wtorek, 24 sierpnia 2010

„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow

„- To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.”

       Zaczyna się tak niewinnie. Na Patriarszych Prudach dwóch poprawnych politycznie literatów kontempluje naturę religii, zgodnie z przyjętym ateistycznym nurtem. Do rozmowy grzecznie przyłącza się tajemniczy przybysz z zagranicy. A potem wszystko się zaczyna... Sypią się głowy, palą się budynki, kobiety biegają w majtasach, ludzie lądują w wariatkowie lub ślad po nich ginie... Ileż można by wymieniać? Mój podziw wobec „Mistrza i Małgorzaty” chyba nigdy nie zmaleje. Polubiłam tę powieść w liceum, gdy dopiero zaczynałam odkrywać w sobie miłość do książek. Mogłabym rzec, że od „Mistrza i Małgorzaty” właściwie się wszystko zaczęło :)
       Nie potrafię wyjść z podziwu wobec Bułhakowa, jego plastycznych opisów, niesamowitej wyobraźni, budowania napięcia i zaciekawienia. Ciągle coś się dzieje, nie sposób się nudzić. No i humor, dialogi, od których papa się sama jarzy; postaci tak urocze, że chciałoby się dołączyć do tej świty rozbójników i zwyrodnialców. :D A skoro już o świcie, macie ulubioną postać? Nie będzie niespodzianką, gdy przyznam, że moim idolem jest Behemot. Nie ma momentu, by mnie nie bawił. Wystarczy, że się pojawi, a wiadomo, że będzie beka. Bez niego diabelski plan Wolanda nie były tak wciągający.

       Przybysze znikąd grają moskwiczanom na nosie. Swoimi szatańskimi sztuczkami ingerują w ich życie, mącą i zsyłają problemy. Tym samych demaskują ich podatność na manipulację, tchórzostwo, biurokrację, donosicielstwo czy chytrość. Wszystkie te wady i słabostki tworzą dość smutny obraz Moskwy, w której zatriumfowała zgnilizna społeczna i zniewolenie. Miłość Mistrza i Małgorzaty na tym tle zdaje się być jedynym czystym uczuciem, nieskalana więzią ponad wszystko.
       Z radością, a może też i nadzieją, myślę o Wolandzie, tym przemiłym Lucyferze o ludzkiej twarzy, uczciwym, sprawiedliwym, empatycznym. O wiele bardziej odpowiada mi tak optymistyczna wizja wcielenia zła. :)
       „Mistrz i Małgorzata” - aczkolwiek może nie jest książką, którą bym wzięła na bezludną wyspę (chyba takowej jeszcze nie znalazłam), zawsze będzie miała szczególne miejsce na mojej półce, już zawsze będzie mi się kojarzyć z młodością, radością i nadzieją.

6 komentarzy:

  1. Hehehe ];] Aż chce się opętańczo zaśmiać i zatańczyć. Wspaniałe cytat znalazłaś. Ja też nie wzięłabym jej na bezludną wyspę, gdyż tam raczej wolałabym oddawać się duchowym rozważaniom, a z dybukiem mogłyby być różne dziwne perturbacje. Ale tak ogólnie bardzo tę książkę lubię. To od niej rozpoczęłam przygodę na Bułhakowem. Nie dziwię się, że przez wiele lat znajdowała się w indeksie ksiąg zakazanych Związku Radzieckiego, daje nieźle popalić cenzurze ;] Widziałaś może spektakl tv z udziałem Zapasiewicza w roli Piłata? Małgorzatę grała tam bodajże młoda Dymna :) Arcydzieło, moim skromnym zdaniem.
    A fotka z kocimi oczkami... Ach, przypomniałaś mi czas studiów, kiedy to miałam taką tapetę na kompiku :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te kocie oczy są boskie :) znalazłam je w necie, ale moja czarna ma jeszcze bardziej przenikliwe, tylko złapać ją na takim spojrzeniu i strzelić fotkę, to zadanie dla mistrza fotografii.
    Niestety nie widziałam tego spektaklu, choć wiem, że takowy istnieje. Kiedyś znalazłam odcinki na stronie TVP, ale nic za darmo, więc zrezygnowałam. Skoro jednak chwalisz, że takie arcydzieło, to może się skuszę. Boże, tak mi przyszło do głowy, jak ja dawno w teatrze nie byłam :/ wstyd!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym ją tam zabrała na bezludną... Uwielbiam. A od dawna marzy mi się nocny lot na miotle, niekoniecznie nad Moskwą. Literatura najwyższych lotów:)
    Aha, oczywiście, że Behemot!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż za oryginalne marzenie. Inez, musisz mieć w sobie coś z wiedźmy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Potrakuję to jako komplement;)

    OdpowiedzUsuń
  6. i słusznie, bo tym właśnie jest :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.