Kilka lat temu po obejrzeniu skądinąd świetnego filmu "Pachnidło" obiecałam sobie, że raczej nie sięgnę po książkę. Byłam tak zszokowana, i nawet zniesmaczona, że chciałam się uchronić przed nadmierną bulwersacją. A także zawodem, który jest u mnie normą przy kolejności oglądanie - czytanie. Jednak, gdy w bibliotece z kilku metrów moje dramatycznie kiepskie patrzałki dojrzały te literki P A C H N I D Ł O, nie mogłam się powstrzymać i zajrzałam do środka. Gdy na samym początku przeczytałam ów fragment:
"Śmierdziało od rzeki, śmierdziało na placach, śmierdziało w kościołach, śmierdziało pod mostami i w pałacach. Chłop śmierdział tak samo jak kapłan, czeladnik tak samo jak majstrowa, śmierdziała cała szlachta, ba - nawet król śmierdział, śmierdział jak drapieżne zwierzę, a królowa śmierdziała jak stara koza, latem i zimą. Albowiem w osiemnastym wieku..."
nie byłam w stanie odłożyć książki z powrotem na półkę. Zaśmiałam się w sposób we wspomnianym miejscu niedozwolony, a później śmiałam się już w domu. Z całą świadomością morderczej końcówki nie potrafiłam myśleć o tej książce bez banana na twarzy. Wspaniały, ekspresyjny język, humorystyczna narracja, malownicze opisy. Zapachy aż buchają z kartek, czy to kupa kota, czy jaśmin. :) Podaruję sobie odniesienia do fabuły, gdyż większość z was z pewnością ma już lekturę za sobą. A jeżeli nie, to czym prędzej czytajcie, oglądajcie, wąchajcie, niuchajcie! Arcydzieło. :)