„Złych wspomnień nie musisz brać ze sobą. I bez tego będą cię prześladować.”
Nie będę oczywiście oryginalna, gdy przyznam, że „Książę Mgły” to najsłabsza książka Carlosa Ruiza Zafona. Między nią a „Cieniem wiatru” jest przepaść, ale już w „Księciu Mgły” czuć, że autor zaczyna się rozkręcać, nabiera wiatru w żagle i zaserwuje w przyszłości wiele niepowtarzalnych dzieł. Jak na pierwszą książkę jest bardzo dobra, dla młodzieży jak znalazł. Porusza wyobraźnię, zaskakuje, czasami straszy. Cały Zafon. Szkoda tylko, że „Książę Mgły” to tak króciutka książeczka. W jednej chwili akcja nabiera tempa i ani się obejrzysz a już koniec. Bohaterów, jak to u Zafona w zwyczaju, spotykają niesamowite sytuacje, staje przed nimi zagadka, przygoda i niebezpieczeństwo. Jest tajemniczo i złowieszczo. Za to właśnie lubię Zafona. :) Myślę, że na podstawie książki mógłby powstać świetny film dla nastolatków, taki niezapomniany i wyjątkowy, jak niektóre filmy fantasy z mojego dzieciństwa czasami powtarzane w telewizji w święta lub ferie.
Niedosyt jednak pozostaje. Dlatego tym bardziej nie mogę się już doczekać kolejnej książki. Mam nadzieję, że będzie to opasłe, tysiącstronicowe tomisko, z ciekawymi postaciami, Cmentarzem Zapomnianych Książek i kolejnymi łamigłówkami. :)
Aha, rozbawiło mnie pewne zdanie z książki, którego nie mam zamiaru nawet komentować, ekhm:
„Jacob wniósł nowe światło w życie bezdzietnego przez tyle lat małżeństwa, zmienił ich dotychczasowy, samotniczy i zgorzkniały styl życia.” :/