Wydawnictwo Amber, Warszawa 2004
Zaczynam coraz bardziej wkręcać się w afrykańskie klimaty. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo wciągnie mnie Czarny Ląd, jego kultura, krajobrazy i ludzie. Dzięki trzem przeczytanym w tym roku książkom częściej zaglądam na Discovery Travel, przenoszę się w upalne krainy, gdzie zajadają zupełnie mi nieznane potrawy, bujają się do energetycznej muzyki i mówią językami, których nigdy na żywo nie będzie mi dane usłyszeć.
A zaczęło się od "Połówki żółtego słońca" pani Adichie, która mną wstrząsnęła, zachwyciła i na stałe zagościła w mojej pamięci. Potem moja wyobraźnia powędrowała na Czarny Kontynent za sprawą "Pożegnania z Afryką" Karen Blixen, o którym, za racji obecnej aury, gęsto myślę. Kusi, oj kusi, by przeczytać kolejny raz. :)
We "Fioletowym hibiskusie" na szczęście nie ma już wojny, głodu, gwałtów, które zasmucają w „Połówce żółtego słońca". Nie oznacza to jednak, że autorka zaserwowała lekturę łatwą, lekką i przyjemną. Tematyka jest również cięższego kalibru, ociera się nieznacznie o sytuację polityczną w Nigerii, która, mimo kilkudziesięciu lat niepodległości, nie potrafi stanąć na własne nogi i zbudować silnego państwa, które nie zostanie zawłaszczone poprzez następny przewrót oraz nową skorumpowaną ekipę. Te wątki są jedynie na dalszym planie, gdyż "Fioletowy hibiskus" to przede wszystkim historia pewnej rodziny, a dokładnie pewnej wyjątkowej dziewczynki, która dorastała w bardzo trudnych warunkach. W tej rodzinie bynajmniej nie brakowało pożywienia, pieniędzy, dóbr wszelakich. W ich domu się wręcz przelewało, aż trzeba się było dzielić z innymi, a nawet należało, gdyż tak nakazuje katolicki obowiązek. W tym domu nie było jednak miłości, radości, wolności ani szacunku. Było za to dużo Boga. Dużo dyscypliny, ba, despotycznego rygoru, modlitw, nauk, kar za grzechy, cierpienia oraz strachu, strachu, strachu...
Na naszych oczach 15-letnia Kambili z naiwnej, nieświadomej, zatrwożonej córki despoty i fanatyka staje się mądrą i silną kobietą, która wreszcie potrafi odczuć smaki życia, zabawę, spokój, miłość i młodość. Droga do tego jest długa oraz okupiona bólem, rozczarowaniem i tragedią.
"Fioletowy hibiskus" to naprawdę bardzo dobra i mocna książka, szczególnie, że jest to debiut Adichie, którą śmiało mogę zaliczyć do grona autorów, po których zawsze będę sięgać, gdy tylko będzie okazja.