
Wow!!! Oj, ja głupia, głupia! Całe życie wzbraniałam się przed science fiction rękami i nogami. Kręciłam nosem, odkładałam książki na półki, przełączałam kanał, a jak nie mogłam, to strzelałam fochy. Urazy z dzieciństwa mogą tkwić w nas długo, lecz czasem wystarczy mały, niewinny krok i zły czar pryska. :) „.. dawne uciechy żołądka czy płci to głupie dłubanie w nosie w porównaniu z rypceniem i chędaniem; w mózgi wprawiano, oczywiście, ośrodki ekstatycznego doznania, zaprogramowane specjalnie przez inżynierów dróg nerwowych, przy czym urządzono je piętrowo. Tak powstał popęd chędańczy i rypceniowy (...) można było chędać i rypcić na zmianę lub jednocześnie, solo, w duetach, triadach, a potem, po dosztukowaniu cucanek, także w grupach kilkudziesięcioosobowych.” Każdy rozdział czyta się z niegasnącym zaciekawianiem, każdy z nich może posłużyć do wielogodzinnych dyskusji, zmusza do myślenia. Bowiem „Dzienniki gwiazdowe” wypełnione są licznymi aluzjami do historii, filozofii, polityki, ludzkości jako takiej, z której autor się naigrywa. Rozważa również kwestię Boga, religii i wiary. Może nawet ironizuje i wykpiwa, np. misjonarstwo. Ale jest tez przerażony wizją nieśmiertelnej duszy, którą nakreśla jako istny koszmar. Pustka, nicość, bezradność na zawsze. „Tysiąc lat temu Kościół nasz bronił macierzyństwa, a wiedza zlikwidowała pojęcie matki, najpierw rozcinając akt macierzyństwa na dwoje, potem wynosząc je z ciała na zewnątrz, potem dokonując syntezy zarodka, tak że po trzech wiekach obrona straciła wszelki sens; musiał tedy Kościół przystać na zapłodnienie zdalne i na poczęcie w laboratorium, i na poród w maszynie, i na ducha w maszynie, i na maszynę, dostępującą sakramentów, i na zniknięcie różnicy pomiędzy naturalnie stworzonym i sztucznym bytem. Gdyby obstawał przy swoim, to musiałby jednego dnia uznać, że nie ma innego Boga prócz Szatana.” Fantazja Lema nie znała granic. Kimże jesteśmy my szaraczki przy tak wybitnym umyśle, który stworzył nowe, nieistniejące światy od samego początku. Nie tylko osobniki człekopodobne, również zwierzęta i rośliny, jak wściekłoja, echoń pyskatek czy fetorówka obrzydlnica, która potrafi wytwarzać 5 tys. cuchów (jednostka odorowa) na sekundę, ale tylko, gdy ją ktoś fotografuje. :)
Jeżeli wszystkie książki Stanisława Lema są takie, to nie wiem kiedy i jak, ale stanę na rzęsach, by je przeczytać. „Dzienniki gwiazdowe” to fantastyczna książka, w każdym tego słowa znaczeniu. Pełna akcji, przygód, niespodzianek, humoru i wieloznaczności. Lem jest geniuszem z nieprawdopodobną wyobraźnią; prekursorem, który wyprzedził swe czasy o dekady. Czymże są chociażby sterowane zewnętrznie maszyny, z ludzką świadomością i własnym życiem, jak nie matrixem?
Na „Dzienniki gwiazdowe” składają się relacje z podróży po kosmosie oraz wspomnienia Ijona Tichego. Można by rzecz, że ten szczęściarz miał okazję widzieć w życiu wszystko. Jesteście w błędzie, jeśli myślicie, iż przyszłość jest niewiadomą. Wszystko już się kiedyś wydarzyło, no może prawie. Tichy próbował, co prawda, wiele w XXVII wieku naprawić, ale z taką bandą nieudaczników i egoistów popełniono karygodne błędy. A może ciągle ktoś zmienia historię? Może już dziś naukowcy przenoszą się w czasie na chronocyklach? Dzięki dziennikom Tichego wiemy, że już w średniowieczu dla zabawy latały na nich bezwstydnice z XXVII wieku. Czarownice oczywiście :) Leonardo Da Vinci tak naprawdę jest zesłańcem, którego wynalazki to żałosne i nieudolne próby powrotu do swojego czasu. Wiadomo też, kto odpowiada za nasze gołe pośladki, o wyborze i wyglądzie miejsc miłości nie wspominając. Czysty sabotaż. Dlaczego wyginęły dinozaury? Dlaczego Żydzi myślą, że są narodem wybranym? Kto wymyślił monoteizm i po co?
Ijon Tichy przemierza galaktyki, swobodnie odwiedzając planetę po planecie i poznając obce cywilizacje. Jedne są przyjazne, inne mniej. Nasz bohater co rusz wpada w tarapaty, z których zawsze wychodzi cało, zdrowo i mądrze. Poznajemy np. wielobarwne osobniki, które świecąc okazują emocje, kolejne chcą za wszelką cenę żyć pod wodą, inne osiągnęły wiedzę i technologię zdolną do nieograniczonej manipulacji genami. O zgrozo! Sterowana ewolucja dotarła również do sfery seksualnej.

Nie mogę powstrzymać się przed przytoczeniem jednego z najbardziej interesujących fragmentów.
Mam dobrą passę w tym roku przy wyborze książek. Znalazłam kolejną, która dołączy do grona ulubionych.