„Gwałt to grzech, którego nawet Bóg nie rozumie.”
Och, jakże długo męczyłam tę książkę. Nie tylko przez niewygodne kieszonkowe wydanie i maleńką czcionkę. Nie wiem, czy mam ja kochać, czy nie. Zaczęło się tak obiecująco. Jest „seksualnie podejrzana” Jenny Fields i jej oryginalnie poczęty syn Garp, który zapowiada się na dobrego pisarza. W trakcie dochodzą inni bohaterowie, bardzo interesujący i osobowościowo zróżnicowani. Prostytutki, żona Garpa, ich dzieci i cała reszta. Robi się ciekawie. Jednak w pewnym momencie zaczęłam kręcić nosem, dopatrywać się niewiarygodności i naciągania. Przyznam nawet, że nie polubiłam głównego bohatera, wręcz nie mogłam go znieść. Przez co autora, czy raczej narratora, też. Po słowach: „..w ciągu pierwszych pięciu lat małżeństwa tylko raz zdradził Helen - z resztą na krótko.” - przestało mi się podobać i myślałam, że nie dotrwam do końca. Nie lubię czytać o głupich zdradach, czworokątach małżeńskich i wszelakich innych. Razi mnie to, aczkolwiek miło było poznać hermafrodyty czy osoby zmieniające płeć. Dziwaków w świecie Garpa nie brakuje. A świat ten to całkiem wyjątkowa saga z beznadziejnymi bohaterami, gdyż - trzeba to podkreślić - w świecie według Garpa wszyscy jesteśmy przypadkami beznadziejnymi.
Powieść byłaby idealna, gdyby nie dwa lub trzy rozdziały, które najchętniej bym z książki wydarła. Niepotrzebne, nieprawdopodobne sytuacje, jednocześnie przewidywalne, aż skręcało. Gdy przebrnęłam przez te denerwujące momenty było już tylko dobrze. Być może natłok przygnębiających wydarzeń sprawił, że zaczęłam się utożsamiać z tymi beznadziejnymi przypadkami. W każdym bądź razie pod koniec ogarnął mnie żal, że to już. Chciałam więcej. Nawet mnie zatykało w środku. Jak to, wszyscy przeminęli? Śmierć?
„Między mężczyzn i kobiety jedynie śmierć została równo rozdzielona.”
Smaczku całości dodają wątki feministyczne, z pewnym przymrużeniem oka, z jednej strony humorystyczne, z drugiej tragiczne. To coś w stylu karykatury, która jest policzkiem dla ideologicznych radykałów. Nie jest to bynajmniej książka o feminizmie tudzież związkach damsko-męskich. To przede wszystkim książka o życiu (trochę niesamowitym), dorastaniu, ludzkich błędach i sukcesach, a także lękach i żądzy.
Jeżeli ktoś lubi Robina Williamsa, to z pewnością spodoba się mu też film. Ja za tym panem nie przepadam, a do tej roli nie pasuje mi w ogóle. Jako aktor nadaje się do grania przygłupów, ciepłych kluch i ciap. Garp powinien być męski pod każdym względem. O R. Williamsie nie potrafię tego powiedzieć. Natomiast John Lithgow w roli potężnej Roberty powalił mnie na kolana. Genialny. O filmie mogę rzec jedynie, iż jest godny uwagi.
PS Osoby, które mają lekturę przed sobą przestrzegam, by nie czytały przedmowy autora!! Co za ludzie pracują w tym wydawnictwie? Jak można zdradzać, co stanie się z bohaterami? Całe szczęście po pierwszej stronie przestałam czytać, inaczej dalsza lektura nie miałaby sensu.