„W klęsce poniesionej człowiek mniej cierpi, gdy znajdzie winowajcę.”
Gdy byłam mała wielokrotnie z wielkim zaciekawieniem zwiedzałam biblioteczkę mojej mamy. Jako że była dla mnie najukochańszym autorytetem, każda jej książka wydawała mi się cudowna, interesująca i pożądana. Miałam w planach przeczytanie wszystkich. Nie do końca mi się to udało, gdyż w międzyczasie moje gusta poszły w inną stronę. W trakcie mojej ostatniej przeprowadzki, pomieszkując w rodzinnym domu, wróciłam do dzieciństwa. Znowu wodziłam po znajomych półkach, by zdobyć się na przeczytanie tej, która zawsze kojarzyła mi się z tajemnicą. Okładka ma w sobie coś magicznego i magnetycznego. Nie jestem w stanie powiedzieć nic złego o tej książce. Nie tylko dlatego, że szanuję mamę i autorkę, ale jest po prostu dobra.
Wbrew temu, co można gdzieniegdzie przeczytać, nie jest to romans. Pojawia się wątek miłości, lecz jest ona jakby w tle, niespełniona, nienamacalna, niedościgniona. Nie o nią w książce chodzi. „Wrzos” umiejscowiłabym gdzieś koło „Moralności Pani Dulskiej”; jako lekturę szkolną, traktującą o zwyczajach przedwojennej, jeszcze pod zaborami, Warszawy. Można posmakować tamtych czasów, wyobrazić sobie panny w pięknych sukniach, konie na ulicach, zapełnione gwarem salony, ale także rynsztokową nędzę dla kontrastu.
Bohaterką książki jest Kazimiera, ziemianka, zwana przez mieszkańców stolicy wieśniaczką, która godzi się poślubić warszawskiego bawidamka, Andrzeja. Małżeństwo z rozsądku to mało powiedziane. Ona usuwa się z rodzinnego domu, w którym była zwadą. On kocha swoją kochankę, z której oficjalnie nie rezygnuje; dodatkowo ma w tym korzyść materialną. Kazia – delikatna i piękna jak wrzos, nie może odnaleźć się w dużym mieście. Jest przytłoczona i załamana. Jednocześnie bardzo dzielna, wygadana i pracowita. Zamiast tracić czas na wizytowanie, zakupy i włóczenie się po mieście pod publiczkę, udziela się charytatywnie. Nie znosi swego nowego środowiska, w którym panuje wszechobecne wścibstwo, obłuda i fałsz. Wszyscy żyją skandalami, plotkami, balami i modą. Kazia dusi się w tym obrzydliwym siedlisku pozorów i hipokryzji.
„Wrzos” niektórym może się wydać staroświecką, a nawet nudnawą lekturą. Mnie ona jednak bardzo wciągnęła. Autorka sprawnie rozwija fabułę, by móc samemu snuć domysły co do dalszego rozwoju sytuacji. Miałam w głowie dwa zakończenia. Pod koniec wyczulam jeszcze inne. Nie myliłam się. Czy stety, czy niestety, nie zdradzę.
Na podstawie książki w 1938 roku nakręcono film o tym samym tytule, należący do klasyki polskiego kina przedwojennego. Chociaż to dość nietypowa pozycja, jak dla mnie, mam w planach. Będzie miło. :)