ma tylko jeden cel -”dzieciątko”, które jest przepustką do „lepszego” bytu. Bytu, w którym tkwią jako ofiary patriarchatu.&lt;br /&gt;
Najciekawsze jest jednak to, jak bardzo te historie są ponadczasowe i bliskie naszemu społeczeństwu. Polka, Matka-Polka musi kochać dzieci. Jeżeli ich nie ma jest bezwartościową kobietą, wedle niektórych wiedźmą. Zapewne nikt jej nie chciał, jest brzydkim babochłopem, feministką lub lesbijką (co stereotypowo zawiera się w jednopaku). A jeżeli już jest którąś z ostatnich, to zapewne nikt jej porządnie nie....&lt;br /&gt;
Nie do pomyślenia jest, że także może być szczęśliwa, że niczego jej nie brakuje, nie czuje pustki z braku potomstwa. (Tutaj zawsze pada argument: „pożałuje jak już nie będzie mogła”.) Kiedy nasze społeczeństwo dojrzeje do tego, że nie wszyscy muszą (nie wszyscy chcą) się rozmnażać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;


&lt;b&gt;„kobiety wychodzą często za mąż lub giną w inny sposób.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„jeśli ktoś przeżywa los, to nie tutaj. Jeśli ktoś dysponuje losem, to mężczyzna. Jeśli kogoś dotyka los, to kobietę.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„żyje się tylko raz, mówi matka brigitte, dla której ten raz jest już o jeden raz za dużo i za często, bo nie ma męża.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„właśnie dlatego tak bardzo cię kocham, że będziesz zarabiał więcej niż ktoś, kto będzie zarabiał mniej.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„poza tym kobiety w autobusie przewyższają paulę wiedzą o uzdrawiającym bólu rodzenia dzieci. Przewaga jest duża, ale do nadrobienia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„tak naprawdę to brigitte czuje wstręt do niemowlaków. Tak naprawdę to najchętniej połamałaby im delikatne paluszki u rączek...”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„wkręca się w jej ciało niczym pijawka. i gorliwie wprawia w ruch swego naganiacza. matka daje b. dobrą radę, żeby b. nie puszczała. kiedy b. aż skręca w żołądku, h. nie puszcza, trzyma się jej kurczowo, z ust wyrzuca gnijący odór zepsutych zębów i pryska szczodrze kropelkami śliny w jej zaciśnięte ze wstręt powieki.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„h. najchętniej dałby b. w pysk. Po chwili to robi. Mężczyzna powinien zawsze robić to, co postanowił.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„zadrapania, siniaki, rany tłuczone i zgniecenia z pewnością się do wesela zagoją.&lt;br /&gt;
w duszy pauli słychać śpiew, ale bardzo słabo.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;zamiast ran długa do ziemi, biała koronkowa suknia z welonem.&lt;br /&gt;
zamiast mydlanego ługu biały wianek do ślubu.&lt;br /&gt;
zamiast aborcji weselnych tortów kilka porcji.&lt;br /&gt;
zamiast martwego płodu bydlaka, dobry kotlet z cielaka.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
próba uśmiercenia małej susanne w brzuchu pauli się nie udała.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7569639829901237013?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7569639829901237013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/09/amatorki-elfriede-jelinek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7569639829901237013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7569639829901237013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/09/amatorki-elfriede-jelinek.html' title='„Amatorki”  Elfriede Jelinek'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SqF1Qm1BGfI/AAAAAAAAADY/1_eIaCCa6f0/s72-c/JELINEK0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-3463891894376788922</id><published>2009-08-25T21:49:00.008+02:00</published><updated>2010-10-07T14:12:30.408+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Tego lata w Zawrociu&quot; Hanna Kowalewska'/><title type='text'>„Tego lata, w Zawrociu” Hanna Kowalewska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SpRAh9f3h9I/AAAAAAAAADQ/LLoP_xAotLI/s1600-h/Tego_lata_w_zawrociu.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 127px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SpRAh9f3h9I/AAAAAAAAADQ/LLoP_xAotLI/s200/Tego_lata_w_zawrociu.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373991207547930578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo Zysk i S-ka &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Tego lata, w Zawrociu” to malownicza opowieść o młodej kobiecie, która odkrywa piękno natury i zawiłości rodzinnej historii. Otrzymuje w spadku od zupełnie sobie obcej babki cały jej majątek. Widziały się tylko raz w życiu, a jednak połączyło je więcej niż kogokolwiek w rodzinie. Młoda - Matylda, stara – Aleksandra... warto je poznać.&lt;br /&gt;
