niedziela, 24 maja 2009

„Siedem szkiców” Virginia Woolf


Prószyński i S-ka, Warszawa 2009

„Siedem szkiców” dostałam w prezencie. Uwielbiam twarde okładki i ten specyficzny zapach kartek. Wyglądała obiecująco, zachęcająco...

Jako że liczy sobie tylko 96 stron, uporałam się z nią w mgnieniu oka, zamknęłam i nie wiedziałam, co mam myśleć. No ale co, ale jak? Wielka pisarka, wybitna postać literatury światowej, a ja nic, żadnego zachwytu? Pomyślałam, że coś ze mną nie tak, może jestem nieuważną czytelniczką, mam braki. Zajrzałam więc na parę stron internetowych i odetchnęłam z ulgą. Nie jest ze mną tak źle.

Na początek, wielkim zaskoczeniem był dla mnie tak długi wstęp. Doris Lessing zachęca metaforycznie, nazywając szkice „palcówkami służącymi przyszłej biegłości” pisarki. Zapowiada się ciekawie, a w międzyczasie czytam, że Virginii Woolf nieobcy był antysemityzm i np. „U Woolf natrafiamy na węzeł, plątaninę nieprzyjemnych uprzedzeń, z których część to przesądy jej czasów, a część jej osobiste przekonania”. Z ciekawością więc chcę dobrnąć do tego, by zweryfikować to twierdzenie, ale nie tak szybko. Po wstępie mamy jeszcze wprowadzenie (David Bradshaw) i „notę na temat tekstu”. Następnie siedem szkiców - tekst właściwy – na uwaga! 20 stroniczkach. :/ Po czym czytamy „komentarz” i notę bibliograficzną.

Przypisać można szkicom niewątpliwą biegłość i urok w opisie codziennego życia, salonowych sytuacji i postaci. Szkoda jednak, że jest tego tak mało. Pozostaje niedosyt.

No i ten nieszczęsny antysemityzm. Wiele można Woolf przypisać, złośliwość, niepoprawność, ale ja tu antysemityzmu nie widzę. Nie wiem, czy to kwestia nadmiernej poprawności politycznej, ale zapowiadanych w komentarzach uprzedzeń nie da się dostrzec. Owszem, autorka używa dosadnych ocen:

„krzykliwy salon”

„Wydawało się, że chce się przypodobać swoim gościom, a zarazem spodziewa się, że ją kopną.”

„Jedzenie, oczywiście, pływało w oleju i było wstrętne.”

„młodzi ludzie łaskoczą jej prostackie podniebienie”,

ale znaleźć je można w każdym szkicu. Ostry język nie jest jej obcy, zatem nie wydaje mi się, by zatytułowanie szkicu „Żydzi” i nazwanie postaci „grubą Żydówką” świadczyło o antysemityzmie. Równie dobrze mogłaby nie lubić i krytykować jakąś Angielkę lub Polkę. Należy też pamiętać, że szkice zostały wydobyte z prywatnych papierów, są osobistymi notatkami Woolf, a nie wersją przygotowaną przez nią do druku. Nie bądźmy tacy świętoszkowaci, lubimy czasami pomyśleć o kimś coś złego...

Jest to niewątpliwie obowiązkowa lektura dla miłośników twórczości Virgini Woolf. Informacje „okołoszkicowe” wnoszą bardzo wiele do wiedzy na temat pisarki. Dla nich samych warto sięgnąć po tę pozycję.

Na koniec cytaty noblistki D. Lessing:
„Te szkice są jak palcówki służące przyszłej biegłości. Nie są nieistotne, tryskają życiem, a przy swej bezpośredniej i często brutalnej obserwacji, rozeznaniu, wybrednym osądzie, jakiego się po niej spodziewamy... ale zaczekajmy: słowo „osąd” jest niewłaściwe.”

„Jest pisarką , którą niektórzy kochają nienawidzić.”

I samej V. Woolf: „Musiałam pamiętać, że nie jest się w pełni dorosłym, mając dwadzieścia jeden lat.”

2 komentarze:

  1. O, widzę, że odniosłyśmy podobne wrażenie jeśli chodzi o antysemityzm Woolf ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.