„Czy to nie absurdalne, że wspomnienia o dobrych czasach o wiele częściej doprowadzają do łez niż wspomnienia o tych złych?”
„Wiele się osiągnęło, jeśli życie przypomina nam pełną beczkę, a nie puste wiadro.”
„Całe zło pochodzi od żywych. Martwi są nastawieni pokojowo.”
Długo mnie nie było. I niestety nadal nie będzie, ale nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem kilku słów o książce, która zrewolucjonizowała moje myślenie na temat książki idealnej, fascynującej, pochłaniającej, rozwalającej na łopatki, odrywającej od rzeczywistości, bogatej, wyjątkowej, penetrującej wyobraźnię... p e r f e k c y j n e j!
„Miasto Śniących Książek” to wspaniała opowieść o miejscu, w którym mole książkowe oszalałyby z nadmiaru pokus literackich. W tej krainie książki są wszechobecne, aczkolwiek nie są li tylko źródłem przyjemności. Poruszają się, płaczą, mogą także ugryźć, a nawet zabić. Są zdrową strawą, pokarmem dla niektórych, dla innych chorym, obsesyjnym i materialnym obiektem. To niesamowity świat, któremu nie można się oprzeć od pierwszego zdania. Ba, po przeczytaniu pierwszej strony nie sposób zrezygnować z dalszej lektury. Musicie przeczytać, a jeżeli się nie zdecydujecie, to cóż, odpowiem wam słowami głównego bohatera, Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów, który tak naprawdę jest autorem książki, Walter Moers ją tylko przełożył z języka camońskiego. :)
„... gratuluję tchórzliwej, ale w gruncie rzeczy rozsądnej decyzji wycofania się. Wszystkiego dobrego, baby! Życzę wam długiego i śmiertelnie nudnego życia i macham wam tym zdaniem na pożegnanie.”