Ciekawa narracja (do nieżyjącej), wspaniałe opisy przyrody i napięcie: co jeszcze zmieniło piękną, mądrą damę w zgorzkniałą i znienawidzoną staruchę. Tajemnica wciąga, odkrywamy ja razem z bohaterką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Zło podbudować złem, nienawiść nienawiścią, samowoli dać do ręki wszystkie możliwości.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nienawiść to podlejsza forma przynależności.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Zawsze wierzyłaś, że &lt;b&gt;więcej jest modlitwy w dobrym wierszu niż w wyklepanym pacierzu, w harmonijnym tańcu niż w siedzeniu w kościelnej ławie, w koncercie fortepianowym Czajkowskiego niż w źle odśpiewanej kolędzie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kto patrzy w przeszłość i wydobywa z niej same ochłapy i strzępy, nie może zbudować przyszłości, bo nie ma czasu, by ją wymyślić. Nie ma też sił, by cieszyć się teraźniejszością, tą kroplą czasu – jedyną, która jest nam dana naprawdę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Głupota ogółu robi z mądrych kobiet wiedźmy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Za wielki mam apetyt na życie, by bawić się w niszczenie przeszłości.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Ból zadawany tym, których kochamy, jest jak bumerang – wraca i wbija się w nasze serca.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Dotykasz ręka czoła ukochanego na dziesiątym piętrze, patrzysz przypadkiem w okno i widzisz, że twój gest powtarza para na szóstym piętrze (...) wchodzą w powtarzalne mięso. Rozkosz na paru piętrach! Trzeszczenie wersalek obitych taką samą sztuczną tkaniną! &lt;b&gt;Blokowa orgia!&lt;/b&gt; Coraz szybsze oddechy. Ostatni spazm. Uspokojenie. Cisza. Mrok.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Życie jest absurdem. Większość z nas nie zauważa absurdu, inni – nieliczni – potrafią go oswoić i zaakceptować.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Łuszczę się, wydalam, wypacam, spalam, uśmiercam poprzednią myśl następną myślą, poprzedni gest następnym gestem, poprzedni pocałunek następnym pocałunkiem, poprzednią miłość następną miłością, ścieram wszystko, zmywam z siebie, gubię siebie wczorajszego i sprzed minuty, rozpraszam, zatracam. Nic nieznaczące przemiany. Rozpad.”
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-3463891894376788922?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/3463891894376788922/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/08/tego-lata-w-zawrociu-hanna-kowalewska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3463891894376788922'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/3463891894376788922'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/08/tego-lata-w-zawrociu-hanna-kowalewska.html' title='„Tego lata, w Zawrociu” Hanna Kowalewska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SpRAh9f3h9I/AAAAAAAAADQ/LLoP_xAotLI/s72-c/Tego_lata_w_zawrociu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-71628905353611738</id><published>2009-08-22T23:37:00.020+02:00</published><updated>2010-10-07T14:14:59.227+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Regulamin tłoczni win” John Irving'/><title type='text'>„Regulamin tłoczni win” John Irving</title><content type='html'>Prószyński i S-ka, Warszawa 2006&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p align="center"&gt;&lt;font face="'Monotype Corsiva','Times New Roman'"&gt;&lt;font size="5"&gt;„Na dzieciach nic nie robi większego wrażenia niż widok rodziców łamiących własne zakazy.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42NRnpCiVI/AAAAAAAAALk/pzAwDoPjdjM/s1600-h/Reg+t%C5%82oczni+win.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42NRnpCiVI/AAAAAAAAALk/pzAwDoPjdjM/s200/Reg+t%C5%82oczni+win.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444162858399205714" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;font face="'Times New Roman'"&gt;&lt;font size="3"&gt;Delektowałam się tą książką. Smakowałam każdą stronę i nie chciałam wcale dobrnąć do końca. Rozbudowana fabuła, mnogość postaci, bogata narracja. Do tego wzbudzający kontrowersje wątek aborcji, który aż zachęca do lektury. Najbardziej podobał mi się sposób przedstawienia racji obu stron, spór na linii doktor – Homer oraz ewoluujące poglądy jednego i drugiego pod wpływem doświadczanych historii. Z jednej strony prawo, religia, idealizm – to, co zawsze jest czarno-białe, z drugiej - piekło kobiet, samotnych matek, obskurnych spelun, szydeł zostawionych w macicy czy prostytutek z penisem kuca w gardle.&lt;br /&gt;

Może i jest tendencyjnie, ale tak właśnie mi się podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42OJYoxeXI/AAAAAAAAALs/rqWHzdW4G1w/s1600-h/Wbrew+regu%C5%82om.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 143px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42OJYoxeXI/AAAAAAAAALs/rqWHzdW4G1w/s200/Wbrew+regu%C5%82om.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444163816444230002" /&gt;&lt;/a&gt;

Film mnie niestety rozczarował. Historia ucięta w latach, pominięcie Angela, zmienione i brakujące wątki, np. Melony, której zemsty na Homerze obawiałam się przez cały czas, aż do momentu ich ostatniego spotkania. Ponadto, zrobienie pary z przepięknej Chalize Theron i T. Maguire’a wydaje mi się dalece niestosowne. I nie chodzi tylko o to, że jest od niej niższy, po prostu nie ta liga. Twórcom filmu należą się jednak oklaski za scenografię i klimat, który wyobrażałam sobie czytając to niezapomniane, opasłe tomisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42PgiAlxkI/AAAAAAAAAL0/2P6zdcsNhvU/s1600-h/Wbrew+regu%C5%82om+2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42PgiAlxkI/AAAAAAAAAL0/2P6zdcsNhvU/s200/Wbrew+regu%C5%82om+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444165313608664642" /&gt;&lt;/a&gt;

&lt;b&gt;„Oto ciało człowiecze, bez wątpienia stworzone na to, aby chcieć potomstwa – a oto człowieczy umysł, jakże pełen wątpliwości na ten temat. Nieraz umysł człowieczy kategorycznie sprzeciwia się posiadaniu dziecka, ale bywa i tak, że umysł perwersyjny wymusza urodzenie dziecka na drugiej osobie, która tego bardzo nie chce. W imię czego tak się dzieje? – zastanawiał się doktor Larch. W imię czego lub kogo w niektórych umysłach rodzi się przymus powoływania na świat nawet tych najbardziej niechcianych dzieci?”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Miało to niebagatelne znaczenie na przyszłość, że najpierw widział matki wyjeżdżające, nie zaś przybywające do szpitala z &lt;b&gt;brzuchami napęczniałymi problemem&lt;/b&gt;, którego zamierzały się tu pozbyć. Ważne było to, że Homer zauważył, iż &lt;b&gt;wyjeżdżając, nie sprawiały wrażenia osób, które pozbyły się problemu do końca. Homer nigdy nie widział osób bardziej nieszczęśliwych niż te kobiety&lt;/b&gt;...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W noc jej śmierci doktor Larch miał koszmarny sen: śniło mu się, że penis mu odpadł; doktor próbował przyszyć go na miejsce, ale nieszczęsny organ rozszedł mu się w palcach, a potem także i palce poodpadały od dłoni. &lt;b&gt;Typowy sen chirurga! – stwierdził doktor, gdy się obudził: palce ceni się w tym fachu wyżej niż penisy.&lt;/b&gt;”
&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Ci sami ludzie, którzy namawiają nas do obrony nienarodzonych, przestają bronić kogokolwiek prócz siebie samych, ledwie narodziny dojdą do skutku. Ci sami, którzy głośno deklarują miłość do duszy nienarodzonego, odmawiają grosza i pomocy ludziom biednym, niechcianym i prześladowanym. Czym usprawiedliwiają wielką troskę o płód ludzki, połączoną z równie wielką obojętnością wobec odrzuconego, maltretowanego dziecka? Zrzucają winę na przypadek poczęcia na rodziców, potępiają najuboższych – tak jakby biedni byli biednymi z wyboru. Owszem, biedni mogliby starać się wyrwać z nędzy, gdyby dać im szansę kontrolowania liczebności potomstwa. Zawsze uważałem wolność wyboru za sztandarową cechę demokracji – a więc i Ameryki!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Najtrudniej pogodzić się z tym, że z upływem czasu ludzie, którzy tak wiele kiedyś  dla nas znaczyli, wyłaniają się z mroków zapomnienia ujęci w cudzysłów.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Nie mamy większych praw wobec ludzi, których kochamy, niż wobec obcych.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nie jesteśmy w stanie ochronić innych, kolego. Możemy ich najwyżej kochać.”&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/div&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-71628905353611738?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/71628905353611738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/08/regulamin-toczni-win.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/71628905353611738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/71628905353611738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/08/regulamin-toczni-win.html' title='„Regulamin tłoczni win” John Irving'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/S42NRnpCiVI/AAAAAAAAALk/pzAwDoPjdjM/s72-c/Reg+t%C5%82oczni+win.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7822986757499061080</id><published>2009-07-29T22:41:00.006+02:00</published><updated>2010-10-07T14:18:59.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Katoniela” Ewa Madeyska'/><title type='text'>„Katoniela” Ewa Madeyska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SnC0RnbuyHI/AAAAAAAAADA/9vvXfFTkpAM/s1600-h/katoniela.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SnC0RnbuyHI/AAAAAAAAADA/9vvXfFTkpAM/s200/katoniela.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363985370934331506" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Świetna książka! Powaliła mnie na kolana. Jest brutalna, poruszająca, choć miejscami przesadzona. Jeżeli tak miałoby wyglądać prawdziwe oblicze polskiego katolicyzmu, to straciłabym wiarę w Polaków. Odpychająca postać Totalnego – odrażającego hipokryty – wzbudza w mnie niesmak i wściekłość. Aż ciarki przechodzą na samą myśl, że w katolickim domu, w katolickiej sypialni dzieją się takie rzeczy. Gdzie kobieta, która „podtrzymuje domowe ognisko”, ma urządzone piekło na ziemi, jest zniewolona i upodlona.&lt;br /&gt;
Co do głównej bohaterki, budzi szacunek i współczucie, jako ofiara zakłamanego społeczeństwa. Jednak dla mnie, osobiście, Aniela to, za przeproszeniem, „głupia gęś”, która w autodestrukcyjny i masochistyczny sposób układa sobie życie. Mogła uciec, ale – i tu wątek naciągany – została. Dokonała fatalnego wyboru i na domiar złego została „ukarana”, choć by nie brzmiało to dewocyjno-bogobojnie, dotknięta w sposób najgorszy z możliwych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Była katoliczką. Wyboru wyznania dokonali za nią rodzice, a za nich ich rodzice, a za nich, i tak dalej.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Przekonała się – Bóg pokiwał siódmym odwiecznym paluchem, który później włożył w metafizyczny nos. Stwórca rozmyślnie pozwalał sobie na brak pośpiechu. Wiedział, że &lt;b&gt;nie ma zbrodni bez kary, że Jego nierychliwość jest wprost proporcjonalna do sprawiedliwości, bo jak Aniela Bogu, tak Bóg Anieli...”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Spodnie żadną miarą nie wchodziły w rachubę. (...)&lt;br /&gt;
- Czy ty widziałaś, żeby Matka Boża chodziła w spodniach? – odpowiedziała matka.&lt;br /&gt;
- A czy ty widziałaś, żeby Matka Boża w ogóle chodziła? - odrzekła Aniela (...)&lt;br /&gt;
- A na świętych obrazkach jest tylko w sukniach. &lt;b&gt;Nosić spodnie w niedzielę to grzech!”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Niebłogoslawieni ubodzy duchem, wyśpiewała cicho, albowiem im mniej mają, tym mniej się spodziewają, więc nie nasycaj mnie, Boże, wewnętrznym bogactwem, bo i tak go nie przyjmę, schowaj metafizyczne krówki, transcendentne ciągutki, bo i tak je wyrzygam.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Niebłogosławieni, którzy się smucą, albowiem nie potrafisz ich pocieszyć, więc zrozum moją wściekłość, mój gniew i na smutek niezgodę, i zrozum, że mam dość tego smutku, który jest zawsze pojedynczy i nie dzielony, choć powinien być dzielony, bo &lt;b&gt;kurewskie, małżeńskie równanie powinno dzielić się na dwa.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Niebłogosławieni czystego serca, albowiem i tak zabierasz ich do siebie, zawsze za wcześnie, zawsze nie w porę, zabierasz do nieba swojego...”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7822986757499061080?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7822986757499061080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/katoniela-ewa-madeyska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7822986757499061080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7822986757499061080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/katoniela-ewa-madeyska.html' title='„Katoniela” Ewa Madeyska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SnC0RnbuyHI/AAAAAAAAADA/9vvXfFTkpAM/s72-c/katoniela.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7853987562076423238</id><published>2009-07-12T16:08:00.010+02:00</published><updated>2010-10-07T14:21:10.461+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku&quot; Dorota Masłowska'/><title type='text'>„Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" Dorota Masłowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Slnugt_xvNI/AAAAAAAAAC4/CWvqcJpUPzU/s1600-h/okladka875.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 183px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Slnugt_xvNI/AAAAAAAAAC4/CWvqcJpUPzU/s200/okladka875.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357575477604236498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2006&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Trochę komicznie, trochę tragicznie...&lt;br /&gt;
Narkotykowo-zjazdowe perypetie dwojga oszołomów, które wprawiły mnie w dobry humor na chwil kilka. Ten typ twórczości trzeba jednak lubić, by przebrnąć nawet przez 90 parę stron. W przypadku sztuki scenicznej, w roli Parchy wymarzyłam sobie Kubę Wojewódzkiego, zaś Dżiną mogłaby być Anna Mucha, choć może za ładna? Zatem może Frytka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Kierowca: „Ja mówię: człowieku, jaka Dżina, co za Dżina znowu, co mnie obchodzi twoja żona jakaś Dżina? Tak się spytałem. &lt;b&gt;Dla mnie to ona się może nazywać Doktor Queen&lt;/b&gt;, zabieraj mi ją stąd już, spieszę się, do roboty jadę, co tu się kurde flak dzieje?!...&lt;br /&gt;
Parcha: „Tak naprawdę ma na imię w dowodzie Pyralgina, a mówi każdemu, żeby mówili na nią Dżina. Peraliguina, Aspiryna, Kofeina to u nas tradycyjne rumuńskie imiona.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Kierowca: „I mi pokazuje zęby, takie brązowe kołki niewyparzone, takie jak niedopałki, prawie pawia puściłem, &lt;b&gt;jak można takie zęby mieć i jeszcze się ten, rozmnażać...&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Parcha: „Panie, jak my powiemy w Rumunii, że tym jechaliśmy, to hooo. Krewni nam szałas podpalą z zazdrości. &lt;b&gt;Seiczęto. To nie jest samochód, to jest religia.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Dżina: &lt;b&gt;”Niedobrze mi. Chyba rodzę. Dzwoń po doktora Lubicza.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Parcha: „Ona nie ma odbytu.”&lt;br /&gt;
Kierowca: „Oczywiście, że nie ma...ale ja nic takiego nie sugerowałem...”&lt;br /&gt;
Parcha: „&lt;b&gt;Dżina nie ma odbytu, ona nie jest taka.&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Dżina: „(...) pieprzę się z różnymi takimi palantami jak ty, chociaż wcale mi się nie chce, po prostu idę do nich, bo chcę się przespać w spokoju, żeby nikt nie dał ryja nad uchem, jak się obudzę skacowana, wiesz, my mamy kawalerkę, siedemnaście metrów, jak ci ktoś pierdolnie jakimś czajnikiem albo garkiem nad uchem, to to nie są żarty na kacu, jak umierasz, a ci &lt;b&gt;dziecko przyniesie pianinko do łóżka i zacznie napierdalać „jesteśmy jagódki”, „kokoszeczka ważyła jajeczka”...”&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7853987562076423238?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7853987562076423238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/dwoje-biednych-rumunow-mowiacych-po.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7853987562076423238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7853987562076423238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/dwoje-biednych-rumunow-mowiacych-po.html' title='„Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku&quot; Dorota Masłowska'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/Slnugt_xvNI/AAAAAAAAAC4/CWvqcJpUPzU/s72-c/okladka875.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-46849937685878951</id><published>2009-07-11T15:52:00.010+02:00</published><updated>2010-10-07T14:24:14.345+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„ROK 1984” George Orwell'/><title type='text'>„ROK 1984” George Orwell</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SliZbYndzPI/AAAAAAAAACw/4kCWUIMOwAU/s1600-h/rok+1984+mini.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 100px; height: 154px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SliZbYndzPI/AAAAAAAAACw/4kCWUIMOwAU/s200/rok+1984+mini.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357200452500704498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo MUZA S.A.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Po nieudanej ostatniej lekturze aż milo było wrócić do jednej z moich ulubionych. Chciałam przekonać się, czy oby nie byłam niesprawiedliwa w ocenie „Globalii”. I zdania nie zmieniam. Geniusz Orwell’a nie przestaje mnie zadziwiać. Ciężko mi było przeprowadzić selekcję, gdyż fragmentów godnych zapamiętania jest mnóstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;i&gt;Wojna to pokój&lt;br /&gt;
Wolność to niewola&lt;br /&gt;
Ignorancja to siła&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Myślozbrodnia nie pociąga za sobą kary śmierci: myślozbrodnia JEST śmiercią.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Kto rządzi przeszłością – głosił jeden ze sloganów Partii – w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Niegdyś oznaką szaleństwa było upieranie się, że Ziemia obraca się wokół Słońca; dziś wiara, że przeszłość jest niezmienna.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„&lt;b&gt;&lt;i&gt;Dwójmyślenie&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; oznacza przede wszystkim umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba na raz.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nic na świecie nie jest tak straszne jak ból fizyczny. &lt;b&gt;W obliczu bólu nie ma bohaterów...&lt;/b&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Wszystko dzieje się w głowie. A co dzieje się w głowach wszystkich, dzieje się naprawdę.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-46849937685878951?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/46849937685878951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/rok-1984-george-orwell.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/46849937685878951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/46849937685878951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/rok-1984-george-orwell.html' title='„ROK 1984” George Orwell'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SliZbYndzPI/AAAAAAAAACw/4kCWUIMOwAU/s72-c/rok+1984+mini.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-6099907156566757938</id><published>2009-07-05T12:26:00.009+02:00</published><updated>2011-02-11T14:35:42.888+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Globalia” Jean Christophe Rufin'/><title type='text'>„Globalia” Jean Christophe Rufin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SlCB39S-anI/AAAAAAAAACo/DlCqT9JeJtg/s1600-h/Globalia_Jean-Christophe-Rufin,images_product,21,978-83-7359-322-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SlCB39S-anI/AAAAAAAAACo/DlCqT9JeJtg/s200/Globalia_Jean-Christophe-Rufin,images_product,21,978-83-7359-322-0.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5354922755290458738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2007&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakupiłam tę książkę, gdyż zawsze pociągały mnie orwellowskie klimaty. Czasami jednak opis książki na ostatniej stronie sprawia, że tracę pieniądze. Rufin jak najbardziej nawiązuje do Orwell’a, niestety jest to dość nieudolna próba kopiowania klasyki. Myślę, że trudno jest stworzyć oryginalną wizję państwa totalitarnego po „Roku 1984” i zaskoczyć czytelnika czymś, czego jeszcze nie było. Mimo tego, że w Globalii jest parę nowości (np. niestrefy), całościowa wizja antyutopii wykreowana przez autora mnie nie przekonuje. Moja negatywna opinia może wynikać przede wszystkim z tego, że nie podoba mi się akcja. Według mnie jest uboga, nie wciąga, ogólnie niewiele się dzieje i czuć, że nie ma nawet na co czekać. Ponad 400 stron można by spokojnie sklecić do połowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W Globalii lata liczono od zera do sześćdziesięciu, a potem znowu zaczynano od zera. System ten, wzorowany na naliczaniu sekund i minut, miał wiele zalet. Osobom mającym przed sobą wspaniałą przyszłość pozwalał&lt;b&gt; uwolnić się od straszliwie niedyskretnej rzeczy, jaką niegdyś była data urodzenia.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Globalia, w której mamy szczęście żyć jest demokracja idealną. Każdy może w niej robić, co mu się podoba. Naturalną skłonnością istot ludzkich jest jednak nadużywanie wolności, to znaczy wkraczanie na teren wolności innych. NAJWIĘSZYM ZAGROŻENIEM DLA WOLNOŚCI JEST SAMA WOLNOŚĆ. Jak bronić wolności przed nią samą? Gwarantując wszystkim bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo to wolność. Bezpieczeństwo to ochrona. Ochrona to nadzór. NADZÓR TO WOLNOŚĆ.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Nie wystarczy, że trwają  f o r m y  tragedii. Potrzeba nam bohaterów, którzy by ją personifikowali.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;„Strach powinien teraz stać się wartością najwyższą, wyłączając wszystkie inne, a zwłaszcza wartości wysnute z Historii. Za drogo zapłaciliśmy za fanatyzmy związane z narodem, tożsamością, reli...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;i&gt;„Lepiej wyrzec się szczęścia, niźli nie dzielić go z innymi.
Jesteśmy sierotami po świecie danym wszystkim ludziom.”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-6099907156566757938?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/6099907156566757938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/globalia-jean-christophe-rufin.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6099907156566757938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/6099907156566757938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/07/globalia-jean-christophe-rufin.html' title='„Globalia” Jean Christophe Rufin'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SlCB39S-anI/AAAAAAAAACo/DlCqT9JeJtg/s72-c/Globalia_Jean-Christophe-Rufin,images_product,21,978-83-7359-322-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-7555912249839963767</id><published>2009-06-23T22:22:00.030+02:00</published><updated>2011-07-07T14:04:10.770+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Możliwość wyspy”  Michel Houellebecq'/><title type='text'>„Możliwość wyspy”  Michel Houellebecq</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SkE5qdLAgKI/AAAAAAAAAB4/jq66tld51bU/s1600-h/mo%C3%85%C2%BCliwo%C3%85%E2%80%BAwyspy.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350621233840947362" style="margin: 0px 10px 10px 0px; float: left; width: 110px; height: 175px;" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SkE5qdLAgKI/AAAAAAAAAB4/jq66tld51bU/s200/mo%C5%BCliwo%C5%9Bwyspy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2006&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Na okładce książki zacytowano „The Economist”. Książka miała być brutalna i zabawna. Co do pierwszego się zgadzam, drugi epitet nie pasuje w żadnym razie. Nie było mi do śmiechu ani przez chwile. Miejscami wręcz czułam się zniesmaczona, co nie dotyczy li tylko dosadnych opisów seksualnym poczynań bohatera. Seks, wystające stringi, seks, wystające stringi....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Na początek to, co w książce na szarym końcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;i&gt;&lt;B&gt;Życie, życie dni minione,&lt;br /&gt;
Pierwsze marzenie, co kona,&lt;br /&gt;
Pierwsza miłość chybiona&lt;br /&gt;
Musiały mi być wrócone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Bym w końcu wiedział na pewno.&lt;br /&gt;
Co w życiu jest najcenniejsze,&lt;br /&gt;
Kiedy dwa ciała w najlepsze&lt;br /&gt;
W uścisku łączą się w jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Poddawszy się całkowicie,&lt;br /&gt;
Wiem – czym jest bytu wahanie,&lt;br /&gt;
Czy stąd nie zniknąć? pytanie,&lt;br /&gt;
Słonce, gdy wstaje o świcie,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Miłość, co troski rozwieje,&lt;br /&gt;
Gdzie wszystko dane od razu;&lt;br /&gt;
Wciąż jednak pośrodku czasu&lt;br /&gt;
Możliwość wyspy istnieje.&lt;/B&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;B&gt;„Kobiety wywołują w nas złudzenie wieczności ze swoimi cipkami wiodącymi do tajemnicy – jakby chodziło o tunel otwierający się na istotę świata, podczas gdy chodzi o zwykłą dziurkę leżącą odłogiem.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Skecz Daniela:&lt;br /&gt;
&lt;B&gt;„Wiesz, jak nazywa się tłuszcz wokół waginy?&lt;br /&gt;
Nie.&lt;br /&gt;
Kobieta.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;B&gt;„Życie zaczyna się po pięćdziesiątce, taka jest prawda; ale również prawdą jest to, że kończy się po czterdziestce.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„W takich właśnie sytuacjach ludzie zmiażdżeni przez poczucie własnej znikomości decydują się zrobić dzieci; w ten sposób przedłuża się gatunek (...) nie tylko żywiłem to uzasadnione obrzydzenie, które opanowuje każdego normalnego mężczyznę na widok niemowlaka; nie tylko żywiłem głęboko zakorzenione przekonanie, że &lt;B&gt;dziecko jest złośliwym karłem&lt;/B&gt; o wrodzonym okrucieństwie, u którego od początku można się dopatrzeć najgorszych cech gatunku i którego zwierzęta domowe unikają ze słuszną ostrożnością.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;B&gt;„Samotność we dwoje jest uznanym piekłem.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;B&gt;„Poza wszystkim kopulacja... to geometryczna oczywistość.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Według Najwyższej Siostry zazdrość, pożądanie i chęć prokreacji mają jedno i to samo źródło: ból istnienia. To ból istnienia każe nam szukać bliźniego niczym paliatywu; musimy przekroczyć to stadium, by dojść do stanu, kiedy sam fakt istnienia jest nieustającym powodem do radości.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;i&gt;&lt;B&gt;Prośbę o zmiłowanie&lt;br /&gt;
Echo odbija w nicość&lt;br /&gt;
Ciała nasze ułomne&lt;br /&gt;
Nadal walczą o sytość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Obietnica zniknęła&lt;br /&gt;
Ciała nastoletniego&lt;br /&gt;
Starość już się uwzięła&lt;br /&gt;
Doświadczamy niczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Tylko pamięci próżnej&lt;br /&gt;
O dniach, które minęły&lt;br /&gt;
I nienawiści pustej&lt;br /&gt;
I czystej beznadziei.&lt;/B&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;B&gt;„Może ten prymitywny imbecyl Hegel miał słuszność, może w gruncie rzeczy byłem jedynie chytrością rozumu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Masturbacja to uprawianie miłości z kimś, kogo naprawdę kochamy.”&lt;/B&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7001732574607698000-7555912249839963767?l=agatoris.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://agatoris.blogspot.com/feeds/7555912249839963767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/06/mozliwosc-wyspy-michel-houellebecq_23.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7555912249839963767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7001732574607698000/posts/default/7555912249839963767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://agatoris.blogspot.com/2009/06/mozliwosc-wyspy-michel-houellebecq_23.html' title='„Możliwość wyspy”  Michel Houellebecq'/><author><name>Agatoris</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06968086496171689877</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/--qAiRa2zuLc/TxYIp6XJ6zI/AAAAAAAAAi0/NDgFGLCX2AM/s220/Aga.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SkE5qdLAgKI/AAAAAAAAAB4/jq66tld51bU/s72-c/mo%C5%BCliwo%C5%9Bwyspy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7001732574607698000.post-795873919424304884</id><published>2009-06-08T21:32:00.023+02:00</published><updated>2010-02-14T20:17:43.748+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='„Odette i inne historie miłosne” Eric - Emmanuel Schmitt'/><title type='text'>„Odette i inne historie miłosne” Eric - Emmanuel Schmitt</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SkFF0Yw6IyI/AAAAAAAAACI/0zkPoT7w9Ps/s1600-h/odetteiinnehistoriemilosne.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_OzIgDj1TzWY/SkFF0Yw6IyI/AAAAAAAAACI/0zkPoT7w9Ps/s200/odetteiinnehistoriemilosne.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350634598595961634" /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
Wydawnictwo Znak, Kraków 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Raczej nie lubię romansideł. Ckliwe historie ona – on...łezka w oku mi się nie kręci. Dlatego z obawą sięgnęłam po tę pozycję. Tytuł może być jednak dość mylący. Na szczęście nazwisko autora mówi samo za siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Jak dla mnie, tytuł tego zbioru opowiadań powinien brzmieć: „Odette, historie miłosne i inne”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&gt;„Wanda Winnipeg”&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Historia niezwykle bogatej i pięknej kobiety, która doszła do wysokiej pozycji społecznej dzięki planowanym i wyrafinowanym zabiegom, którym poddawała mężczyzn. Od najmłodszych lat wiedziała, jak owinąć ich wokół palca, by śpiewali tak, jak ona zagra. Jednocześnie żyjąca w przekonaniu, że to czego chce się jej zawsze należy: „Wściekłość, spowodowana poczuciem niesprawiedliwości, ukształtowała jej charakter. Wszystko, co miała w przyszłości przeżyć, brało się z zemsty – pragnęła wynagrodzenia doznanych krzywd: &lt;b&gt;świat winien jej był odszkodowanie wraz z odsetkami za katastrofalny początek.”&lt;/b&gt;
„Pragnęła stać się kobietą z tym najpiękniejszym, chociaż był biedakiem. Potem będzie czas sypiać z bogaczami o odrażającym ciele.”
„W przyszłości miła stosować podobną technikę, uwodząc kolejnych mężczyzn – metodę, która mądrze stosowana, zawsze odnosi triumf: pochlebstwo.”
”Kiedy Wanda doszła do wniosku, że posiada już encyklopedyczną wiedzę na temat męsko-damskich związków w łóżku (nauczył ją też tego, co lubią samice) – zniknęła z dnia na dzień.”
Powróciła w to samo miejsce po kilkudziesięciu latach, by niespodziewanie spotkać tego pierwszego, swą pierwszą ofiarę, i jednym gestem odmienić jego życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&gt;„Piękny deszczowy dzień”&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Kiedy wędrowali plażą, której wiatr nie miał czasu wysuszyć pomiędzy dwiema falami ulewy, zapadając się w przypominający płynny beton piasek, nie mogła powstrzymać się od narzekań.” – To opowiadanie o Helene,  zgorzkniałej perfekcjonistce, czepiającej się wszystkiego i wszystkich. Ona, tak doskonała, nie jest w stanie dostrzec w otaczającym ją świecie i ludziach nic pięknego.
„Zawsze wiedziała, że nie potrafi oglądać świata od dobrej strony, nadal w każdej twarzy, stole, mieszkaniu czy sztuce teatralnej dostrzegała jakąś niewybaczalną skazę, która nie pozwalała jej ich cenić.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Wychodzi za mąż bez miłości, za mężczyznę, który tylko pozornie poskromił jej krytykanctwo. „W rok po ślubie, o którym mówiła: „najpiękniejszy dzień w moim życiu”, wydała na świat dziecko. Kiedy wzięła je do rąk, uznała, że jest &lt;b&gt;brzydkie i flakowate...”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Jedynie śmierć męża powoduje nagły wzrost emocji, by ostatecznie „Helene zasklepiła się w ciszy”. Zaczęła jednak podróżować po świecie, wozić z sobą życiowe kalectwo. Nie miała wewnętrznego życia, wzbogaciło się jej życie zewnętrzne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

Na koniec dochodzi jednak do tego, czego wszyscy się mogą spodziewać. Bohaterka wymawia zdanie, które już nie pali jej gardła: „Jaki piękny deszczowy dzień”, a potem już tylko nowa miłość...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&gt;„Falsyfikat”&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;„To takie wygodne być mężczyzną, gdy mu to odpowiada, a kiedy mu pasuje, zamienić się w babę.”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

„Gdzie w tym wszystkim romantyzm? – uznała, że piękniej jest kochać kogoś kogo nie można poślubić.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&gt;„Wszystko, czego potrzeba do szczęścia”&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
„Z fryzjerem podobnie jak z mężem: człowiek jest latami przekonany, że własny jest najlepszy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&gt;„Bosa”&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
„Wielbimy kobiety, bo pojawiają się owiane tajemnicą, a gdy ona blednie, przestają się nam podobać.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;

&lt;b&gt;&lt;u&
